W ostatnim czasie do uczestników rynku dotarło sporo negatywnych informacji. Wytworzyła się taka sytuacja, w której warto zastanowić się, czy czasem wszystkie negatywne czynniki nie zostały już uwzględnione w cenach akcji. Prawdę mówiąc, na tak postawione pytanie bałbym się odpowiedzieć twierdząco. Po uzasadnienie takich wątpliwości nie trzeba sięgać daleko. W kraju trwa powódź. Zaczynają się pojawiać pierwsze oszacowania strat i pierwsze niewiadome. Przedstawiciele rządu niezmordowanie dementują informację o 3 mld złotych, choć wielka woda jeszcze nie opadła. Dla naszego dziurawego budżetu taka kwota to, delikatnie mówiąc, całkiem sporo. Kolejne braki mogą wyniknąć wtedy, gdy skrajnie pesymistyczna prognoza min. J. Bauca, mówiąca o 2-proc. wzroście PKB w tym roku, okaże się mimo wszystko zbyt optymistyczna. Merrill Lynch i SSSB już obniżyły prognozy tempa naszego PKB do 1,7%, a podobne, niezbyt budujące, wnioski płyną z wypowiedzi prezesa GUS. Można się obawiać, że kolejna rządząca ekipa (znając niechęć SLD do obcinania wydatków) nie będzie miała skrupułów i jesienią przeprowadzi drugą nowelizację budżetu. Tego rynek może nie przyjąć spokojnie. Fakt, że w sierpniu najprawdopodobniej RPP obniży stopy procentowe, może (przy sprzyjającej koniunkturze na giełdach zachodnich) doprowadzić u nas do silnej akcji wzrostowej. Nie traktowałbym tego jednak jako definitywne zakończenie bessy. Sądzę, że indeksy na GPW nie osiągnęły jeszcze swoich docelowych poziomów, a niedźwiedzie nie sprzedadzą tanio swej skóry.

Zwróć uwagę na:ORBIS ? plany mniejszościowych akcjonariuszy, którzy chcą wprowadzić swego przedstawiciela do RN spółki, mogą spowodować wzmożone zainteresowanie tym walorem.