Kataklizmów przybywa, ubezpieczonych nie bardzo
W Trójmieście i okolicach na skutek powodzi ucierpiały setki budynków. Straty oszacowano na ponad 200 mln zł. PZU, którego udział w rynku ubezpieczeń majątkowych przekracza 57%, wypłaci na tym terenie ponad milion złotych odszkodowań. Allianz, z udziałem w rynku na poziomie 3,7%, miał około 70 zgłoszeń.Największy polski ubezpieczyciel szacuje już, że z tytułu szkód wywołanych w lipcu klęskami żywiołowymi na terenie całego kraju może wypłacić około 90 mln zł. Zaznacza jednocześnie, że wpływ tych wypłat na wyniki zostanie bardzo znacznie ograniczony przez udział reasekuratorów partycypujących w wypłacanych odszkodowaniach. Do 31 lipca do PZU z całego kraju zgłoszonych zostało ponad 28 tys. szkód. Warta nie chce jeszcze podać, jakie kwoty pochłoną wypłaty odszkodowań, ani też ilu ma poszkodowanych. Wiadomo jednak, że jest ubezpieczycielem niektórych ze zlokalizowanych tam zakładów energetycznych. Całość strat, jakie energetyka poniosła w Trójmieście i okolicach Słupska, wstępnie wyceniono na ok. 15 mln zł.Główna rola PZU w wypłacaniu odszkodowań powodziowych wynika w pewnej części również z dużego udziału tego ubezpieczyciela w rynku obowiązkowych ubezpieczeń budynków w gospodarstwach rolnych, który wynosi 70%. Udział konkurencji to zaledwie 10%, a co piąte gospodarstwo, mimo obowiązku, nie ubezpiecza się w ogóle. Generalnie, ubezpieczyciele szacują, że polisę ma w kraju co trzecie z mieszkań i domów.4 lata temu odszkodowania pochłonęły 700 mln złSpośród wszystkich zaistniałych w lipcu katastrof największy wymiar miała powódź w Gdańsku i okolicach, ale nieszczęście nie ominęło również Łodzi i okolic, gdzie były burze i huragany. Podobnie działo się w regionach kujawsko-pomorskim, katowickim, rzeszowskim i białostockim. Gwałtowne burze przeszły również przez rejon Opola, Wrocławia, Krakowa, Bydgoszczy i Włocławka. Pod koniec lipca fala powodziowa dotknęła z kolei niemal całą południową Polskę. Na wycenę szkód jest jeszcze za wcześnie, ale już widać, że skala nieszczęść wywołanych kataklizmami pogodowymi powoli zaczyna przypominać to, co działo się przed czterema laty. A wówczas ubezpieczyciele przeznaczyli na wypłaty odszkodowań ok. 700 mln zł.W żadnej części kraju nie ma już właściwie pewności, że nie zostanie ona dotknięta kataklizmem klimatycznym.? Wątpię jednak, czy zachęci to na dużą skalę ludzi do wykupienia ubezpieczenia majątkowego. Po statystyce nie widać, by po powodzi wzrosła chęć do ubezpieczania się. Należy jednak liczyć, że dojdzie do rozsądnego wykorzystania zjawisk, by zwiększyć świadomość ubezpieczeniową społeczeństwa. Przykłady przekonują ? mówi Jerzy Wysocki, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. Niechęć Polaków do ubezpieczania się wynika z nadmiernego optymizmu, przejawiającego się wiarą, że nieszczęście akurat nas ominie. ? Ale trzeba brać również pod uwagę, że przez 50 lat osłabł stopień wrażliwości na własny los. Oczekuje się, że jakoś to będzie, a w razie czego pomoże państwo ? dodaje Jerzy Wysocki.Niski stopień zamożności ma również wpływ na sytuację, jednak biorąc pod uwagę, że ubezpieczenia majątkowe nie są nadmiernie drogie ? nie jest to powód podstawowy.Ubezpiecz mury, i nie tylkoW przypadku zjawisk pogodowych, z jakimi mamy obecnie do czynienia, tak samo jak ubezpieczenie wyposażenia mieszkań czy domów, majątku ruchomego, ważne jest ubezpieczenie murów. Ubezpieczenie to obejmuje konstrukcję mieszkania czy domu, zniszczenie ścian, wyrwanie dachu ? w efekcie żywiołów: huraganu, gradu, oberwania chmury, powodzi, pożaru, trzęsienia ziemi, ale także wybuch gazu. Wielu nie wykorzysta takiej polisy przez całe życie, jednak gdy dojdzie do nieszczęścia, pieniądze otrzymane z ubezpieczenia mogą być główną szansą na powrót do stanu sprzed wypadku. Należy jednak zwrócić uwagę, czy w danym ubezpieczeniu mieszczą się wszystkie te zdarzenia. Trzeba się koniecznie dokładnie zapoznać z ich listą zawartą w warunkach ubezpieczenia. Koszt ubezpieczenia murów np. na kwotę 150 tys. zł to wydatek w granicach 110?150 zł w skali roku, przy sumie ubezpieczenia na 250 tys. zł będzie to odpowiednio około 250 zł.Należy też zadbać o wyposażenie mieszkania ? stawkę, na jaką chcemy ubezpieczyć te przedmioty, ustala się odrębnie od ubezpieczenia murów. Jeśli kwota jest bardzo wysoka, dom odwiedzi rzeczoznawca, który oceni, czy majątek wart jest tyle, na ile wycenia go klient. Ubezpieczenie to przydaje się również, a właściwie najczęściej, w przypadku kradzieży i włamań. Jeśli chcemy ubezpieczyć wyposażenie np. na 35 tys. zł, będzie to kosztowało ok. 200?300 zł. n
Co się dzieje, gdy osoba nie posiadającaubezpieczenia majątkowego wyrządza szkodę,np. zalewa mieszkanie osobie ubezpieczonej?Adam Taukert, rzecznik PZU: Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że muszą ponieść konsekwencje i pokryć koszty wyrządzonych przez siebie szkód, jeśli nie mają ubezpieczenia OC. Nawet gdy do zalania mieszkania dochodzi nieumyślnie, (nierzadko bowiem przyczyną jest pęknięty wężyk rezerwuarowy czy wąż od pralki). Gdyby osoba ta (sprawca) posiadała polisę OC, szkodę pokryłby jego ubezpieczyciel, gdy jednak nie jest ubezpieczona, musi wyłożyć pieniądze z własnej kieszeni. I właśnie ubezpieczyciel poszkodowanego, zgodnie z art. 828 kodeksu cywilnego, dochodzi tych pieniędzy od sprawcy. Jest to standardowe postępowanie każdego towarzystwa ubezpieczeniowego.Najpierw ustalamy sprawcę zdarzenia, a nasi likwidatorzy szkód dokonują wyceny strat. Ich równowartość, zgodnie z warunkami polisy, wypłacamy naszemu klientowi. Następnie występujemy do osoby, z winy której doszło do zniszczeń, z żądaniem pokrycia kosztów szkody. Dobrze jest, gdy osoba, która w tym przypadku dopuściła się zalania cudzego mieszkania, uczestniczy w oględzinach zniszczeń. Może tym samym zapobiec próbie rozszerzenia szkody. Zawsze zależy nam na udziale tych osób, ale zazwyczaj starają się one (nie ubezpieczone) uchylać od wszelkich kontaktów, licząc, że uda im się też uniknąć konsekwencji. Musimy być jednak konsekwentni. Najpierw sprawcy wysyłamy wezwanie do zapłaty, gdy się uchyla ? monitujemy. Dochodzi też do rozmów. W przypadku trudnej sytuacji finansowej sprawcy rozkładamy kwotę na raty. Zdarza się też, że windykacje są umarzane, gdy winna jest np. starsza, samotna osoba o bardzo niskich dochodach. Ale gdy sytuacja finansowa sprawcy jest dobra, a on unika płacenia, występujemy na drogę sądową z powództwa cywilnego. Do sądu trafia jednak niewiele przypadków, zazwyczaj problem udaje się rozwiązać na wcześniejszym etapie. Jeśli już dochodzi do procesu, może on trwać nawet kilka lat. Gdy pozywany przegrywa, musi się jednak liczyć z zapłaceniem zasądzonej nam kwoty wraz z odsetkami.