Dziwne zabiegi europejskich spółek
Wiele dużych europejskich spółek zwleka z publikowaniem ostrzeżeń o gorszych wynikach. Wygląda na to, że nie są przygotowane do oceny wpływu globalnego spowolnienia na ich działalność.
Jako ilustrację tego zjawiska gazeta ?Financial Times? przywołuje przykład niemieckiej grupy Bayer, producenta chemikaliów i farmaceutyków. Otóż 21 czerwca spółka zapowiedziała opublikowanie rynkowego komunikatu, ale uczyniła to dopiero po sześciu dniach, co oburzyło inwestorów. Bayer wyjaśniał później, że potrzebował aż tyle czasu, bo w tych sześciu dniach był akurat weekend i trudno było znaleźć ludzi odpowiedzialnych za interesy firmy w różnych częściach świata, a bez nich nie można było ustalić perspektyw gospodarczych. Do tego doszły jeszcze różnice czasu.Bayer nie był jedyną spółką, która zaniepokoiła inwestorów terminami i częstotliwością publikowania złych informacji. Holenderski producent sprzętu biurowego Buhrmann w ciągu zaledwie dwóch miesięcy tego roku dał dwa ostrzeżenia dotyczące zysków, ale dotychczas nie opublikował wyników. Największa w Europie spółka świadcząca usługi w zakresie technologii informatycznej ? Cap Gemini Ernst & Young ? była krytykowana za czerwcowe ostrzeżenie, mimo wcześniejszych zapewnień, że interesy idą doskonale.Francuski producent sprzętu telekomunikacyjnego Alcatel w lipcu zapowiedział zwolnienie 7 tys. ludzi, poza tymi których objął redukcją miejsc pracy kilka miesięcy wcześniej.Analitycy są zdania, że duża liczba ostrzeżeń w sektorze technologicznym dowodzi, że wiele spółek nie doceniło wpływu pogorszenia koniunktury w USA. Jako inny powód niektórzy podają niedoświadczenie zarządów spółek. Wielu obecnych ich szefów nie zajmowało się biznesem w czasie poprzedniej recesji i nie bardzo wiedzą, czego można się spodziewać w dobie globalnego spowolnienia gospodarczego. Firmy audytorskie zwracają uwagę, że dla dużych firm działających w całej Europie dodatkową trudnością przy formułowaniu prognoz są znaczne różnice w systemach rachunkowości między poszczególnymi krajami. Często innymi zasadami kierują się centrale, a innymi poszczególne oddziały spółek. Wyeliminowanie tych różnic wymaga sporo czasu i dlatego firmom trudno sprostać wymogom rynku, by ważne informacje publikować ?tak szybko, jak to tylko możliwe?.Poza tym europejskie spółki w większym stopniu niż amerykańskie są uzależnione od związków zawodowych i ograniczone przepisami chroniącymi zatrudnionych. Takich i innych przyczyn jest oczywiście wiele, ale tak naprawdę wszystkiemu winne jest spowolnienie w USA. Tyle że w trudnych czasach spółki muszą tym bardziej się starać o zaufanie inwestorów. A ci chcą, by informacja, nawet zła, była przekazywana szybko i wyraźnie.
J.B., ?Financial Times?