Złoty rozpoczął poniedziałkowe notowania z dużą stratą. Potem praktycznie przez cały dzień odrabiał straty. Wspólna waluta tymczasem przez większą część dnia traciła.

Rano za dolara płacono 4,33 zł, za euro 3,98 zł, odpowiadało to poziomowi 3,6% powyżej starego parytetu, tydzień zaczynaliśmy więc wyraźnie niżej (w piątek na zamknięciu odchylanie wynosiło 4,7%). Od razu złoty zaczął odrabiać straty. Już o 9.30 byliśmy na 4,2%. Dolar potaniał o dwa grosze, wspólna waluta o dwa i pół grosza. Potem wciąż obserwowaliśmy przewagę popytu, z tym że zmiany nie były już tak szybkie. Około 16.30 dotarliśmy do 5%. Kursy wynosiły wtedy 4,285 zł i 3,9080 zł. Kończyliśmy na 5,05%. Dolara ceniono na 4,285 zł, euro na 3,905 zł.Piątkowe dane o produkcji przemysłowej i PPI zwiększyły, według części inwestorów, szanse na obniżkę stóp procentowych. To pierwszy powód słabego startu złotego. Drugim były złe informacje związane z budżetem (to nie nowość). Tym razem chodziło o to, że ministrowie nie zaproponowali cięć na akceptowalnym poziomie (ale i tak niektórzy wierzyli, że RPP zdecyduje się na ruch po spadku inflacji i złych danych o aktywności gospodarczej).W ciągu dnia wiara w cięcia stóp spadała. Przyczynił się do tego w jakimś stopniu Bogusław Grabowski, który w porannym radiowym wywiadzie dał do zrozumienia, że sytuacja w finansach publicznych jest trudna i jak nie będzie programu naprawczego, to nie ma co marzyć o złagodzeniu polityki pieniężnej. Poza tym GUS opublikował informacje o sytuacji w handlu zagranicznym, z których wynikało, że deficyt spadł w I półroczu prawie o 2,0 mld USD w porównaniu z analogicznym okresem 2000 roku (i osiągnął poziom 7,1 mld USD). Wprawdzie rynek baczniej obserwuje dane NBP (przepływy pieniężne, a nie dokumenty odpraw celnych), ale po okresie publikacji samych złych wieści (głównie o budżecie) inwestorzy szukają jakichkolwiek oznak optymizmu.W poniedziałek poznaliśmy także lipcowy poziom bezrobocia. Zgodnie z oczekiwaniami doszło do niewielkiego wzrostu. Wskaźnik osiągnął bowiem 15,9%. Niestety, wydaje się, że najgorsze przed nami, za kilka miesięcy skończy się bowiem okres prac sezonowych, a oznak ożywienia w gospodarce nie widać.Poniedziałkowe notowania na rynku wspólnej waluty rozpoczynaliśmy z poziomu 0,9188 USD. Było to jednocześnie dzienne maksimum. Wkrótce euro zaczęło tracić i wczesnym popołudniem dotarliśmy w okolice 0,9140 USD. Chwila stabilizacji, potem lekkie odreagowanie (o 15.30 było 0,916) i znowu w dół. Kończyliśmy na 0,9125.Trochę optymizmu wprowadziły poniedziałkowe informacje o czerwcowej produkcji przemysłowej w strefie euro. 0,6% wzrostu, miesiąc do miesiąca, i 1,4%, rok do roku, to znacznie lepiej, niż oczekiwano (odpowiednio -0,2% i 1,0%) i znacznie lepiej niż miesiąc wcześniej (-0,2% i -0,5%). Dane z całej Unii też były niezłe (0,7% wzrostu, miesiąc do miesiącu, i 0,9%, rok do roku, po -0,4%, miesiąc do miesiąca, i -1%, rok do roku w maju). N