Janusz Jankowiak o propozycji Wiesława Kaczmarka w sprawie zamrożenia OFE

ocenie analityków propozycja Wiesława Kaczmarka, posła SLD, dotycząca zawieszenia działalności otwartych funduszy emerytalnych na kilka lat jest szczytem nieodpowiedzialności. Cezary Mech, prezes UNFE, ostrzega, że ze względu na znaczne zaangażowanie w PTE inwestorów zagranicznych, konsekwencje takiego kroku mogą być niewyobrażalne. Przedstawiciele towarzystw emerytalnych nie chcą natomiast komentować całej sprawy.

Wiesław Kaczmarek (na fot.) jeden z liderów SLD, zapowiedział, że należy rozważyć możliwość zawieszenia działalności funduszy emerytalnych na trzy?cztery lata, a więc do czasu poprawy koniunktury gospodarczej, a ?odzyskane? w tym czasie pieniądze zasilą budżet i dlatego nie będzie konieczne łatanie dziury budżetowej kosztem emerytów. ? Z powodu niewydolności funkcjonowania nowego systemu emerytalnego budżet państwa zobowiązany jest do ponoszenia coraz wyższych kosztów. Dlatego też należy dowiedzieć się, na ile ZUS zalega z przekazywaniem składki oraz co się dzieje z jego systemem informatycznym. Do tego czasu należy niestety powrócić do starego systemu ? podkreślił Wiesław Kaczmarek podczas wczorajszej rozmowy w III programie PR.Zdaniem Janusza Jankowiaka, głównego ekonomisty BRE Banku, propozycja ta to szczyt nieodpowiedzialności. Wpłaty do OFE zaliczane są bowiem do oszczędności krajowych, a więc ich brak spowodowałby podniesienie deficytu na rachunku obrotów bieżących. Aby sfinansować wydatki, państwo musiałoby bowiem zaimportować oszczędności z zagranicy.? To bardzo niedobra propozycja, która z punktu widzenia deficytu ekonomicznego jest neutralna. Wprawdzie krótkoterminowo mogłaby nieznacznie poprawić sytuację budżetu, jednak w przyszłości spowodowałaby krach finansów publicznych ? twierdzi Krzysztof Rybiński, główny ekonomista ING Barings.? Problem również w tym, że poseł Kaczmarek wypowiada się nie na temat pieniędzy publicznych, lecz prywatnych, należących do przyszłych emerytów ? zaznacza Janusz Jankowiak. Również Marek Jandziński, prezes PTE Dom, uznaje za niedopuszczalne, aby w ten sposób dysponować prywatnymi pieniędzmi i zamieniać oszczędności emerytalne na wydatki, które miałyby być skonsumowane. Z ekspertyzy prawnej przygotowanej na zlecenie Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych wynika, że część składki ubezpieczeniowej, która trafia na konta w OFE, to środki prywatne, które uczestnicy funduszy zobowiązali się przekazywać funduszom. Zgodzili się również, by dostęp do nich ograniczony im został do momentu przejścia na emeryturę.Zdaniem analityków, wejście w życie propozycji Kaczmarka załamałoby i tak już słaby rynek kapitałowy. Na koniec lipca wartość środków zainwestowanych przez OFE na GPW sięgnęła ponad 3,5 mld zł. Oznacza to, że w rękach funduszy emerytalnych znajduje się blisko 4% kapitalizacji warszawskiej giełdy. Z analiz UNFE wynika natomiast, że aktywa funduszy emerytalnych w roku 2010 wyniosą ponad 200 mld zł. W roku 2020 przekroczą natomiast 600 mld zł.Ekonomiści, przedstawiciele PTE i UNFE zgodnie podkreślają, że wycofanie się z reformy emerytalnej zostanie bardzo negatywnie ocenione przez inwestorów, głównie zagranicznych, którzy w stworzenie rynku emerytalnego zainwestowali około 2 mld zł. ? Zyskowność tych przedsięwzięć jest jednak bardzo wysoko oceniana. Już w tej chwili ich wartość można szacować na około 20 mld zł. Decydują się na radykalne kroki, należy więc liczyć się ze znacznymi roszczeniami. Inwestorzy znajdą bowiem środki prawne, by dochodzić swoich praw ? zaznacza szef UNFE.Obecne emerytury wypłacane są ze składek wpłacanych na bieżąco przez pracujących. Ponieważ wpływy ze składek są mniejsze niż wydatki na emerytury, różnicę musi dopłacać budżet. Po wprowadzeniu reformy emerytalnej różnica jest znacznie większa, bo budżet musi dodatkowo zrekompensować ZUS-owi ubytek we wpływach ze składek spowodowany transferem ich części do funduszy emerytalnych. W tym roku ów dodatkowy ubytek, wgzeń resortu finansów, wyniesie 11 mld zł. W przyszłym roku ma być to 11,9 mld zł plus 3,3 mld zł z tytułu zaległych składek. W latach 2003 i 2004 ma to być odpowiednio 12,8 i 13,8 mld zł.Przy zawieszeniu przekazywania nowych składek do OFE pieniądze te trafiałyby do FUS-u, co zmniejszyłoby jego niedobór, a wskutek tego ? dotację państwa do ZUS-u. Dzięki temu deficyt państwa byłby też mniejszy. Problem jednak w tym, że dla rynków finansowych nie ma większego znaczenia, czy deficyt wyniesie w przyszłym roku 88 mld zł czy też 73 mld zł, bo oba poziomy są nie do sfinansowania. Poza tym i tak spora część pieniędzy, które trafiają do OFE, wraca do budżetu ? fundusze bowiem inwestują w obligacje skarbowe. Obecnie w ich portfelach znajdują się papiery skarbowe o wartości ponad 10 mld zł.Gorzej jednak będzie za kilka lat, gdy obecni klienci OFE przejdą na emeryturę. W obecnym stanie prawnym część pieniędzy na emerytury będzie wypłacana z ZUS-u, gdzie są zliczane na indywidualnych kontach, na które idą właśnie bieżące składki, a pozostała część ? z OFE. Do ZUS-u państwo będzie musiało dopłacić, a do OFE nie. Jeśli więc obecnie państwo nie dopłaci do OFE, to za jakiś czas będzie musiało dołożyć do ZUS-u, z tym że wskutek waloryzacji będą to już znacznie większe sumy.Dotychczas ZUS przekazał OFE ponad 15,6 mld zł, z czego odsetki za zwłokę w przekazywaniu składek wynosiły ponad 90 mln zł. Szacuje się jednak, że zaległości ZUS z tytułu nie przekazanych składek sięgają obecnie 3,5?5 mld zł, a do końca roku wzrosnąć mogą nawet do 7 mld zł. Tymczasem resort finansów przy okazji nowelizacji tegorocznego budżetu zdecydował, że w tym roku nie przekaże do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych dotacji przeznaczonej na zaległe składki wobec OFE.

Anna Garwolińska, M.S.