ZUS zniecierpliwiony rosnącymi zaległościami

Zbigniew Zalewski, przewodniczący rady nadzorczej Espebepe i dyrektor szczecińskiego ZUS, zniecierpliwiony rosnącymi zaległościami spółki z tytułu składek, zapowiedział, że prawdopodobnie we wrześniu zostanie złożony wniosek o jej upadłość. Czy zatem budowlaną spółkę, której nie pokryte straty z lat ubiegłych wynoszą 88,6 mln zł, kapitały własne mają ujemną wartość (-59,93 mln zł), strata po I półroczu wynosi 7,5 mln zł, a zobowiązania przekroczyły 60,4 mln zł, można jeszcze uratować?

Po raz pierwszy na krawędzi bankructwa szczecińskie Espebepe znalazło się w połowie 1997 roku, gdy długi przekroczyły 70 mln zł. Największym wierzycielem przedsiębiorstwa był wówczas Pomorski Bank Kredytowy (około 11 mln zł). I to właśnie z przedstawicielami banku najdłużej trwały negocjacje na temat kształtu postępowania układowego. Zarząd budowlanej spółki proponował pierwotnie 95--proc. redukcję zobowiązań wobec największych wierzycieli, z jednoczesną zamianą pozostałej kwoty na jej akcje. Ostatecznie jednak 16 maja 1997 roku w napiętej atmosferze, na trzecim z kolei zwołanym przez Sąd Gospodarczy w Szczecinie walnym zgromadzeniu wierzycieli, zapadła decyzja o umorzeniu 80% zobowiązań przekraczających 7,5 mln zł, oraz 20% opiewających na mniejsze sumy. Duzi wierzyciele mogli jednak w gotówce otrzymać tylko do 5% należnych kwot, kolejne 15% miało im przysługiwać w postaci obligacji zamiennych na walory spółki. Uchwalenie postępowania układowego zostało przyjęte z euforią, a ówczesny zarząd buńczucznie zapowiadał podjęcie starań o udział w budowie autostrady wielkopolskiej. Trzy tygodnie przed wejściem w życie układu Espebepe zawarło porozumienie z ZUS w sprawie spłaty zaległych składek. Do końca 1998 roku zaległości nadal rosły. W połowie 1999 roku przedstawiciele spółki informowali, że składki są już opłacane na bieżąco, ale ? biorąc pod uwagę karne odsetki i opłatę prolongacyjną ? do spłacenia pozostaje ponad 11 mln zł. W 1999 roku strata netto Espebepe przekroczyła 3 mln zł, w ubiegłym roku wyniosła 3,4 mln zł. Od 1997 roku (kiedy odnotowano 11,9 mln zł straty) tylko 1998 rok zakończył się na plusie ? 4,14 mln zł. Pomimo tak słabych rezultatów, spółką zainteresowali się prywatni inwestorzy giełdowi. W czerwcu 1999 roku na jej WZA pojawili się Aleksander Rostocki i Jan Król. W sierpniu przekazali już oni informację o posiadaniu pakietów po około 115 tys. akcji każdy (łącznie 10,7% kapitału). W połowie ubiegłego roku pod ich kontrolą było 33% akcji (obecnie 37%).? Chcemy wypełnić warunki postępowania układowego, przywrócić rentowność i zdolność kredytową oraz w dalszej perspektywie korzystnie sprzedać przynajmniej część naszych udziałów większej firmie z branży budowlanej. Istotne jest również to, że terminowe uregulowanie rat oznacza 80-proc. redukcję długu, czyli 3,2 mln zł zysków nadzwyczajnych w 2000 r. i 24 mln zł w 2001 r., co daje łącznie około 12,5 zł na akcję ? mówił wówczas PARKIETOWI Aleksander Rostocki, obecnie członek rady nadzorczej spółki.Zapaść w budownictwie i wzrost opłat z tytułu obsługi postępowania układowego w II kw. br. z 188 tys. zł do 2 mln zł pogrążyły jednak firmę. Pomimo tak trudnej sytuacji, wierzyciele otrzymali do 30 czerwca br. większość należnej im kwoty, było to jednak możliwe kosztem wynagrodzeń dla pracowników i bieżących wpłat do ZUS.? Mam nadzieję, że do połowy września osiągniemy porozumienie z ZUS w tej kwestii. Prawdopodobnie trzeba będzie przyspieszyć sprzedaż niektórych nieruchomości. Niemniej, w mojej ocenie, sytuacja nie jest na tyle krytyczna, by można było mówić o upadłości ? twierdzi Aleksander Rostocki.Obecne wydarzenia w spółce uprzedziła jej ostra przecena rynkowa, która w ostatnich czterech miesiącach wyniosła aż 78%.

MICHAŁ NOWACKI