Mija najgorsza od kilku tygodni sesja. Tak zdeterminowanej podaży już dość dawno nie oglądaliśmy. Wynikiem jej działania było sprowadzenie WIG20 do 1062 pkt., gdzie znajduje się dołek z ubiegłego miesiąca. Przekłada się to na 4,5% spadek, co wskazuje, iż mamy do czynienia z objawami paniki. Jest ona uzasadniona, jeśli wziąć pod uwagę skalę niepewności, panującą od kilku dni na rynkach kapitałowych całego świata. Osiąga ona punkt kulminacyjny związany z wznowieniem w poniedziałek notowań na amerykańskich rynkach. Jeszcze raz widzimy, że najgorsza dla inwestorów jest niepewność. Bo chyba niemożliwe jest przewidzieć, jak będą przebiegać sesje w USA w poniedziałek. Rynki przygotowały się na najgorsze.
Od strony technicznej mamy utworzenie bardzo długiej czarnej świecy, która w zasadzie nie daje szans na obronę na poziomie 1060 pkt. Ale z drugiej strony nie wyprzedzajmy sygnałów z rynku i z ostatecznymi wnioskami zaczekajmy, aż się to stanie. Bardzo niepokojące jest to, jak szeroką grupę spółek objęły spadki. Jedynie banki dość dobrze zniosły przecenę, bo jedynie BZ WBK stracił więcej, niż 2%.
Zniżki o podobnej skali trwają dziś na pozostałych giełdach europejskich. Euronext zawiesił nawet notowania, kiedy indeks spadł o ponad 5%. Oliwy do ognia dolała jeszcze informacja o tym, że produkcja przemysłowa w sierpniu była w USA o 0,8% niższa, niż miesiąc temu. To więcej, niż spodziewali się analitycy. Dzisiejsza publikacja danych z USA na pewno nie przyczyni się do ustabilizowania nastrojów przed poniedziałkowymi sesjami.
Wystarczyły niecałe cztery dni, by diametralnie odmienić obraz naszego rynku. Obrazująca to tygodniowa czarna świeca ma bezprecedensową długość. To źle nastraja przed następnymi sesjami, a skrawek nadziei można jeszcze tylko wiązać z podjęciem próby obrony sierpniowego dołka.
Krzysztof Stępień