Złoty rano osłabił się dość znacznie, ale potem odrobił straty.Euro zyskiwało w pierwszej części dnia, potem, po decyzji Fed, trend się zmienił. Wszyscy zarówno na świecie, jak i w Polsce czekali na otwarcie giełdy w USA.

Rano za dolara płacono 4,23 zł, za euro 3,92 zł, odpowiadało to poziomowi 5,45% powyżej starego parytetu. Szybko przeważyła sprzedaż. O 11.00 byliśmy na 4,65%. USD podrożał o 2,5 grosza, wspólna waluta o 4 grosze. Potem złoty zaczął odrabiać straty i przed publikacją CPI (16.00) ponownie byliśmy na 5,3%, przy poziomach 4,237 i 3,926. Po danych doszło do dalszego wzmocnienia. Kończyliśmy na 5,7%, kursy wynosiły 4,24 zł i 3,893 zł.W pierwszej części dnia złoty dość wyraźnie stracił. Częściowo był to jeszcze efekt piątkowej wypowiedzi Marka Belki. Głównie jednak obawiano się tego, jak rozpoczną się notowania na nowojorskiej giełdzie. Polskiej walucie udało się wczesnym popołudniem odrobić część strat, ponownie przebiła ona 5% powyżej parytetu. Otwarcie giełdy nowojorskiej w pierwszej chwili nie wprowadziło silnych zmian. Na dane o inflacji czekaliśmy na poziomie niewiele niższym od otwarcia. Po CPI doszło do dalszego wzmocnienia. Spowodowały je jednak raczej nie najgorsze informacje z USA niż dobre dane o inflacji.Inflacja spadła do poziomu 5,1% rok/rok. To mniej więcej tyle, ile oczekiwano, nie doszło więc to dramatycznych zmian. Wciąż za dobre dane odpowiadają przede wszystkim spadające ceny żywności. Ale po raz pierwszy wyraźnie zmniejszyły się także ceny ubrań i butów, co wskazuje na dalsze ograniczenie popytu wewnętrznego. Szansa na spadek inflacji poniżej 5% rok/rok we wrześniu rośnie. Tym samym zwiększa się prawdopodobieństwo kolejnej obniżki stóp procentowych. Wydaje się jednak, że Rada z następną decyzją poczeka na nowy rząd i jego plany dotyczące naprawy finansów publicznych.Na otwarciu transakcji wspólną walutę ceniono na 0,9265 USD. Po półtorej godziny byliśmy na 0,9331, to najwyższy poziom od pół roku. Potem nie było już jednak tak dobrze, przeważyła podaż i kończyliśmy na 0,918 USD.Fed zdecydował się obciąć stopy procentowe o 50 punktów bazowych. To odpowiedź na sytuację w amerykańskiej gospodarce. Zmiana ta nastąpiłaby zapewne dopiero na posiedzeniu październikowym, obawiano się jednak krachu na Wall Street. Obniżka stóp miała zniechęcić do sprzedaży akcji. O 15.30 okazało się, że kataklizmu nie ma, choć giełdy rozpoczęły z wyraźną stratą. Klimat poprawił się jednak na tyle, że wspólną walutę zaczęto sprzedawać.Bank Japonii zainterweniował w poniedziałek na rynku pieniężnym. Wszystko dlatego, że za USD płacono zaledwie 117 jenów. To najniższy poziom od siedmiu miesięcy. Silny jen nie jest korzystny dla japońskiej gospodarki, dla której eksport jest ważnym elementem funkcjonowania, a która, jak wiadomo, nie jest w najlepszej kondycji.