Polska waluta zyskała w środę dość wyraźnie po informacji o tym,że jeśli nowy rząd tworzyć będzie koalicja SLD-UP, to wicepremieremi ministrem finansów zostanie Marek Belka, główny doradcaekonomiczny prezydenta. Wspólna waluta wciąż jest powyżej 0,92.

W pierwszych transakcjach za dolara płacono 4,22 zł, za euro 3,9 zł, odpowiadało to poziomowi 5,8% powyżej starego parytetu. W pierwszej chwili przeważyła sprzedaż i po godzinie dotarliśmy do 5,4%. Był to najniższy środowy poziom. Dolar podrożał o 1,5 grosza, wspólna waluta o 2 grosze. Potem złoty zaczął się umacniać. Najpierw dość powoli, po 14.00 proces przyspieszył i o koło 14.30 przekroczyliśmy 6% powyżej parytetu. Kursy wynosiły wtedy 4,209 i 3,896. Późnym popołudniem było jeszcze lepiej. W pewnym momencie dotarliśmy do 6,3%. Dolara ceniono na 4,197 zł, euro na 3,883 zł. Pod koniec dnia doszło do nieznacznej korekty. Ostatnich transakcji dokonywano po kursach 4,199 i 3,89.W środę poznaliśmy częściowy skład rządu koalicji SLD-UP. Czy będzie to rząd, którzy zastąpi dotychczasowy? Nie wiadomo, wszystko zależy od wyniku wyborów. Premierem miałby oczywiście zostać Leszek Miller. Z punktu widzenia rynków finansowych najważniejszą informacją jest jednak to, że Marek Belka miałby być powołany na stanowisko wicepremiera i jednocześnie ministra finansów. Potwierdziły się zatem wcześniejsze spekulacje. Inwestorzy dobrze przyjęli te wieści. Ceny obligacji wzrosły, umocnił się złoty, nie dość, że przekroczyliśmy 6% powyżej parytetu, to jeszcze na skutek zmian na rynku eurodolara USD znowu kosztuje mniej niż 4,20 zł (polska waluta najbardziej zyskała po rozpoczęciu działalności przez inwestorów amerykańskich). Doradca ekonomiczny prezydenta jest dobrze postrzegany, wiąże się z nim szanse na rzeczywiste reformy systemu finansów publicznych.W piątek GUS opublikuje dane o PKB w II kwartale. Prognozy tego wskaźnika są dość rozbieżne. Generalnie uważa się jednak, że wzrost może być nawet mniejszy niż 1%. Nie poprawiłoby to z pewnością nastrojów co do sytuacji w gospodarce, z drugiej jednak strony jakiegoś silnego tąpnięcia przy takich informacjach też nie należałoby oczekiwać.Rano za euro płacono 0,9234 USD. Od razu przeważył popyt. Już po godzinie dotarliśmy do 0,9275. Korekta na 0,9247 (taki poziom zanotowaliśmy tuż przed południem) i w górę na 0,9275. Około 15.00 byliśmy znowu niżej, dokładnie na 0,9238. Koniec dnia przyniósł jednak odreagowanie. W ostatnich transakcjach wspólną walutę ceniono na 0,9267 dolara.Bank Japonii znowu interweniował na rynku pieniężnym. Powód oczywiście wciąż taki sam: zbyt mocny jen to mniejsze szanse wyjścia z trudnej sytuacji gospodarczej. Zamówienia niemieckiego przemysłu spadły w lipcu o 9,7% m/m, wskaźnik rok/rok spadł o 7%.