Dane Głównego Urzędu Statystycznego, dotyczące kondycji biuri domów maklerskich, nie pozostawiają złudzeń: brokerzy znaleźli sięw najgorszym dla siebie momencie w ponaddziesięcioletniej historiidziałalności. Ostatnie wydarzenia na świecie ? czyli obawy przed wojnąz terrorystami ? oraz w kraju ? zapowiedzi dotyczące wprowadzenianowych podatków, nie dają jednak podstaw do optymizmu.

Nikt nie ma wątpliwości, że najważniejszą przyczyną słabej kondycji biur i domów maklerskich w 2001 roku jest przedłużająca się bessa. Po pierwsze, powoduje ona spadek przychodów z prowizji maklerskich. Dotyczy to właściwie wszystkich brokerów, gdyż nawet ci, których względne udziały w rynku rosną, odczuwają spadek wartości obrotów wyrażanych w liczbach bezwzględnych. Po drugie, mocno topnieją aktywa biur i domów maklerskich, które niegdyś kupiły papiery wartościowe z myślą o ich późniejszej odsprzedaży. Niestety, warunki rynkowe sprawiły, iż z reguły była to sprzedaż ze stratami.Bessa przyczyniła się również do ?wyschnięcia? jeszcze jednego źródła przychodów: rynku pierwotnego. Po internetowej euforii i ogromnych nadziejach na wprowadzanie na GPW kolejnych spółek, co przy zmniejszonych wymaganiach giełdowych miało być szczególnie proste, okazało się, że rzeczywistość jest inna. Na rynek wprowadzono w tym roku zaledwie dziewięć nowych firm, a co gorsza organizowane przy tej okazji emisje były niewielkie lub nawet nie było ich wcale.Efekt tych wszystkich czynników mógł być tylko jeden: fatalne wyniki finansowe. Potwierdzają to wyliczenia GUS, który podaje, iż wskaźnik rentowności obrotu brutto dla ogółu przedsiębiorstw maklerskich w I półroczu 2001 roku wyniósł zaledwie 0,9%. To aż o 9,3 pkt. proc. mniej niż w podobnym okresie roku ubiegłego. W liczbach bezwzględnych daje to jedynie 11,7 mln zł zysku brutto dla ogółu przedsiębiorstw maklerskich. O ile jednak I kwartał należy w tej sytuacji uznać za w miarę udany, to II był już naprawdę kiepski. Brokerzy wyszli bowiem na zero.Zdaniem Marii Dobrowolskiej, prezes zarządu Izby Domów Maklerskich, choć niewątpliwie obecna sytuacja jest bardzo trudna dla ogółu firm maklerskich, to w historii w niektórych indywidualnych przypadkach mogło być jeszcze gorzej. ? Po kryzysie rosyjskim zdarzały się takie sytuacje, iż brokerzy, którzy mieli akurat dużą ilość papierów nabytych w ramach wykonywania usług subemitenta, musieli je gwałtownie sprzedawać w samym dołku giełdowej bessy. Wszystko to robiono po to, aby zachować parametry bezpieczeństwa wymagane przez KPWiG, jednak straty było ogromne ? przypomina M. Dobrowolska.Niespełnione nadziejeWydaje się także, iż zawiodły towarzystwa emerytalne. Co prawda, są one zasilane sporymi pieniędzmi, jednak strategia w stylu ?kupuj i trzymaj? raczej nie generuje większych dochodów brokerom, nie mówiąc już o tym, iż towarzystwa w znacznej mierze działają poza rynkiem akcji, a i na nim płacą minimalne prowizje.Ponadto na rynku wyraźnie widać brak dopływu ?świeżej krwi?. Potwier dzają to dane GUS, według których liczba otwartych rachunków inwestycyjnych wyniosła na koniec II kwartału 1 301,8 tys. To oznacza 4--proc. spadek w porównaniu z końcem I kwartału 2001 roku i 3,6-proc. redukcję w stosunku do danych sprzed roku. Tradycyjnie 97,9% rachunków było w posiadaniu osób fizycznych, jednak wartość zdeponowanych na nich papierów wartościowych stanowiła zaledwie 34,2% ogólnej wartości papierów na rachunkach inwestycyjnych.Trudno się jednak dziwić takiemu stanowi rzeczy w kraju, w którym tradycje inwestowania na rynku kapitałowym praktycznie nie istnieją i ? pomimo już ponad dziesięciu lat istnienia giełdy ? chyba nie dało się ich wytworzyć. ? Nasze niskie zainteresowanie rynkiem kapitałowym dobitnie potwierdzają dane, mówiące o proporcji kapitalizacji giełdy do produktu krajowego brutto. Także po stronie spółek nie jest najlepiej, co potwierdzają statystyki, pokazujące niewielki udział rynku kapitałowego przy finansowaniu inwestycji, w porównaniu z kredytami bankowymi ? zauważa M. Dobrowolska.Pewną nadzieję na zwiększanie przychodów daje rozwijanie nowoczesnych produktów, takich jak chociażby internetowe platformy obrotu, które ? jak pokazują badania PARKIETU ? rozwijają się pomimo bessy. Na początku oznaczają one, oczywiście, dodatkowe koszty, lecz później dają spore oszczędności.Czarne chmury dopiero się zbierająTen pesymistyczny obraz rynku wkrótce może jednak okazać się miłym wspomnieniem w porównaniu z sytuacją, jaka nas, być może, czeka w niedalekiej przyszłości. Na bessę i zniechęcenie do rynku nałożyła się przecież kampania wyborcza oraz nieoczekiwane wydarzenia za Oceanem.Ten pierwszy czynnik jest o tyle niebezpieczny dla rynku, że wówczas zawsze pojawiają się ?cudowne? pomysły na gospodarkę, które inwestorom giełdowym mogą właściwie tylko zaszkodzić. Na pierwszy plan wysuwa się, oczywiście, wielokrotnie odgrzewany pomysł wprowadzenia podatku od zysków kapitałowych. O ile jednak w innych warunkach wypowiedzi takie można ignorować, to teraz, przy kolosalnym deficycie budżetowym, jaki zapowiada się na przyszły rok, oraz randze polityków, którzy o tym mówią otwarcie, nabiera to zupełnie innego znaczenia.KPWiG zawsze czujnaW takiej sytuacji ogólnorynkowej, przy fatalnych wynikach finansowych i wyjątkowo niepewnej perspektywie, nasuwa się pytanie o dalsze istnienie najsłabszych na rynku. Że obawy te są jak najbardziej uzasadnione, świadczyć może chociażby casus DI BWE i Robert Fleming Polska, których właściciele zdecydowali o zakończeniu działalności. Według zapewnień Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, sytuacja jest jednak pod kontrolą. ? Cały czas monitorujemy kondycję finansową brokerów i to, czy spełniają wyznaczone przez nas parametry bezpieczeństwa. Przyznaję, że w naprawdę bardzo nielicznych przypadkach wygląda to nie najlepiej, lecz mogę z całą stanowczością zapewnić, iż nie jest dramatycznie ? informuje PARKIET Mirosław Kachniewski, rzecznik prasowy KPWiG. Dodaje on jednocześnie, że ci nieliczni brokerzy (prawdopodobnie jest ich dwóch lub trzech) są pod szczególną obserwacją Komisji.Przekroczenie ?stanów alarmowych? może zakończyć się nałożeniem kary. ? Oczywiście, kary mogą być, ale nie jest to działanie automatyczne. Za każdym razem badane są wszystkie okoliczności i jeżeli uzasadniają one odstąpienie od nałożenia kary, to oczywiście to robimy ? wyjaśnia M. Kachniewski.

Adam [email protected]