Deficyt obrotów bieżących okazał się całkiem niezły, a dane o eksporciebyły znacznie lepsze, niż oczekiwano. Złoty nie zareagował zbyt silnie, wciąż bowiem najistotniejsze jest to, jak zostaną rozwiązane problemy polityczne. Wspólna waluta osłabła w piątek po lepszych,od prognoz informacji o amerykańskim PKB i wskaźniku optymizmuUniversity of Michigan Confidence.

W pierwszych transakcjach za dolara płacono 4,225 zł, za euro 3,86 zł, odpowiadało to poziomowi 6,3% powyżej starego parytetu. Potem przeważyła podaż i po dwóch godzinach dotarliśmy do 6%. Dolar podrożał o 0,8 grosza, wspólna waluta o 1,5 grosza. Jeszcze przed południem zaczęło się odreagowywanie. Około 13.00 było 6,4% przy kursach 4,233 zł i 3,875 zł. Aż do danych o deficycie obrotów bieżących realna wartość złotego pozostała na poziomie 6,4%, zmieniały się natomiast kursy wobec poszczególnych walut, w związku z ruchami na rynku eurodolara. O 16.00 mieliśmy 4,212 zł i 3,862 zł. po publikacji danych doszło do niewielkiego wzmocnienia, otarliśmy się o 6,5%, ale i tak kończyliśmy dzień na 6,4%. Kursy zamknięcia to 4,224 zł i 3,853 zł.Dane o sierpniowym rachunku obrotów bieżących trzeba uznać za dobre. Po pierwsze, sam deficyt wyniósł 393 mln USD, a więc mniej, niż się spodziewano. Znacznie ważniejsze jest jednak to, że nie zaobserwowaliśmy sezonowego spadku eksportu. Mało tego, wzrósł on o ponad 100 mln USD. Czyżby więc do zapowiadanego wyraźnego pogorszenia, wynikającego z niekorzystnego kursu złotego miało w ogóle nie dojść? Nie jest to jeszcze wcale takie pewne. Wyraźnie wzrósł import, ale trudno na razie określić, czy jest to związane z poprawą popytu wewnętrznego, czy z innymi czynnikami, nie ma bowiem informacji, jaką część całej kwoty stanowi import konsumpcyjny, a jaką inwestycyjny. Już drugi miesiąc utrzymuje się wysoka nadwyżka w obrotach nie sklasyfikowanych, jest to zapewne związane z okresem wzmożonych wakacyjnych przyjazdów i z osłabieniem złotego, które zaobserwowaliśmy w ostatnim okresie (od pamiętnych wydarzeń z początku lipca). Polska waluta nie zareagowała bardzo wyraźnie na dobre informacje, choć do wzmocnienia jednak doszło. Wszystko przez to, że wciąż najistotniejszą kwestią pozostaje pytanie o kształt nowego rządu i wprowadzenie reformy finansów publicznych. Inwestorzy są na razie bardzo ostrożni.Późnym popołudniem wszystkich zaskoczyła decyzja rządu o wprowadzeniu 5-proc. podatku importowego, tak krytykowanego przez znaczną część ekonomistów. Inwestorzy nie przyjęli tej informacji nerwowo. A to dlatego, że mają świadomość końca ery rządu premiera Jerzego Buzka. To przyszły rząd będzie tak naprawdę decydował o końcowym kształcie budżetu, a Marek Belka, który wciąż jest najbardziej prawdopodobnym kandydatem na ministra finansów, wypowiadał się o podatku importowym raczej sceptycznie.