Koalicja SLD-UP z PSL prawdopodobnie oznacza koniec niezależności RPP. Lider SLD Leszek Miller grozi, że albo RPP zaakceptuje program gospodarczy nowego rządu i obniży stopy,albo ustawa określająca ramy działania Rady zostanie zmieniona.

Marek SiudajJarosław Kalinowski, szef PSL, stwierdził, że jego partia nie dąży do odebrania niezależności RPP i NBP, ale chce, aby instytucje te zajmowały się nie tylko problemem inflacji, ale by dbały również o rozwój gospodarki i walkę z bezrobociem. Z kolei Leszek Miller, desygnowany na premiera lider SLD, liczy, że Rada obniży stopy, gdy pozna projekt budżetu, przygotowany przez nowy rząd. A jeśli tak się nie stanie, ustawa o NBP ulegnie zmianie.Zdaniem niektórych analityków, możliwa jest ta bardziej pożądana wersja, czyli nowy rząd przygotuje dobry projekt budżetu oraz przedstawi plan reformy finansów publicznych, które zostaną zaakceptowane przez RPP. ? W takiej sytuacji nie widzę powodów, żeby Rada nie obniżała stóp procentowych ? powiedziała Iwona Pugacewicz-Kowalska, ekonomistka banku Pekao SA. ? Nie wierzę, aby możliwa była redukcja o 300 pkt. bazowych naraz, ale raczej powolne, ostrożne schodzenie ze stopami w dół. Wtedy prawdopodobne jest nawet to, czego chciał wcześniej Marek Belka, czyli obniżka stóp o ok. 400 pkt. bazowych do połowy przyszłego roku.Na taki scenariusz wskazuje Marek Belka, przyszły minister finansów. ? Zmiana ustawy nie jest potrzebna ? powiedział w wywiadzie dla radiowej ?Trójki?. ? RPP powinna pozytywnie zareagować na propozycje poprawy finansów państwa przez nowy rząd. Nie wyobrażam sobie, aby udane porządkowanie finansów publicznych, ich stabilizacja, nie spotkały się z pozytywną reakcją NBP i Rady.Jednak w sytuacji, gdy budżet i plan naprawy finansów publicznych nie zadowolą RPP, możliwy jest konflikt między nią a rządem. Wtedy jednak byłaby konieczna zmiana ustawy o NBP, regulująca zasady funkcjonowania Rady Polityki Pieniężnej. Tutaj jednak na przeszkodzie może stanąć prezydent.Według Janusza Jankowiaka, głównego ekonomisty BRE Banku, dojdzie w końcu do złamania niezależności RPP. ? Sądzę, że w dłuższym terminie nowej koalicji nie będzie zadowalać nawet obniżka stóp o 400 pkt. proc. i polityka dezinflacji, prowadzona przez RPP ? powiedział PARKIETOWI. ? W tej sytuacji możliwe jest odgrzebanie projektu zmian w ustawie o NBP, który wcześniej został zgłoszony przez PSL i zyskał duże poparcie SLD, a który nakazywał Radzie m.in. dbanie o wzrost PKB. Inny scenariusz zakłada uzyskanie w RPP większości przez zwolenników bardziej łagodnej polityki monetarnej. Wtedy zapewne dojdzie do weryfikacji celu inflacyjnego na przyszły rok oraz przesunięcia terminu uzyskania inflacji na poziomie 4% z 2003 do 2005 r.Na razie ? wg Marka Zubera, analityka BPH ? inwestorzy nie przejmują się problemami wokół RPP, a bardziej faktem, że PSL został koalicjantem. ? Sposób, w jaki PSL zgodził się na udział w koalicji, może sugerować, że powtórzy się sytuacja sprzed kilku lat i rządy z udziałem tej partii będą mało stabilne ? powiedział.

? RPP na razie nikt się nie przejmuje, bo sytuacja jest jeszcze bardzo niejasna. Sądzę jednak, iż ewentualne zmiany wokół RPP zwiększyłyby ryzyko inwestycyjne w Polsce, a zagraniczni inwestorzy zaczęliby postrzegać nasz kraj jako taki, w którym nie ma niezależnego banku centralnego. W tej sytuacji, gdyby do czegoś takiego doszło, trudno byłoby rządowi np. sprzedawać obligacje ? uważa Marek Zuber.Także osoby związane z giełdą nie są zachwycone możliwością złamania niezależności RPP. ? Rynki bardzo źle odebrałyby każde rozwiązanie siłowe ? powiedział Rafał Gębicki, doradca inwestycyjny w Concordii. ? Część inwestorów może nie pochwalać decyzji RPP i chętnie widzieliby działania, które doprowadzą do jej bliższej współpracy z rządem, ale rozwiązania siłowe czy zmiana ustawy, na pewno zraziłyby ich do rynku. Dotyczy to zwłaszcza inwestorów zagranicznych, których wypłaszanie przy obecnym stanie rynku i sytuacji makroekonomicznej nie może się skońcć dobrze.W tej sytuacji jednak nie wiadomo, czy dojdzie do spodziewanej redukcji stóp w październiku. Przemawiają za nią niska inflacja oraz niski wzrost gospodarczy. Argumentem przeciw jest brak jasności w sprawie budżetu.

Marek Siudaj, [email protected]