Wszystko wskazuje, że środki potrzebne na przekształcenie regionalnych linii lotniczych Crossair w narodowego szwajcarskiego przewoźnika po upadku zadłużonego na blisko 11 mld USD koncernu Swissair Group (udziałowca naszego LOT) będą znacznie większe, niż szacowano ? twierdzą eksperci. ?Konieczna będzie kwota nawet kilkakrotnie wyższa niż przyznana w ramach tzw. pakietu ratunkowego? ? potwierdza największy szwajcarski bank UBS.Analitycy branży lotniczej przewidują, że plan minimum, umożliwiający Crossair egzystencję na międzynarodowych trasach, to co najmniej 4 mld franków szwajcarskich. Tymczasem do tej pory dwa banki, a jednocześnie najwięksi wierzyciele Swissair ? wspomniany UBS oraz Credit Suisse Group ? dofinansowały firmę 1,35 mld franków (przejmując za to pakiet 70% akcji Crossair należących do bankruta), natomiast szwajcarski rząd dołożył do tego 450 mln franków w ramach nadzwyczajnej pomocy. Środki te mają wystarczyć na obsługę najważniejszych tras do 28 października. Tego dnia zmienia się światowy rozkład lotów, a znaczną część majątku Swissair oraz obsługę dwóch trzecich jego międzykontynentalnych połączeń ma przejąć niezbyt przygotowany do tej roli Crossair. Bez nowych pieniędzy może nie podołać temu zadaniu.Światełko w tunelu pojawiło się w ostatnich dniach wraz z pogłoskami o zainteresowaniu szwajcarskimi spółkami lotniczymi amerykańskiej firmy Texas Pacific Group (TPG). Według prasy, Amerykanie byliby ponoć skłonni przejąć połączony pakiet Swissair/Crossair za 7 mld USD. TPG to jedno z największych na świecie prywatnych towarzystw inwestycyjnych. Lokuje środki m.in. w firmy telekomunikacyjne, lotnicze, z branży spożywczej oraz energetyczne. Ma większościowe udziały w ponad 40 spółkach, w tym w dwóch przewoźnikach pasażerskich ? amerykańskim Continental Airlines oraz w irlandzkiej spółce Ryanair.
W.K., ?Handelsblatt?, Bloomberg