Za spadek tempa rozwoju rynku ubezpieczeniowego nie jest odpowiedzialne wyłącznieobserwowane ostatnio spowolnienie naszej gospodarki, lecz także tzw. cykl ubezpieczeniowy. Zdaniem analityków, sektor wchodzi w schyłkową fazę recesji i w najbliższych latach możnaspodziewać się odwrócenia niekorzystnego trendu.
TOMASZ BRZEZIŃSKIJako przyczynę ostatniej dekoniunktury wskazuje się najczęściej gwałtowne pogorszenie się warunków gospodarczych w naszym kraju. Rosnące bezrobocie, obniżanie się poziomu dochodów ludności, czy odnotowywane w ostatnich miesiącach spadki produkcji przemysłowej nikogo nie nastrajają optymistycznie. Jednak tempo rozwoju rynku ubezpieczeniowego słabnie już od trzech lat. Oczywiście, ubezpieczenia, a zwłaszcza na życie, powiązane są ściśle z zasobnością portfeli klientów indywidualnych. Jednak za wyraźne spowolnienie rozwoju sektora ubezpieczeniowego nie jest odpowiedzialny wyłącznie stan naszej gospodarki. Przyzwyczailiśmy się do tego, że polski rynek ubezpieczeniowy rozwijał się w ostatnich latach bardzo dynamicznie. I to właśnie ta ogromna dynamika jest w znacznej części odpowiedzialna za obecne ?ostre? hamowanie (z roku na rok zwiększała się podstawa, od której liczono wzrost). Uczestnicy rynku kapitałowego doskonale przecież wiedzą, że wzrosty nie mogą trwać wiecznie. W pewnym momencie musi się pojawić korekta. A zdaniem niektórych analityków, obecna sytuacja jest charakterystyczna dla końcowej (zniżkowej) fazy cyklu ubezpieczeniowego i może okazać się, że w niedługim czasie będzie możliwy powrót na ścieżkę wzrostu. Z jednym tylko zastrzeżeniem, o ile nie dojdzie do skokowego wzrostu składek.Czterykoła zamachoweZdaniem analityków Państwowego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń, składka przypisana brutto sektora w ujęciu realnym będzie rosła w latach 2001?2004 od 6% do 10%, wartościowo (w cenach bieżących) będzie to wzrost co najmniej do poziomu 23,5 mld zł rocznie, a w bardziej optymistycznej wersji łączne składki do 32,5 mld zł. Mimo że prognozy te zostały ostatnio skorygowane w dół, i tak przyszłość rysuje się w dość jasnych barwach. O takich wzrostach firmy ubezpieczeniowe zza zachodniej granicy mogą tylko pomarzyć (w Europie Zachodniej rynek ubezpieczeniowy rozwija się w tempie 1?2% rocznie). Oczywiście, krajowi ubezpieczyciele będą musieli podwoić swoje wysiłki w pozyskiwaniu składek, ale nikt chyba już dzisiaj nie myśli, że będzie łatwo. Według analityków PUNU, rozwój sektora skoncentruje się na ubezpieczeniach: zdrowotnych, finansowych, turystycznych oraz odpowiedzialności cywilnej zawodowej. Okazuje się, że obecna sytuacja gospodarcza oraz błędy, jakie popełniono, np. przy wdrażaniu reformy służby zdrowia, mogą być paradoksalnie szansą dla dalszego rozwoju ubezpieczeń w Polsce. W trudnych czasach firmy są skłonne w większym stopniu chronić swój wynik finansowy przed ryzykiem niewypłacalności swoich partnerów. Coraz więcej osób, nie tylko tych zamożnych, jest niezadowolonych z sytuacji w placówkach społecznej służby zdrowia. To tylko niektóre przykłady, jakie przywołuje PUNU w swojej analizie.Lekarstwo w chorobieO tym, że ubezpieczenia zdrowotne mogłyby być lekarstwem dla słabnącego sektora ubezpieczeniowego, mówi się od jakiegoś czasu. Część firm przeszła już od słów do czynów.Do swojej oferty ubezpieczenia zdrowotne wprowadzili: Allianz, Compensa, Cigna STU, TUW TUW, TU Daewoo oraz Inter. (oczywiście każda z firm ma swój pomysł na sprzedaż tych produktów, np. Allianz łączy ubezpieczenia zdrowotne, które zaliczają się do produktów osobowych z grupowymi ubezpieczeniami na życie). Jednak na mówienie o rynkowym sukcesie jest jeszcze za wcześnie. Początki są o tyle trudniejsze, że w wyścigu o niezadowolonych z jakości usług służby zdrowia pacjentów ubezpieczycieli wyprzedziły tzw. prywatne lecznice. Firmy Lux-Med, Falc, Medicover zagospodarowały znaczną część rynku usług podstawowej opieki medycznej, które wcześniej ? jak twierdzą ? były realizowane przez tzw. zakładową służbę zdrowia. Niestety, jest to tylko w części prawdą. Firmy te pobierają za usługi medyczne stały abonament (najczęściej miesięczny), opłacany w znakomitej większości przez pracodawców. W zależności od opcji pracownik otrzymuje możliwość nie tylko przeprowadzenia badań czy konsultacji z lekarzem pierwszego kontaktu, ale uzyskuje również dostęp do usług specjalistycznych, w tym lecznictwa zamkniętego.Zdaniem przedstawicieli towarzystw, działalność takich lecznic jest niezgodna z prawem. Pobierany abonament jest niczym innym, jak tylko składką, a takie działanie zarezerwowane jest wyłącznie dla licencjonowanych towarzystw ubezpieczeniowych. Dodatkowo firmy te nie tworzą rezerw techniczno-ubezpieczeniowych, przez co ich klienci nie mają gwarancji, że otrzymają zakontraktowaną usługę. Oczywiście, takie rezerwy tworzą towarzystwa sprzedające ubezpieczenia zdrowotne, przez co np. mają gorsze warunki cenowe w porównaniu z prywatnymi lecznicami. Niestety, mimo interwencji PUNU, problem nadal nie został rozwiązany (prowadzenie działalności ubezpieczeniowej bez zezwolenia ministra finansów zagrożone jest karą dwóch lat więzienia).Ubezpieczeniabez kasyNa razie składki z ubezpieczeń wypadkowych i choroby stanowią 3,7% ogółu składek zbieranych przez towarzystwa majątkowe (wartościowo jest to blisko 264 mln zł). W przypadku sektora ubezpieczeń na życie jest to już 16,7% zbieranych składek, czyli ponad 753 mln zł. Jednak większość uzyskiwanych przychodów z tych ubezpieczeń nie pochodzi z klasycznych produktów zdrowotnych, a jest jedynie skutkiem wprowadzanych dość powszechnie opcji rozszerzających zakres ochrony ubezpieczeniowej. Ubezpieczenia zdrowotne z definicji są produktem masowym. Ich sprzedaż opłaca się, jeśli liczba wystawionych polis przekroczy określony pułap. Uzyskanie masy krytycznej pozwala na lepszą ocenę ryzyka, przez co możliwe jest większe zdywersyfikowanie stawek i w konsekwencji obniżka taryf. Jednak zdobycie klientów to nie wszystko. Towarzystwa ubezpieczeniowe podnoszą, że brakuje przede wszystkim partnerów po stronie zakładów opieki medycznej, którzy byliby w stanie zagwarantować profesjonalną obsługę (te najlepsze są z reguły ich ?nielegalnymi? konkurentami).Prywatnych sieci przychodni czy placówek szpitalnych jest u nas na razie niewiele. Oczywiście, można próbować podjąć współpracę ze społeczną służbą zdrowia. Jednak podstawowym problemem jest brak cennika usług medycznych. Publiczne szpitale i przychodnie wymagają ogromnych nakładów inwestycyjnych na nowy sprzęt, wykwalifikowanych pracowników. Niektórzy przedstawiciele firm ubezpieczeniowych (głównie zachodnich) deklarują, że mogliby wziąć na siebie finansowanie działalności medycznej, jednak w obecnej sytuacji nie ma pewności, czy np. zakupiony przez nich sprzęt nie byłby wykorzystywany do prywatnych celów. Wyjściem byłaby prywatyzacja. Jednak jest ona nie dość, że kosztowna, to źle postrzegana przez środowisko medyczne. Optymalnym rozwiązaniem byłoby, oczywiście, wprowadzenie na rynek prywatnych kas chorych, które konkurowałyby o naszą składkę zdrowotną z kasami publicznymi. Niestety, poprzedni Sejm odsunął otwarcie rynku na takie podmioty w bliżej nieokreśloną przyszłość.OC (nie)zawodowcówO ile poprzedniemu Sejmowi można było zarzucić, że nie spieszył się z wprowadzeniem rynkowych zasad do systemu opieki zdrowotnej, to trzeba przyznać, że dostosowując polskie prawo do wymogów Unii Europejskiej przysporzył ubezpieczycielom rzeszę nowych klientów reprezentujących różne grupy zawodowe. Głównym celem takich rozwiązań jest zwiększenie bezpieczeństwa obrotu gospodarczego. Dzięki wprowadzeniu obowiązku posiadania ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej np. przez radców podatkowych czy prawnych, ich klienci mogą być w miarę spokojni, że ich interesy są dobrze chronione. Należy przypuszczać, że lista zawodów objętych obowiązkiem posiadania polisy OC będzie się jeszcze wydłużać. Ponadto rosnąca świadomość ubezpieczeniowa sprawi, że na wykup tego rodzaju polis będzie się decydowała też coraz większa liczba przedstawicieli profesji, które nie będą miały narzuconego takiego obowiązku.Wraz z profesjonalizacją obrotu gospodarczego będzie rosła liczba podmiotów, które, chcąc nie chcąc, będą wykupywać tego rodzaju ubezpieczenia. Uwaga ubezpieczycieli w związku ze spadającą rentownością ochrony sektora korporacyjnego skupi się w najbliższych latach na małych i średnich przedsiębiorstwach. Z myślą o tych klientach większość firm przygotowywała pakiety ubezpieczeniowe, dzięki którym możliwe jest szybsze zawarcie umowy ubezpieczenia, jak i uzyskanie korzystnych zniżek w składce (w porównaniu do sytuacji, gdyby kupować każde ubezpieczenia oddzielnie). Trzon takich produktów z reguły stanowią ubezpieczenia OC. Należy więc przypuszczać, że wraz z upowszechnieniem pakietów ubezpieczeniowych wśród firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw udział ubezpieczeń OC będzie systematycznie rósł (obecnie wynosi 3,5%, czyli nieco ponad 250 mln zł). Należy spodziewać się także, że na popularności będą zyskiwać ubezpieczenia OC prywatnej, które coraz częściej dołączane są do pakietów ubezpieczeń mieszkań, pozwalają m.in. uzyskać odszkodowanie w przypadku zalania mieszkania w wyniku awarii pralki, ale także pokryć finansowe skutki nieuważnej zabawy dziecka, które np. wybije sąsiadowi szybę lub uszkodzi samochód.Finansowa ochronaWedług analityków, firmy ubezpieczeniowe mogą paradoksalnie skorzystać na obecnej trudnej sytuacji gospodarczej. Okazuje się, że widmo recesji sprawia, iż przedsiębiorcy stają się bardziej ostrożni i w większym stopniu zaczynają dbać o ochronę wyniku finansowego swoich firm. I tu w sukurs mogą im przyjść ubezpieczyciele. Okazuje się bowiem, że nawet najlepsze przedsiębiorstwa mogą mieć kłopoty, jeśli ich partnerzy nie regulują na bieżąco swoich zobowiązań. W obecnych czasach większość firm posiłkuje się kredytem kupieckim, 60- czy 90-dniowe terminy płatności są już codziennością. Przy tak odległych terminach znacznie wzrasta ryzyko zachwiania czy utraty płynności finansowej. Problem ?złych długów? jest jedną z podstawowych przyczyn upadku. Jednocześnie przedsiębiorcy nie mogą działać w oderwaniu od warunków dyktowanych przez rynek, gdyż usztywnienie warunków dostaw może skończyć się utratą kontrahenta (należności stanowią często 30?40% całości aktywów firmy). Niewłaściwa ochrona aktywów to najczęściej bolączka małych i średnich firm, które przez brak należytej informacji na temat dotychczasowych i potencjalnych kontrahentów narażone są szczególnie na kłopoty finansowe. Wydaje się, że właśnie ten sektor będzie polem ekspansji krajowych ubezpieczycieli. W obecnych trudnych czasach towarzystwa mogą skutecznie przekonać właścicieli tych firm, że ryzyko upadłości jest niewspółmierne do kosztów ochrony ubezpieczeniowej. Dodatkową zachętą może być perspektywa wzmocnienia wewnętrznych procedur kontroli kredytowej, poprawy windykacji należności. Wyścig o tę grupę klientów wygrają najpewniej najwięksi gracze bądź towarzystwa, które mają wyspecjalizowane służby, czy też czerpią z doświadczeń swoich zagranicznych akcjonariuszy.
TOMASZ BRZEZIŃSKI