Oprocentowanie obligacji dwuletnich, które resort finansów będzie sprzedawał w listopadzie, wyniesie 12%, a papierów czteroletnich indeksowanych ? 13%. Pod warunkiem, że zyski z obligacji nie zostaną opodatkowane. Jeśli podatek zostanie nałożony, rzeczywiste oprocentowanie będzie o kilka punktów procentowych niższe.

Przykładowo, oprocentowanie listopadowych dwulatek wynosi rocznie 12%. Deklarowany przez resort finansów zysk od jednego papieru to 25,44 zł. Jeśli jednak odjąć od tego 20-proc. podatek od dochodów kapitałowych, który zapowiada minister finansów Marek Belka, zysk spada do 20,35 zł. A to daje rzeczywisty kupon w wysokości 9,7% rocznie. Jeśli podatek zostanie wprowadzony i obejmie wszystkie obligacje, zapłacą go również ci, którzy kupowali papiery prawie dwa lata temu. Oprocentowanie dwulatek wynosiło wtedy 13%, ale tak naprawdę zarobią tylko 10,5%. W obu przypadkach więc różnica między zyskiem spodziewanym a rzeczywistym przekroczy 2 pkt. proc., czyli ponad 5 zł na jeden papier.Urzędnicy Departamentu Długu Publicznego Ministerstwa Finansów niechętnie wypowiadają się w sprawie opodatkowania zysków z obligacji. Twierdzą, iż na razie nie ma żadnego aktu prawnego, a o deklaracjach trudno coś powiedzieć. Jednak nie ma wątpliwości, iż wprowadzenie podatku w trakcie ?życia? obligacji mogłoby poderwać zaufanie klientów do tego instrumentu, podobnie jak to miało miejsce w połowie ubiegłej dekady, gdy wycofano się z ulg podatkowych przy zakupie papierów skarbowych.Cała nadzieja więc w tzw. prawach nabytych. Część prawników uważa, iż zawierając ze Skarbem Państwa swoistą umowę, jaką był zakup obligacji, klient ma prawo oczekiwać, iż warunki tej umowy pozostaną nie zmienione przez cały okres jej trwania, czyli do wykupu papieru. ? Moim zdaniem, opodatkowaniu mogłyby podlegać tylko te obligacje, które zostałyby sprzedane po 1 stycznia, o ile od tej daty będzie obowiązywać podatek od zysków kapitałowych ? uważa Robert Gwiazdowski, ekspert podatkowy z Centrum im. Adama Smitha. ? W przeciwnym wypadku należałoby uznać, że państwo ma prawo do zmiany warunków zawartych przez siebie umów.Niebezpieczeństwo związane z prawami nabytymi może polegać na tym, iż jeśli resort finansów zastosuje je wobec obligacji, inne instytucje, a zwłaszcza banki, zechcą je rozciągnąć na inne instrumenty i lokaty. Już to zresztą próbują robić, wydłużając okresy zapadalności depozytów. A to by oznaczało, iż fiskus, zamiast oczekiwanych miliardów złotych, w przyszłym roku dostałby znacznie mniej.Podatek z zysków od obligacji jest o tyle kuszący, iż jest łatwy do ściągnięcia. Państwo wie bowiem, kto ma go zapłacić, i wie, że dana osoba ma z czego płacić. Na dodatek, nie są to małe kwoty. Opodatkowanie tylko jednej, listopadowej emisji dałoby budżetowi ponad 25 mln zł, a wszystkich zeszło- i tegorocznych emisji ? kilkaset milionów.Przedstawiciele resortu finansów twierdzą, iż nawet po wprowadzeniu podatku od obligacji, warto będzie kupować papiery detaliczne ze względu na ich wysokie kupony. Zwłaszcza że podatkiem zostaną obłożone inne instrumenty finansowe, w tym ? najbardziej popularne depozyty. W ostatecz-ności można będzie podnieść nieco oprocentowanie papierów detalicznych, co jednak nieco zmniejszyłoby dochody budżetu.Jednak klienci zapewne zaczną szukać innych inwestycji, do których fiskus nie będzie miał dostępu, bojąc się kolejnej podwyżki stawek podatku w przyszłym roku. A jeśli np. z podatku będą zwolnione fundusze inwestycyjne, nabywcy obligacji mogą więcej inwestować w jednostki. O ile bowiem nominalne oprocentowanie dwulatek w październiku było wyższe o 0,7 pkt. proc. od średniej rentowności bonów rocznych, to po odliczeniu podatku bony dają zyski prawie o 2 pkt. proc. wyższe od papierów dwuletnich.

Marek Siudaj