!!!!!!!!!!!!!! AAAAAAAAbsolutnie inwestora kupię ? to ogłoszenie prasowe, jakiego jeszcze w prasie nie znalazłem. Jeszcze, bo wcale się nie zdziwię, gdy wkrótce będziemy świadkami i tego.Seria bankructw i likwidowania działalności, jaka w ostatnich tygodniach dotknęła rodzimy rynek usług brokerskich, nie ma sobie równych w nieco ponaddziesięcioletniej ?nowożytnej? historii polskiego rynku kapitałowego. Wraz z nimi pojawiła się całkiem spora rzesza potencjalnie ? przepraszam za słowo ? bezpańskich inwestorów. Czy im się to podoba czy nie, za czyimś pośrednictwem muszą oni składać zlecenia. Przy okazji stają się (niejednokrotnie o tym nie wiedząc) przedmiotem handlu żywym towarem. Inni zaś dyktują warunki swoim nowym usługobiorcom.Od strony biura maklerskiego wygląda to dosyć prosto. Broker upada, a zatem gdzieś trzeba przenieść obsługę rachunków. Jako że dostawców oprogramowania do biur maklerskich jest zaledwie kilku, zatem liczba brokerów, którzy mają system z naszym tożsamy lub bardzo zbliżony, a więc taki, do którego przyzwyczajony jest nasz dotychczasowy klient, jest duża. Inwestor zaś z reguły nie ma czasu i ochoty, by wnikać, kto posługuje się podobnym oprogramowaniem, nie zamierza zatem przeglądać ofert i z reguły posłucha podpowiedzi swojego pośrednika. Pokusa (zwłaszcza w tych trudnych czasach), by ?namaścić? tego lub innego konkurenta za odpowiednim wynagrodzeniem jest więc ogromna i sporo ?obdarowanego? kosztuje. Od razu zaznaczam, iż nie jestem bynajmniej przeciwnikiem takiego obrotu sprawy. Rynek jest przecież wolny, a przy podobnych software'ach ryzyko wskazania wyjątkowo złego pośrednika jest minimalne. Ponadto trudno przypuszczać, by ?na odchodne? ktoś złośliwie chciał swoim starym żywicielom zrobić krzywdę. Pytanie: za ile? pozostaje tajemnicą handlową, jednak co nieco można się zawsze tu i ówdzie wywiedzieć.Według nie potwierdzonych, ale jak się wydaje całkiem sensownych danych, jeden rachunek ? niezależnie od jego aktywności ? to dla przejmującego koszt około 100 zł. Stawki mogą się oczywiście lokalnie różnić, jednak wahania są stosunkowo niewielkie. Obdarowany z reguły nawet przy drobnych inwestorach nie śmie zaproponować opłaty za prowadzenie rachunku, bo po co zrażać sobie na wstępie nowego klienta. Nic więc dziwnego, że w tej sytuacji prawdziwe grube ryby czują się jeszcze grubsze. Na porządku dziennym jest zatem wręczanie prezentów, fundowanie obiadów w restauracji itp. Ostatnio jednak przybyły nowe możliwości. Bywają przypadki, iż do biura maklerskiego przychodzi pracownik z zamykanego przedsiębiorstwa, który ze starymi wydrukami w garści zapewnia, że przyprowadzi ze sobą dziesięciu aktywnych klientów pod warunkiem, że dostanie pracę. Broker, choć właśnie jest w trakcie redukcji kosztów i restrukturyzacji zatrudnienia, przyjmuje maklera, bo co ma zrobić. Inna ciekawa praktyka to umawianie się grupy klientów, że gremialnie przejdą do tego lub innego biura pod warunkiem, że zaoferuje się im stawki wręcz dumpingowe, a dodatkowo jeszcze zatrudni jednego z nich. I znowu trzeba kupić klientów, bo prędzej czy później zrobi to konkurencja.