Najbardziej kosztowna kampania wyborczaw historii miasta
Jest bogaty, ma na koncie mnóstwo sukcesów jako menedżer. Ale to najwyraźniej nie wystarczało założycielowi i szefowi znanej na całym świecie giełdowo-finansowej agencji informacyjnej Bloomberg. 59-letni Michael Rubens Bloomberg po wtorkowym zwycięstwie wyborczym fotel prezesa zamieni na fotel burmistrza Nowego Jorku.Do tej pory niepodzielnie panował jedynie w reprezentacyjnej siedzibie swojej firmy przy Park Avenue. Jednak już w ub.r. wspominał, że dotychczasowe zajęcie zaczyna go nudzić. Teraz (nie bez trudu ? jego rywal, 56-letni demokrata Mark Green, otrzymał zaledwie 40 tys. głosów mniej) wywalczył prawo do zasiadania w gabinecie w City Hall na południowym krańcu Manhattanu, skąd będzie rządził całym Nowym Jorkiem. Złośliwi twierdzą, że najwyraźniej pozazdrościł innemu przedstawicielowi amerykańskiej branży finansowej, byłemu szefowi banku inwestycyjnego Goldman Sachs Jonowi Corzine, który zasiada w Senacie USA.Z pieniędzmi Michael Bloomberg miał do czynienia praktycznie od dziecka (ojciec był księgowym), choć jego rodzina nie należała do bogatych. Ukończył z wysokimi notami najpierw uniwersytet im. Johna Hopkinsa, a następnie Harvard Business School. W 1966 r. rozpoczął pracę w banku inwestycyjnym Salomon Brothers. Musiał być chyba dobry, skoro gdy odchodził po 15 latach z tej firmy zainkasował 10 mln USD odprawy.Pieniądze te posłużyły mu do realizacji planu, nad którym pracował już od wielu lat. Założył agencję informacyjną swojego imienia, której głównym celem było dostarczanie serwisów finansowo-giełdowych. Obecnie zatrudnia ona ponad 7 tys. osób na całym świecie, ma 150 tys. stałych abonentów oraz 10 stacji telewizyjnych i radiowych. Już przed czterema laty eksperci wyceniali imperium Bloomberga na 1 mld USD. W ostatnim rankingu najbogatszych Amerykanów opracowanym przez magazyn ?Forbes? z majątkiem szacowanym na 4 mld USD M. Bloomberg uplasował się na 42. miejscu (rok wcześniej był 61.).Do skromnych osób raczej do tej pory nie należał. Od rozwodu (w 1993 r., ma dwoje dzieci) był stałym bywalcem wszelkich party. Nie szczędził pieniędzy na ekscentryczne pomysły. Na przykład w ub.r. zaprosił 6 tys. gości na bożonarodzeniowe przyjęcie zorganizowane w salach Museum of Natural History. W wolnych chwilach uwielbia latać własnym helikopterem (ma też prywatny samolot).Nie wszyscy wierzyli w nowe talenty Bloomberga. ? W Nowym Jorku, który jest światową stolicą kapitalizmu, pieniądze nie są najważniejszą kartą przetargową w walce o fotel burmistrza ? powątpiewał jeszcze niedawno niezależny doradca polityczny, Norman Adler. ?Na rozstrzygnięciach gospodarczych może się i zna, ale co on wie o problemach szkolnictwa czy walki z przestępczością? ? pytała z kolei lokalna gazeta ?Crain's?. ? Udowodniłem, że potrafię kierować wielkimi projektami i to jest mój największy plus ? odpowiedział.Michael Bloomberg obejmie w styczniu przyszłego roku schedę po bijącym ostatnio rekordy popularności Rudolphie Giulianim, który nie miał już prawa ubiegania się o trzecią kadencję. O zwycięstwie przesądziło właśnie poparcie Giulianiego (Greena z kolei wspierał były prezydent Bill Clinton) oraz 50 mln USD wydane na kampanię wyborczą. Jak podkreślają agencje, to najwyższa kwota, jaką w dotychczasowej historii przeznaczył na ten cel kandydat na burmistrza Nowego Jorku. Bloomberg obiecał kontynuować pracę swojego poprzednika po szoku, jakim dla mieszkańców miasta był atak terrorystów z 11 września. ? Nowy Jork żyje, ma się dobrze i jest otwarty dla biznesu ? powiedział Bloomberg po opublikowaniu przez komisję wyborczą wyników rywalizacji.
W.K., Reuters,?FT Deutschland?, ?Handelsblatt?