W poniedziałek rano za dolara płacono 4,074 zł, za euro 3,64 zł, odpowiadało to poziomowi 10,7% powyżej starego parytetu. Szybko przeważył popyt i około 10.30 dotarliśmy do 10,95% - poniedziałkowego maksimum. USD potaniał o grosz, wspólna waluta o 1,2 grosza. Przez następnych kilka godzin było bardzo stabilnie. Kurs euro w ogóle się nie zmieniał, minimalnie drożał USD. Na krótko przed informacją o wypadku w Nowym Jorku było 10,9%, przy poziomach 4,069 i 3,628. Po jej publikacji dotarliśmy na poziom otwarcia, czyli 10,7%, na poszczególnych rynkach mieliśmy 4,06 i 3,652. Kończyliśmy dzień na 10,8%, przy kursach 4,065 i 3,641 zł.
Przez większą część dnia niewiele się działo. Polska waluta była nieznacznie poniżej 11% ponad parytetem, liczba zawartych transakcji nie była zbyt duża. Poranne wzmocnienie to efekt dobrych oczekiwań dotyczących inflacji. W poniedziałek mieliśmy aukcję bonów skarbowych, spotkały się one z dużym zainteresowaniem (ponad 3 mld zł popytu na 900 mln zł nominału) właśnie w związku z prognozowanym spadkiem inflacji do poniżej 4% rok/rok, co przybliżyłoby nas do kolejnej obniżki stóp procentowych. W takiej sytuacji warto zaspekulować.
Pod koniec dnia złoty nieco osłabł ze względu na wydarzenia w USA (katastrofa samolotu w Nowym Jorku) i związane z nimi zmiany przede wszystkim na rynku wspólnej waluty. Dość szybko odrobiliśmy jednak część strat.
Dziś ciąg dalszy debaty nad podatkami, odbędzie się również prawdopodobnie głosowanie całej ustawy. Wszystko wskazuje na to, że będzie ona przyjęta przez Sejm.
W pierwszych transakcjach za euro płacono 0,8935 USD. Od razu nieznacznie przeważyła podaż i wspólna waluta zaczęła tracić. Proces ten obserwowaliśmy do popołudnia. Około 13.45 byliśmy na 0,8915. Wtedy trend się odwrócił, wciąż jednak wszystko odbywało się bardzo powoli. O 15.20 było 0,8925. Chwilę później doszło do skoku na 0,8995. Lekka korekta i znowu w górę na 0,9015. Kończyliśmy na 0,8953 USD.