Nasz rynek akcji przypuścił w środę gwałtowny atak na kluczowy opór wyznaczony w okolicach poziomu 1300 pkt. (WIG20) przez minima indeksu z października 1999 r. oraz kwietnia bieżącego roku. Znaczenie tego poziomu jest wzmacniane dodatkowo przez obecność na nim półtorarocznej linii trendu spadkowego. Względnie słabe zachowanie rynku na czwartkowej sesji nie pozwala na ostateczne odtrąbienie faktu pokonania tego ważnego oporu, ale dopóki WIG20 nie zamknie luki powstałej w środę dzięki mocnemu otwarciu w strefie 1287-1319 pkt. nie ma również powodów do obaw przed głębszymi spadkami.
O tym, że ostatnia ogólnoświatowa zwyżka cen akcji jest, niestety, tylko silną korektą wcześniejszego trendu spadkowego, przekonują opublikowane wczoraj rekomendacje strategów 12 czołowych amerykańskich banków inwestycyjnych. Średni poziom zalecanego przez nich dla modelowego portfela zaangażowania w akcje to 71,4% (najmniej 55%, najwięcej 87%). Mocno deprymujący wydaje się fakt, że po półtora roku najsilniejszej od 20 lat bessy analitycy nadal upierają się, że akcje - a nie np. znajdujące się przez ten czas w silnej hossie obligacje - są zdecydowanie najlepszym typem lokat. Równocześnie zaledwie 2 z 10 strategów, którzy podali swe prognozy docelowego poziomu indeksu S&P 500 na koniec 2002 roku, przewidywało, że wypadnie on poniżej obecnej wartości indeksu (950 i 1100 pkt.). Ten wyraźnie widoczny optymistyczny konsensus zapowiada dalsze kłopoty w przyszłym roku, jednak bardziej krótkoterminowe miary nastrojów panujących wśród amerykańskich analityków, takie jak np. wskaźnik bulls/bears, które do tej pory odrobił zaledwie połowę jesiennych strat, nie sugerują jeszcze zbliżania się do końca ostatnich wzrostów.