Reklama

Krzywa wieża im. Jarosława-Marka

Wicepremier- -minister rolnictwa, Jarosław Kalinowski, udzielił obszernego wywiadu "Gazecie Wyborczej". Bardzo to pouczająca lektura. Szef PSL wije się i lawiruje, ale umiejętnie dociskany przez dociekliwą dziennikarkę, coś jednak musi powiedzieć. A mówi rzeczy, od których włos się jeży na głowie. Pod warunkiem, że się ją ma.

Publikacja: 16.11.2001 14:11

Zostawmy na boku personalną ocenę wicepremiera Belki, dokonaną przez wicepremiera Kalinowskiego. Ta ocena, o której minister rolnictwa mówi, że była wcześniej "przesadzona", a która teraz jakby złagodniała, wskazuje po prostu, że panowie wicepremierzy usilnie dążą do kompromisu, nie chcą personalizować sporów. To w końcu normalne. Rozpoznają się dwie bratnie, elastyczne, dusze.

Całkiem inaczej mają się jednak sprawy z poglądami ekonomicznymi, którym daje niepohamowany - mimo wyraźnych starań - upust J. Kalinowski. W tym miejscu mowy już nie ma o żadnym odpuszczeniu. Te poglądy można ująć w kilku zwartych punktach.

Po pierwsze - zadaniem rządu jest podniesienie dochodowości rolnictwa. Oznacza to system powszechnej kontraktacji, ceny minimalne, wzrost cen żywności. Po ludzku mówiąc: powinniśmy płacić drożej za żywność. I to płacić podwójnie: jako konsumenci i podatnicy. Bo pieniądze na wyjęcie rolnictwa spod praw gospodarki rynkowej muszą pochodzić z budżetu.

Po drugie - powstaje w takim razie dość istotne pytanie: skąd mianowicie mają się te pieniądze w budżecie wziąć? Na pewno nie z VAT - mówi wicepremier - bo VAT jest szkodliwy w ogóle, a szczególnie w rolnictwie. Najlepiej wziąć kasę z podatku importowego. W tym miejscu z nostalgią wspomnieć wypada premiera Pawlaka (obecnie w biznesie), który zwykł był mawiać, że opodatkowywać trzeba konsumpcję, a nie inwestycje. Naturalnie, w ramach rozwiązywania problemów ludzkich.

Po trzecie - na czym można oszczędzać? Już się Państwo domyślacie odpowiedzi, prawda? Nie na rolniczych emeryturach finansowanych z budżetu (Belka chciał tu uszczknąć coś koło 4 mld zł). Nie na zasiłkach dla wielodzietnych (ile to będzie kosztowało - Kalinowski powie Radzie Ministrów).

Reklama
Reklama

Po czwarte - wicepremier-minister rolnictwa popiera jednak ogólnie limit przyszłorocznych wydatków i sympatyzuje z programowymi kompromisami.

I to w zasadzie wszystko. Nie trzeba być Einsteinem ekonomii, żeby spostrzec, że podobne wizje polityki gospodarczej dorzucają wydatków, a ujmują budżetowi dochodów. W tej sytuacji przywoływanie limitu i ducha kompromisu wygląda na kpinę.

Jak z tego wybrnąć? Jak pogodzić ducha z PSL-owskim ciałem, dociskanym do ściany przez Samoobronę? Ktoś będzie musiał z czegoś zrezygnować. Albo otwarty na kompromis minister Belka, który twierdzi, że projekt jego budżetu nie przewiduje podatku importowego. Albo równie elastyczny minister Kalinowski, który chce gwarantowanych cen minimalnych na mleko, cukier, zasiłków dla wielodzietnych, dalszego finansowania emerytur rolniczych z budżetu itp.

Na pozór może się to wydawać trudne do pogodzenia. Ale nie dajmy się zwieść pozorom. Jak ktoś musi ustąpić, to w końcu ustąpi. Na tym przecież polega kompromis. Trzeba tylko pogodzić to, co powściągliwie cedzi Belka, z tym, co powściągliwie mruczy Kalinowski. Bo jakie jest inne wyjście? W ten sposób kompromis stanie się architektem naszej krzywej wieży w polityce gospodarczej. A tak naprawdę Marek Belka nie ma w tej sprawie już nic do powiedzenia. To jest najczystsza polityka. Nie ma w niej miejsca dla ekonomisty.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama