Od początku reformy emerytalnej nie widziałem sensu w tworzeniu osobnej instytucji, której celem miałby być nadzór nad funduszami emerytalnymi. Logicznie rozumując, powinny one podlegać nadzorowi wzmocnionej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd.
Sugestie konsolidowania nadzoru i praktycznej likwidacji oddzielności UNFE przyjąłem więc spokojnie, wbrew alarmistycznym tezom samych zainteresowanych, którzy nie omieszkali wmawiać publiczności, iż ruch taki zagraża interesom przyszłych emerytów. Jako przyszły emeryt nie widzę wcale różnicy między sytuacją, w której UNFE jest, i tej, kiedy go nie ma, pod warunkiem, że jego kompetencje przejęłaby profesjonalna instytucja nadzoru. Niestety, nie cieszą mnie informacje o tym, jak i kto nadzór ma teraz konsolidować. Bo, KPWiG zadanie to nie zostało przydzielone.
Inne niż "Komisyjne" przyporządkowanie zespołu merytorycznych pracowników UNFE i ich zadań uważam za nonsens. Nadzór nad rynkiem kapitałowym powinien być bowiem - według mnie - budowany wokół KPWiG. Bo fundusze emerytalne są elementem rynku kapitałowego a nie systemu ubezpieczeń jak to usiłują niektórzy przedstawiać.
Oburza mnie wskazywanie rzekomego zagrożenia interesów emerytów jako przesłanki do utrzymania odrębności UNFE. Interes przyszłych emerytów jest istotnie zagrożony przez niesprawność ZUS, katastrofę budżetową i apetyt na "zagospodarowanie" składek, które powinny niezakłóconym strumieniem płynąć do funduszy emerytalnych. Do szczęścia przyszłych emerytów nie jest potrzebny Urząd Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi. Mocna, ale rzeczywiście MOCNA KPWiG, ze zdecydowanie rozszerzonymi uprawnieniami, wystarczyłaby zupełnie.