Przedstawiciele sektora ubezpieczeniowego zaczynają coraz częściej mówić o potrzebie zrewidowania dotychczasowego myślenia o prowadzeniu biznesu w Polsce. O ile sektor ubezpieczeń majątkowych zdążył przyzwyczaić nas do tego, że od kilku lat drepcze w miejscu (w I półroczu tego roku składka wzrosła nominalnie o 3,44%), to wyhamowanie tempa wzrostu pozyskiwanej przez towarzystwa ubezpieczeń na życie składki brutto do zaledwie 11,28% musiało być kubłem zimnej wody na rozpalone dynamiką poprzednich lat (nominalnie średnio 30%) wyobrażenia o potencjale polskiego rynku. Niestety, okazuje się, że ubezpieczenia nie są tym, co Polacy zamierzają kupić w pierwszej kolejności, rezygnując np. z zakupu dóbr trwałego użytku. Na szczęście, zdaniem analityków, zarządy firm zaczęły wreszcie dostrzegać, że wartość sprzedaży ubezpieczeń jest ściśle skorelowana z poziomem zamożności społeczeństwa. A ten w Polsce, jak wiemy ,nie jest zbyt wysoki. - Niestety, system finansów państwa jest skoncentrowany na tym, jak wydać pieniądze, a nie, jak je pomnożyć. Jeśli się to nie zmieni, to możemy zapomnieć, że szybko uda się nam skrócić dystans, jaki dzieli nas do np. Irlandii czy Portugalii, a więc krajów średniozamożnych. Oczywiście, będzie to miało negatywny wpływ na rozwój sektora ubezpieczeniowego w Polsce - twierdzi Piotr Bendykowski, szef praktyki ubezpieczeniowej na Polskę w firmie konsultingowej Accenture.
Nierealne biznesplany
Większość biznesplanów, jakie tworzono na użytek firm rozpoczynających u nas sprzedaż ubezpieczeń, opierała się na prostym porównaniu wysokości składki na jednego mieszkańca w Polsce i np. w Szwajcarii. Przepaść była ogromna, a różnica miałaby wskazywać na właściwie nieskończony potencjał polskiego rynku. Ogromna dynamika pozyskiwanej składki w ubezpieczeniach na życie, z jaką mieliśmy do czynienia jeszcze dwa, trzy lata temu, wprawiła wiele zarządów w stan euforii. Licytowano się, kto i kiedy znajdzie się w pierwszej piątce ubezpieczycieli pod względem zbieranej składki brutto. Gdyby zsumować udziały procentowe w rynku, jakie wchodzące na nasz rynek firmy zamierzały zdobyć w krótkim czasie (najczęściej 3-5 lat), z udziałami towarzystw już działających, ich wartość grubo przekroczyłaby 200%. Mało kto liczył się z kosztami, wielomilionowe straty miały być pokryte z przyszłych zysków, a te, jak wiadomo, przy tak wspaniałej koniunkturze były na wyciągnięcie ręki. Cóż więc się stało, że większość firm nadal przynosi straty, a obiecywane zyski pojawią się w trudno przewidywalnej przyszłości. - Niestety, większość biznesplanów nie miała oparcia w rzeczywistości - przyznaje Piotr Bendykowski. Zdaniem analityków, rzeczywisty potencjał polskiego rynku ubezpieczeń dobrowolnych to 3 miliony klientów indywidualnych, a ci wykupili już polisy. Teraz firmy mogą rosnąć jedynie kosztem swoich konkurentów, a przecież nikt nie odda swojej pozycji bez walki. Co gorsza, o ile w ubezpieczeniach majątkowych klient wychodzący z jednej firmy zwykle trafia do innej, to w ubezpieczeniach na życie każda rezygnacja z polisy oznacza wyjście klienta z systemu.
Czas na oszczędności
Pogorszenie się koniunktury spowodowało, że panujący powszechnie jeszcze rok, dwa lata temu hurraoptymizm na rynku ubezpieczeniowym jest zastępowany przez głosy o konieczności optymalizacji kosztów działalności, głównie administracyjnych. Niestety, nie jest to takie proste. Połowa kosztów administracyjnych to koszty osobowe (wynagrodzenia, obciążenia wynagrodzeń, świadczenia na rzecz pracowników i "kreatywne wynagrodzenia" ukryte w usługach obcych). Zmniejszenie kosztów osobowych wymaga zwiększenia produktywności pracowników, a to wymaga wiedzy i doświadczenia, których polscy ubezpieczyciele po prostu nie mają z powodu zbyt krótkiego stażu i nieprzykładania wagi do tej sprawy w czasie szybkiego wzrostu. Można oczywiście, próbować szukać oszczędności w tzw. zużyciu materiałów (3,9%) czy innych kosztach administracyjnych (15,3%), ale, co zrozumiałe, będą one miały ograniczony zakres. Oszczędzanie na papierze do drukarek, kserokopiach, długopisach, prenumeracie czy sokach jest oczywiście ważne, jednak ich wpływ na poprawę zysku będzie niewielki. Można także próbować zmniejszyć wydatki na usługi obce, ale to głównie wydatki na czynsze, reklamę i materiały promocyjne, szkolenia czy kongresy agentów, a więc koszty, których ograniczenie może mieć fatalny wpływ na rozwój firmy.