Skąd to rozróżnienie?
Brakuje tu elementu rywalizacji, nieodłącznego - moim zdaniem - w każdym sporcie. Sam wysiłek fizyczny nie wystarczy, aby kwalifikować jazdę na nartach czy pływanie jako sport, szczególnie w wydaniu amatorskim. Skądinąd piękne dyscypliny. Przecież dużym wysiłkiem może być także przygotowanie ogrodu wiosną. Czy ktoś nazwałby takie zajęcie sportem? Proszę mnie dobrze zrozumieć i ową różnicę.
Pokonanie stoku to nie rywalizacja?
Teraz niewiele osób tak jeździ. Wybiera się równe stoki z wyciągami.
....?
Mogę sobie teraz powspominać - dawniej to co innego. W latach 80., gdy sprzęt był zupełnie inny, nie zaopatrzony w "foki" umożliwiające wejście na nartach pod górę, chowało się buty narciarskie do plecaka, narty zarzucało na ramię i szło np.: na Grzesia, z Grzesia na Rakoń, potem na Łopatę, i stamtąd zjeżdżało do Chochołowskiej. Teraz mało komu się chce przebywać taką drogę. Jeździ się w wygodne miejsca, niedaleko koniecznie musi być grzane piwo, a każdy jeździ jak umie. Bo to jest właśnie rekreacja. W pięknej scenerii, na stokach gór zmuszających do refleksji, jaką to kruszyną jesteśmy we wszechświecie...
A jeśli nie narty, to co?
Większość moich rodzinnych wyjazdów ma charakter wypoczynkowo-rekreacyjny. Zabieram wtedy karty do brydża, komputer, z którym gram w szachy.
Jeśli komputer, to pewnie i telefon komórkowy?
Od dwóch lat nie rozstaję się z nim. Gdy wyjeżdżam, to często biorę nawet dwa. Obecność trzeciego - jak się okazało - może być niebezpieczna...
Bo?
W zeszłym roku wyjechałem na narty do Bułgarii. Ponieważ sytuacja na giełdzie w Warszawie była wtedy dość napięta, musiałem być dostępny pod telefonem i zabrałem dwa swoje i dodatkowy - żony. Mieszkałem na piętrze, z którego schodziło się do kuchni po wyjątkowo stromych schodach. Gdy odezwał się z dołu pierwszy telefon - nie zdążyłem go odebrać. Niespodziewanie dla mnie ktoś zamiast powtórnie zadzwonić na ten sam numer, wybrał kolejny. Ten miałem na górze. Zanim dotarłem - zamilkł. Odezwał się za to ten trzeci - w kuchni. Spadłem z dwoma aparatami ze schodów i jak się dużo później okazało - złamałem dwa żebra. Nie odkrył tego jednak bułgarski lekarz. Ponieważ uznałem, że to tylko ból - dalej jeździłem potem na nartach. Dopiero po roku z opisu do prześwietlenia płuc dowiedziałem się, że dwa żebra były złamane, a jedno pęknięte.
Uprawia Pan któryś ze sportów ekstremalnych?
Nie lubię niepotrzebnego i niekontrolowanego ryzyka. Nie ryzykuję ani pieniędzy, ani tym bardziej zdrowia - swojego czy osób, które są ze mną. Zabroniłem będącej na obozie córce pływania łódką, gdy ta wywróciła się z 5 osobami na pokładzie. Moim zdaniem, wynikało to z niekompetencji instruktora. Z drugiej jednak strony, jeśli ktoś uważa, że latanie samolotem jest niebezpieczne, to ja się z tego po prostu śmieję. Dużo niebezpieczniejsze są polskie drogi - także z powodu kultury jazdy. Polska na niekorzyść różni się tutaj np. od Szwecji. Wracając niedawno samochodem ze Szwecji, widziałem jak kierowca jadący samochodem na polskiej rejestracji prowadził go nie przekraczając dozwolonej prędkości - 90 km/h. Po zjechaniu z promu wyprzedził nas, jadąc znacznie szybciej niż pozwalały przepisy. Co kraj, to obyczaj.
Jaki sport nie jest więc obarczony ryzykiem? Wspina się Pan?
Nie. Chodzę po górach.
A spędził Pan kiedyś noc w górach pod namiotem?
Oczywiście.
Podobno to mało bezpieczne - ze względu na niedźwiedzie....
Niedźwiedzi się nie obawiam. W głuszy biwakowałem wielokrotnie - także w Kanadzie, gdzie właśnie ze względu na misia nauczono mnie, jak się zachowywać, jak przechowywać i zabezpieczyć jedzenie, które wieszaliśmy na linie, i jak nie należy zostawiać w namiocie jabłek. Obecnie jednak noc pod namiotem może być niebezpieczna ze względu na inne uzbrojone w kij baseballowy zwierzę...
Nurkuje Pan?
Nie mam pod wodą nic do roboty. To nie dla mnie. Są jednak inne sporty, które uprawiam. Wychodzę z założenia, że życie ma wtedy inną jakość. Nieźle gram, na przykład, w tenisa. Za sport uważam również brydż. W najbliższym czasie planuję zorganizowanie mistrzostw brydża sportowego polskiego rynku kapitałowego. Od igrzysk w 2006 roku brydż stanie się dyscypliną olimpijską. Niestety, dzisiaj gra w brydża znacznie mniej młodych osób niż dawniej. Zaangażowałem się w organizację tych mistrzostw, ponieważ uważam, że brydż ma wiele wspólnego z rynkiem kapitałowym - gra się także w warunkach niepewności, bez możliwości pełnego określenia ryzyka. Szybkość podejmowania decyzji i stres są podobne jak na giełdzie.
Czy sposób, w jaki spędzał Pan wakacje 10 lat temu i teraz różnią się?
Praca w PAN za 30 dolarów miesięcznie nie pozwalała na rodzinne wyjazdy zagraniczne. Prawdę mówiąc, urlop traktowało się wtedy jako okazję do zarobienia dodatkowego gCo Pan przywozi z wypraw za granicę?
Nie robię zakupów, które miałyby mi przypominać wyjazd. Kolekcjonuję wrażenia, które staram się zapisać na fotografiach. W wolnych chwilach czytam i uczę się fotografii cyfrowej.
Jakość lepsza niż z lustrzanki?
Z tym bywa różnie. Dużo zależy od samego sprzętu i obróbki komputerowej.
Gdzie wybiera się Pan w najbliższym czasie?
Na jeden dzień do Brukseli, jeden do Amsterdamu...
A urlop?
Urlopu mam bardzo dużo. Mogę się z kimś podzielić.
Dziękuję za rozmowę.