Reklama

Podzielę się urlopem

Publikacja: 21.11.2001 09:36

Jak i gdzie spędza wolny czas Jacek Socha?

To kwestia chwili. Praktycznie nie planuję wcześniej urlopu. Swoiste "last minute" organizuję we własnym zakresie, a prawdę powiedziawszy, robi to moja małżonka.

Gdzie wyjeżdża Pan najczęściej?

Bywa różnie. Czasem jest to wyjazd za granicę, czasem wypoczynek w Polsce. W zależności od nastroju i kaprysu spędzamy urlop w różnych warunkach. Dowodem na to może być fakt, że przez tydzień tegorocznych wakacji byłem pod namiotem nad mazurskim Jeziorem Dobskim. Myłem się w jeziorze, wspólnie z resztą obozowiczów przygotowywałem posiłki. Okazało się, że ten sposób wypoczynku, przez wiele osób już zarzucony, ma wiele uroku - choć poranna kąpiel w jeziorze nie od razu jest przyjemna. Moja młodsza córka, nie przyzwyczajona do takiego sposobu spędzania wakacji, powiedziała potem, że chętnie je powtórzy. Wracając do pytania - zagranica nęci innością, natomiast urlopy w kraju pozwalają pokazać sobie i dzieciom to, co sercu najbliższe. Dlatego jeżdżę z rodziną w różne strony Polski. Byliśmy kilkakrotnie w Borach Tucholskich, na Mazurach, w Tatrach, w Bieszczadach i w Kotlinie Kłodzkiej, a także w wielu innych miejscach. Lubię mieć takie miejsce, które często odwiedzam, tak na 2-3 dni, gdzie przyjęcie jest miłe, a także jest się traktowanym jak stały bywalec. W okolicach Sanoka znaleźliśmy niewielki dworek, którego właściciele po paru wizytach zaczęli traktować nas jak rodzinę - wystarczy jeden telefon i nawet jeżeli na miejsce dotrzemy w środku nocy, czeka na nas kolacja. Warto mieć takie miejsce.

Dociera Pan wówczas do tego dworku samochodem?

Reklama
Reklama

Tak.

Wspomniał Pan jednak, że czasem wyjeżdża również za granicę...

Każdy z nas w pewnym momencie nadrabiał zaległości wycieczkowe. W połowie lat 90. odwiedziliśmy z rodziną różne części Europy. Teraz jednak nie stanowią one już takiej atrakcji i traktuję je na równi z pobytem w Polsce.

Czy mam rozumieć, że nigdy nie korzystał Pan z oferty biur podróży?

Pewnie przewinęło się ich kilka, ponieważ jednak to zawsze moja żona dokonywała wyboru, nie potrafiłbym odtworzyć z pamięci konkretnych przykładów. Z biurem byliśmy np. we Włoszech, ale z jakim? - tego nie pamiętam.

Obce kraje odwiedzam również w związku z pełnioną przez mnie funkcją. KPWiG była zawsze aktywnym członkiem Międzynarodowej Organizacji Komisji Papierów Wartościowych, pełniłem w niej różne funkcje. Obecnie jestem szefem Grupy Konsultacyjnej, składającej się z komisji krajów kandydujących do Unii Europejskiej. Dlatego też muszę być na bieżąco z tym, co się w UE dzieje. Stąd bierze się potrzeba ciągłego przemieszczania się samolotami, które traktuję nie tylko jako naturalny środek transportu, ale także jako miejsce pracy i chwilowego wypoczynku. Może częstotliwość, z jaką korzystam z tego środka transportu, tłumaczy w pewien sposób, dlaczego wakacje lubię spędzać w Polsce.

Reklama
Reklama

Traktuje Pan samolot jako miejsce wypoczynku?

10 godzin lotu to czas na lekturę - zresztą nie tylko prasy ekonomicznej.

Zabiera Pan w podróż książki?

Czasem. Lubię szczególnie te o walorach reporterskich i pozycje zawierające pewną filozoficzną refleksję, pozwalające mi zweryfikować stosunek do życia. Ostatnio czytam Normana Daviesa. Najczęściej jednak w podróży robię "prasówkę": przeglądam nawet mocno przestarzałe tygodniki, w których często zamieszczane są ponadczasowe felietony.

Podobnie wygląda zestaw zabierany na wakacje z rodziną?

Na urlopie często biję się z myślą: "czytać czy pisać?". Wydana w 1998 r. książka "Rynek. Giełda. Inwestycje" powstała częściowo w Woli Sękowej podczas wyjazdu sylwestrowego.

Reklama
Reklama

dokończenie str. III

dokończenie ze str. I

Pisałem ją codziennie, zamykając się na kilka godzin, podczas gdy inni np. grali w karty. Teraz zastanawiam się, czy nie warto by napisać tej książki od początku. Pisuję także felietony, ponieważ jest to dla mnie ważna forma kontaktu z osobami pracującymi i inwestującymi na Jak wyglądają Pana przygotowania do podróży?

Każda wymaga innych zabiegów. Na przykład, w trakcie jedno- czy dwudniowej podróży za Atlantyk nastrajam organizm. Zasypiam o 3.00 czasu środkowoeuropejskiego (21.00 amerykańskiego). Wstaję praktycznie w nocy tamtejszego czasu. W ciągu dnia odbywam spotkania. Śpię w drodze powrotnej. I rano zaraz po przylocie jestem znowu gotowy do pracy. Organizm nie powinien wiedzieć, że dwukrotnie przemieścił się w różnych strefach czasowych.

Staram się też, aby moje podróże trwały dokładnie tyle, na ile je zaplanowano. Oznacza to, że zostaję najwyżej dzień dłużej, i to ze względów praktycznych oraz komunikacyjnych. Zdarza się bowiem, że wystarczy odczekać kilkanaście godzin i można skorzystać ze specjalnych upustów cenowych, które dadzą firmie zaoszczędzić. Wyjazdy służbowe trwają najczęściej 4-5 dni. Najdłuższa jest doroczna międzynarodowa Konferencja Komisji Papierów Wartościowych i Giełd.

Reklama
Reklama

I nie wykorzystuje Pan tych wyjazdów, aby zobaczyć coś nowego?

W harmonogramie części wizyt wpisane są tego rodzaju dodatkowe punkty programu. Gospodarze chcą pokazać uczestnikom kawałek swojego kraju i miasta. Ale muszę powiedzieć, że ze względu na pełnione funkcje odbywam wiele spotkań dodatkowych. Fakt ten sprawił na przykład, że nie udało mi się obejrzeć w ubiegłym roku stadionu w Sydney, miejsca letniej olimpiady. Tak też bywa w trakcie innych wizyt.

Jak się okazuje, nie zawsze jest tak, że podróż zagraniczna ma jednocześnie charakter turystyczny. Stosunkowo często bywam pod Toronto, gdzie wykładam w ośrodku kształcącym przyszłe kadry instytucji nadzorujących rynki finansowe. Oprócz wycieczki nad Niagarę, praktycznie nie znam tamtych okolic, a po powrocie do Polski zupełnie nie czuję, że jeszcze niedawno dzieliło mnie od niej 7 tys. km.

Sprawdźmy: nawet Pan nie wie, jakie tam rosną drzewa...?

Praktycznie takie same jak w Warszawie. Klimat jest bardzo podobny.

Reklama
Reklama

Wracając jednak do tematu... coś się jednak widziało. Odwiedziłem w sumie przecież kilkadziesiąt państw...

Chciałby Pan któreś z nich zobaczyć ponownie?

W równym stopniu chciałbym teraz zobaczyć piargi tworzące się przy Wisłoku u przednóża Bieszczad, jak po raz kolejny Niagarę. Po zastanowieniu jednak, być może mój wybór padłby na Stany Zjednoczone, które zwiedzałem prywatnie. Parki narodowe, Wielki Kanion, to przykłady takiej architektury przyrody, jakiej w Europie nigdy się nie spotka. Na koniec wycieczki dotarliśmy także do Las Vegas. Jeśli jednak ktoś mówi, że chciałby tam wrócić, nie spotka się z moim zrozumieniem.

Co Pan zabiera w podróż: tę turystyczną i tę biznesową? Książki, sprzęt turystyczny?

Jedno i drugie. Biznesowo na pewno przydaje się książka i komputer. A prywatnie - to zależy od towarzystwa, z jakim jadę. W zimie narty, a bez względu na porę roku rakieta tenisowa i rakieta do ping-ponga. Narty nie stanowią jednak sportu, są jedynie jedną z form rekreacji.

Reklama
Reklama

Skąd to rozróżnienie?

Brakuje tu elementu rywalizacji, nieodłącznego - moim zdaniem - w każdym sporcie. Sam wysiłek fizyczny nie wystarczy, aby kwalifikować jazdę na nartach czy pływanie jako sport, szczególnie w wydaniu amatorskim. Skądinąd piękne dyscypliny. Przecież dużym wysiłkiem może być także przygotowanie ogrodu wiosną. Czy ktoś nazwałby takie zajęcie sportem? Proszę mnie dobrze zrozumieć i ową różnicę.

Pokonanie stoku to nie rywalizacja?

Teraz niewiele osób tak jeździ. Wybiera się równe stoki z wyciągami.

....?

Mogę sobie teraz powspominać - dawniej to co innego. W latach 80., gdy sprzęt był zupełnie inny, nie zaopatrzony w "foki" umożliwiające wejście na nartach pod górę, chowało się buty narciarskie do plecaka, narty zarzucało na ramię i szło np.: na Grzesia, z Grzesia na Rakoń, potem na Łopatę, i stamtąd zjeżdżało do Chochołowskiej. Teraz mało komu się chce przebywać taką drogę. Jeździ się w wygodne miejsca, niedaleko koniecznie musi być grzane piwo, a każdy jeździ jak umie. Bo to jest właśnie rekreacja. W pięknej scenerii, na stokach gór zmuszających do refleksji, jaką to kruszyną jesteśmy we wszechświecie...

A jeśli nie narty, to co?

Większość moich rodzinnych wyjazdów ma charakter wypoczynkowo-rekreacyjny. Zabieram wtedy karty do brydża, komputer, z którym gram w szachy.

Jeśli komputer, to pewnie i telefon komórkowy?

Od dwóch lat nie rozstaję się z nim. Gdy wyjeżdżam, to często biorę nawet dwa. Obecność trzeciego - jak się okazało - może być niebezpieczna...

Bo?

W zeszłym roku wyjechałem na narty do Bułgarii. Ponieważ sytuacja na giełdzie w Warszawie była wtedy dość napięta, musiałem być dostępny pod telefonem i zabrałem dwa swoje i dodatkowy - żony. Mieszkałem na piętrze, z którego schodziło się do kuchni po wyjątkowo stromych schodach. Gdy odezwał się z dołu pierwszy telefon - nie zdążyłem go odebrać. Niespodziewanie dla mnie ktoś zamiast powtórnie zadzwonić na ten sam numer, wybrał kolejny. Ten miałem na górze. Zanim dotarłem - zamilkł. Odezwał się za to ten trzeci - w kuchni. Spadłem z dwoma aparatami ze schodów i jak się dużo później okazało - złamałem dwa żebra. Nie odkrył tego jednak bułgarski lekarz. Ponieważ uznałem, że to tylko ból - dalej jeździłem potem na nartach. Dopiero po roku z opisu do prześwietlenia płuc dowiedziałem się, że dwa żebra były złamane, a jedno pęknięte.

Uprawia Pan któryś ze sportów ekstremalnych?

Nie lubię niepotrzebnego i niekontrolowanego ryzyka. Nie ryzykuję ani pieniędzy, ani tym bardziej zdrowia - swojego czy osób, które są ze mną. Zabroniłem będącej na obozie córce pływania łódką, gdy ta wywróciła się z 5 osobami na pokładzie. Moim zdaniem, wynikało to z niekompetencji instruktora. Z drugiej jednak strony, jeśli ktoś uważa, że latanie samolotem jest niebezpieczne, to ja się z tego po prostu śmieję. Dużo niebezpieczniejsze są polskie drogi - także z powodu kultury jazdy. Polska na niekorzyść różni się tutaj np. od Szwecji. Wracając niedawno samochodem ze Szwecji, widziałem jak kierowca jadący samochodem na polskiej rejestracji prowadził go nie przekraczając dozwolonej prędkości - 90 km/h. Po zjechaniu z promu wyprzedził nas, jadąc znacznie szybciej niż pozwalały przepisy. Co kraj, to obyczaj.

Jaki sport nie jest więc obarczony ryzykiem? Wspina się Pan?

Nie. Chodzę po górach.

A spędził Pan kiedyś noc w górach pod namiotem?

Oczywiście.

Podobno to mało bezpieczne - ze względu na niedźwiedzie....

Niedźwiedzi się nie obawiam. W głuszy biwakowałem wielokrotnie - także w Kanadzie, gdzie właśnie ze względu na misia nauczono mnie, jak się zachowywać, jak przechowywać i zabezpieczyć jedzenie, które wieszaliśmy na linie, i jak nie należy zostawiać w namiocie jabłek. Obecnie jednak noc pod namiotem może być niebezpieczna ze względu na inne uzbrojone w kij baseballowy zwierzę...

Nurkuje Pan?

Nie mam pod wodą nic do roboty. To nie dla mnie. Są jednak inne sporty, które uprawiam. Wychodzę z założenia, że życie ma wtedy inną jakość. Nieźle gram, na przykład, w tenisa. Za sport uważam również brydż. W najbliższym czasie planuję zorganizowanie mistrzostw brydża sportowego polskiego rynku kapitałowego. Od igrzysk w 2006 roku brydż stanie się dyscypliną olimpijską. Niestety, dzisiaj gra w brydża znacznie mniej młodych osób niż dawniej. Zaangażowałem się w organizację tych mistrzostw, ponieważ uważam, że brydż ma wiele wspólnego z rynkiem kapitałowym - gra się także w warunkach niepewności, bez możliwości pełnego określenia ryzyka. Szybkość podejmowania decyzji i stres są podobne jak na giełdzie.

Czy sposób, w jaki spędzał Pan wakacje 10 lat temu i teraz różnią się?

Praca w PAN za 30 dolarów miesięcznie nie pozwalała na rodzinne wyjazdy zagraniczne. Prawdę mówiąc, urlop traktowało się wtedy jako okazję do zarobienia dodatkowego gCo Pan przywozi z wypraw za granicę?

Nie robię zakupów, które miałyby mi przypominać wyjazd. Kolekcjonuję wrażenia, które staram się zapisać na fotografiach. W wolnych chwilach czytam i uczę się fotografii cyfrowej.

Jakość lepsza niż z lustrzanki?

Z tym bywa różnie. Dużo zależy od samego sprzętu i obróbki komputerowej.

Gdzie wybiera się Pan w najbliższym czasie?

Na jeden dzień do Brukseli, jeden do Amsterdamu...

A urlop?

Urlopu mam bardzo dużo. Mogę się z kimś podzielić.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama