Reklama

Warszawa poczekalnią Londynu?

Z Davidem Thomasem, prezesem banku inwestycyjnego HSBC w Polsce, rozmawia Ewa Bałdyga

Publikacja: 24.11.2001 07:53

Co jest, Pańskim zdaniem, największym problemem polskiego rynku kapitałowego?

Moim zdaniem, istotnym problemem naszego rynku jest brak wystarczającej strony podażowej przy jednocześnie potencjalnie silnym popycie. Jest to jedna z najważniejszych barier rozwoju naszego rynku i, szczerze mówiąc, w dalszym ciągu nie widzę możliwości szybkiego rozwiązania tego problemu. Warszawski parkiet ma bardzo dobrą opinię wśród zagranicznych inwestorów. Jest uważany za wyjątkowo bezpieczny, a notowanie akcji spółek na GPW podwyższa ich reputację. Rosnąca strona popytowa daje firmom możliwość pozyskania kapitału. Oczywiście, istotne znaczenie ma również postrzeganie rynku przez inwestorów, a także ogólna sytuacja makroekonomiczna. Mam nadzieję, że w regulacjach prawnych zostaną wprowadzone zmiany, które ułatwią rozwój rynku kapitałowego w Polsce.

Najważniejszym czynnikiem, warunkującym dobry stan rynku, jest rozwój sektora funduszy emerytalnych. Jest nieuniknione, że struktura polskiego rynku będzie ewoluowała w kierunku struktur istniejących w Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Francji. Proszę zauważyć, że to inwestorzy instytucjonalni odgrywają najważniejszą rolę na rozwiniętych rynkach. Również w Polsce, w ciągu ostatnich kilku lat, można zaobserwować zmianę, polegającą na spadku znaczenia inwestorów indywidualnych na rzecz instytucjonalnych. Na mniejszych rynkach kapitałowych znaczącą rolę odgrywają specjalistyczne fundusze oraz inwestorzy indywidualni. Rynki rozwinięte charakteryzują się tym, że drobni inwestorzy starają się lokować swoje oszczędności przez pośredników, takich jak fundusze powiernicze czy też inne wyspecjalizowane w prowadzeniu działalności inwestycyjnej podmioty.

Rynek funduszy powierniczych w Polsce jest w dalszym ciągu bardzo słabo rozwinięty. Moim zdaniem, bez wzmocnienia tego sektora nie ma szans na stworzenie rynku inwestorów instytucjonalnych w pożądanym kształcie. Chciałbym podkreślić, że bez rozwoju sektora inwestorów instytucjonalnych nie ma szans na znaczną poprawę funkcjonowania polskiego rynku kapitałowego.

Czy, Pańskim zdaniem, plan włączenia warszawskiej giełdy w struktury Euronextu jest dobrym pomysłem na rozwój GPW?

Reklama
Reklama

Raczej nie, jednak zależałoby to od szczegółów planowanej integracji. Jeżeli integracja miałaby oznaczać całkowite przejęcie WGPW, obawiam się, że w takim przypadku Warszawa mogłaby stać się małym, lokalnym rynkiem bez istotnego znaczenia.

Nasz rynek kapitałowy jest znacznie głębszy niż inne rynki Europy Środkowej. W dalszym ciągu mam nadzieję, że mamy jeszcze szansę na rozwój naszej giełdy w aspekcie lokalnym. Jeżeli rynek instytucjonalny będzie ewoluował w oczekiwany przeze mnie sposób, znajdzie się znacznie więcej dostępnych środków na inwestycje giełdowe. Niewykluczone że nawet więcej niż obecna wartość środków przeznaczonych na inwestycje na polskim rynku, będących w dyspozycji funduszy działających w Londynie.

Zwolennicy pozyskania dla GPW partnera strategicznego twierdzą, że nie będzie żadnych różnic w kupowaniu akcji na rynkach warszawskim i należących do struktur Euronextu.

Jest to opinia powszechnie prezentowana, ale niekoniecznie prawdziwa. Generalnie powinna obowiązywać zasada, że spółka ma swój rodzimy rynek. W przypadku fuzji giełdy warszawskiej z Euronextem pojawia się kwestia rodzimego rynku i wątpliwość, czy takim rynkiem dla polskich przedsiębiorstw będzie GPW. Jest to istotne zagrożenie dla polskiego rynku kapitałowego. Euronext może zacząć pełnić funkcję rodzimego parkietu dla firm z wielu krajów. W efekcie obrót na rynkach lokalnych znacznie spadnie, a nawet znajdzie się na symbolicznym poziomie.

W takim razie który z modeli giełd papierów wartościowych, funkcjonujących na świecie, powinien być, Pańskim zdaniem, naśladowany przez Polskę?

Bardzo interesująca dla nas może być struktura rynku kapitałowego, funkcjonująca w Ameryce Północnej, gdzie, w przypadku otrzymania przez spółkę zezwolenia SEC (amerykański odpowiednik polskiej KPWiG - przyp. red.), może ona wybrać rynek, na którym mają być notowane jej walory.

Reklama
Reklama

Warto zauważyć, że spółki kanadyjskie są nadal notowane na giełdach papierów wartościowych w Kanadzie, chociaż mogą zdecydować się na notowanie swoich papierów wartościowych na tak prestiżowych rynkach jak NASDAQ, AMEX czy NYSE. Z uwagi na to, że giełdy kanadyjskie są niezależne, pełnią one rolę rynków rodzimych dla lokalnych spółek, których papiery wartościowe są na tych rynkach notowane. Z kolei fakt, że firmy decydują się na obecność na lokalnej giełdzie, ma duże znaczenie dla rozwoju tamtejszego rynku kapitałowego.

Powinniśmy przyjrzeć się modelowi rynku kapitałowego, funkcjonującego w Ameryce Północnej, i starać się wykorzystać jego zalety. Zresztą, istnieją pewne podobieństwa w Europie, np. akcje Shella są notowane w Wielkiej Brytanii, z kolei Royal Dutch pozostał na parkiecie holenderskim, mimo że obie firmy już od wielu lat połączyły swoją działalność operacyjną oraz są zarządzane przez jeden holding. Firmy te utrzymują tzw. dual listing na ich rodzimych rynkach.

Jeżeli polski rynek kapitałowy ma się nadal rozwijać, to musi istnieć rodzimy parkiet dla krajowych przedsiębiorstw. W przypadku gdyby jego funkcjonowanie uległo marginalizacji, polskie fundusze (w tym emerytalne) w obecnym kształcie straciłyby sens działalności, a krajowym inwestorom pozostałaby możliwość kupowania udziałów lub jednostek w funduszach zagranicznych na innych rynkach w Europie.

Jak więc powinna, Pańskim zdaniem, wyglądać przyszłość warszawskiej giełdy?

W dalszym ciągu wierzę, że polski rynek jest w stanie pozyskać duże przedsiębiorstwa z naszego regionu, obecnie notowane na niewielkich giełdach europejskich, które nie podlegają tak dobrym regulacjom, jak giełda warszawska.

Wciąż mamy duże szanse zaoferowania spółkom o dużej kapitalizacji, działającym w naszym regionie, możliwości notowania ich akcji na warszawskim parkiecie. Zaznaczam jednak, że znacznie większe możliwości w tym zakresie mieliśmy przed kilkoma laty. Mieliśmy wtedy okazję stworzenia z Polski centrum, gdzie byłyby notowane papiery wartościowe spółek Europy Środkowej. Wiem, że wiele zagranicznych przedsiębiorstw z naszego regionu próbowało wprowadzić swoje akcje na warszawską giełdę. Okazało się jednak, że istniało zbyt wiele barier, by te próby zakończyły się powodzeniem. Fakt, że do tej pory żadna zagraniczna spółka nie wprowadziła swoich papierów wartościowych do obrotu na warszawskim parkiecie z pewnością nie napawa optymizmem.

Reklama
Reklama

Warszawska Giełda Papierów Wartościowych posiada bardzo nowoczesne wyposażenie, jest też dobrze zarządzana. Bardzo dobrze funkcjonują zasady obrotu papierami wartościowymi. Nasz parkiet ma bardzo dobrą reputację, która powinna zostać wykorzystana w celu pozyskania nowych spółek, także zagranicznych.

Obecnie, szczególnie z punktu widzenia inwestorów, posiadających portfele o znacznej wartości, na warszawskiej giełdzie notowanych jest niewiele przedsiębiorstw, których akcje są atrakcyjnym przedmiotem inwestycji. Są to m.in. TP SA, KGHM, PKN ORLEN czy Pekao. Płynność polskiego rynku kapitałowego jest coraz niższa. Jeżeli na naszą giełdę nie wpłyną nowe środki, a zostaną zainwestowane za granicą, będzie to oznaczać, że stracimy szansę ich wykorzystania w interesie gospodarki kraju, a zarówno w jej interesie, jak i rynku kapitałowego jest, aby jak najwięcej środków inwestowano w Polsce. Pozyskiwanie nowych, atrakcyjnych emitentów będzie czynnikiem decydującym o rozwoju krajowego rynku kapitałowego oraz warszawskiej giełdy, co w efekcie będzie miało niebagatelne skutki dla przyszłości całokształtu polskiej gospodarki.

Czy widzi Pan w tej chwili możliwość zwiększenia podaży na rynku kapitałowym przez krajowe podmioty?

Jeżeli chodzi o pozyskanie nowych emitentów - możliwości w tym zakresie istnieją również wśród polskich, prywatnych przedsiębiorstw, takich jak np. operatorzy telefonii komórkowej. Istnieje też wielu innych kandydatów, jak chociażby ITI, które, spodziewam się, będzie chciało zadebiutować na GPW w najbliższym czasie.

Moim zdaniem, spora grupa przedsiębiorstw przeznaczonych do prywatyzacji, o ile to zasadne, powinna stać się przedmiotem oferty publicznej. Istotną kwestią jest zwiększenie podaży akcji dobrze zarządzanych i rentownych spółek. Z drugiej strony, nieporozumieniem jest - z mojego punktu widzenia - utrzymywanie na giełdzie spółek w nienaturalny sposób. Rynek kapitałowy powinien działać w wolnym środowisku. Jeżeli spółka nie odnosi korzyści z publicznego statusu, urzędy nadzorujące polski rynek kapitałowy powinny zezwolić na wycofanie jej akcji z publicznego obrotu.

Reklama
Reklama

Dopóki nie pozyskamy 10-15 nowych, dużych przedsiębiorstw, które byłyby zainteresowane notowaniem swoich walorów na GPW, nasz rynek pozostanie w dalszym ciągu bardzo płytki. Jak już mówiłem, w dalszym ciągu istnieje szansa na pozyskanie nowych emitentów z regionu, np. z Bułgarii czy Rumunii. W wyniku notowania w Warszawie firmy te mogą być dokładnie przeanalizowane przez zagranicznych inwestorów. Jeżeli będą potrzebowały dodatkowego kapitału, mogą w dalszej kolejności spróbować go pozyskać na innych giełdach, np. w Londynie, Frankfurcie czy Paryżu. Firmy te powinny udowodnić, że są dobrze zarządzane, przejrzyste i mogą być dobrym przedmiotem inwestycji. Polska mogłaby stać się "poczekalnią" dla dużych przedsiębiorstw z Europy Środkowej i Wschodniej w ich drodze na najbardziej rozwinięte rynki świata.

Jestem świadomy, że w dalszym ciągu niektóre zagraniczne przedsiębiorstwa są zainteresowane notowaniem ich akcji na GPW, jednak w przeciwieństwie do sytuacji sprzed kilku lat, kiedy same się o to ubiegały, teraz my powinniśmy się starać o pozyskanie nowych emitentów. Musimy wrócić do tych przedsiębiorstw, które zgłaszały chęć debiutu na naszym parkiecie, i przekonać je, że wciąż jest warto wprowadzić papiery wartościowe do obrotu na giełdzie w Warszawie. W tej chwili jednak musimy konkurować z innymi parkietami, takimi jak chociażby Neuer Markt, Wiedeń czy Frankfurt.

Jednak rosnąca konkurencja jest dobra dla rynku...

Tak, jest dobra dla rynku, jednak nie dla indywidualnego uczestnika. Jeszcze trzy lata temu byliśmy jedynym rynkiem w regionie, którym wiele firm było zainteresowanych. Wtedy było najłatwiej rozwijać polski rynek kapitałowy. Wciąż mam jednak nadzieję, że nie utraciliśmy jeszcze tej szansy.

Dziękuję za rozmowę.

Reklama
Reklama

Jeżeli integracja z Euronext miałaby oznaczać

całkowite przejęcie GPW, obawiam się,

że w takim przypadku Warszawa mogłaby stać się małym, lokalnym rynkiem

bez istotnego znaczenia.

Jeżeli polski rynek kapitałowy ma się nadal rozwijać,

Reklama
Reklama

to musi istnieć rodzimy parkiet

dla krajowych przedsiębiorstw. W przypadku

gdyby jego funkcjonowanie uległo marginalizacji,

polskie fundusze (w tym emerytalne) w obecnym kształcie straciłyby sens działalności, a krajowym inwestorom

pozostałaby możliwość kupowania udziałów

lub jednostek w funduszach zagranicznych

na innych rynkach w Europie.

Dopóki nie pozyskamy 10-15 nowych, dużych przedsiębiorstw,

które byłyby zainteresowane

notowaniem swoich walorów na GPW, nasz rynek pozostanie w dalszym ciągu bardzo płytki.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama