Miasto domagało się 62,7 mln zł - równowartości 15 mln dolarów odszkodowania, gdyż twierdziło, że spółka Brewpole która kupiła od gminy gdański browar i jej następcy prawni (czyli spółki Żywca) miały zainwestować w niego pieniądze z własnego majątku. Tymczasem były one finansowane ze środków gdańskiego zakładu. Sąd uznał, że podpisując umowę sprzedaży, strony nie ustaliły, jaki mają być źródła inwestycji i nie było to w ogóle tematem negocjacji. "W ocenie sądu postępowanie dowodowe przeprowadzone w sprawie nie pozwala na stwierdzenie, by strony umówiły się, by wyłącznym źródłem finansowania umówionej inwestycji miał być majątek Brewpole" - uzasadniał sędzia Michał Gnatowski. Pełnomocnik miasta, Jan Zacharewicz, nazwał uzasadnienie "tragicznym". "Daleko odbiegało ono od dowodów, które faktycznie zostały przedłożone sądowi" - podkreslił. Dodał, że decyzję o tym, czy miasto się odwoła, ujawni po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniu wyroku. Żywiec zapowiedział przedstawienie swojego stanowiska w czwartek o godzinie 14. Kosztami procesu w wysokości ok. 50 tys. zł obciążono gminę Gdańsk. Gmina ta sprzedała w 1995 roku akcje spółki Hevelius Browar Co. browarowi Brewpole BV. Umowa sprzedaży przewidywała, że kupiec zainwestuje w zakład 15 mln dolarów. W 1997 roku w wyniku połączenia się Brewpole, gdański browar przejęła spółka Elbrewery, której właścicielem jest Żywiec. Wiosną tego roku zadecydował on o zamknięciu Heveliusa i zwolnieniu około 200 osób. Na rozprawę przyszło kilkunastu byłych pracowników firmy, którzy nie godzą się z likwidacją zakładu. "Największą stratę ponieśli ludzi, którzy w tej chwili nie mają pracy" - skarżył się były pracownik zakładu Andrzej Kubowicz.
(PAP)