Reklama

Giełdy środkowoeuropejskie: Podobne, ale inne

Praga, Budapeszt, Warszawa, Moskwa - każda z mieszczących się w tych miastach giełd pretenduje do miana lidera wśród rynków rozwijających się z naszego regionu. Każda przez krótki czas była takim liderem. W latach 1997-1998 na czele był Budapeszt, dwa lata temu prowadziła Praga, od roku 2000 dominuje warszawska giełda. Ostatnio uwaga światowych inwestorów skierowana jest na Moskwę. Rekordowe obroty znów notuje giełda praska. Walka o przywództwo w regionie trwa.

Publikacja: 01.12.2001 08:31

Pierwsza była giełda w Budapeszcie. - Będziemy liderami w regionie - stwierdził podczas jej otwarcia (1990) pierwszy prezes i późniejszy minister finansów Lajos Bokros. Wyścig się rozpoczął. - W polskiej historii otwiera się nowy rozdział - po kilkudziesięciu latach przerwy znów uruchamiamy serce gospodarki - giełdę - powiedział niecały rok później Wiesław Rozłucki, w pierwszym dniu działalności GPW. 16 kwietnia 1991 r. na rynku podstawowym warszawskiej giełdy papierów wartościowych debiutuje 5 spółek. Krosno, Tonsil, Kable, Exbud i Próchnik. W Budapeszcie obraca się w tym czasie akcjami już 20 spółek.

W Warszawie pierwszy miesiąc to stopniowe oswajanie się kilkudziesięciu inwestorów z prawami obrotu na GPW, ten zaś nie przekracza kilkudziesięciu tysięcy USD dziennie. W Budapeszcie sięga czasami ponad 1,5 mln USD. To właśnie rynek węgierski typowany był na początku lat 90. na lidera regionu. Rząd Węgier zapowiedział prywatyzację 1700 firm - spora ich część miała trafić na rynek. Na parkiet trafiają na początek walory przedsiębiorstw chemicznych, farmaceutycznych i innych przemysłowych. - Większość z nich to blue chipy, na pewno przyciągną uwagę inwestorów zachodnich - podkreślał 10 lat temu Lajos Bokros. Po pierwszym roku działalności BSE dzienne obroty zwiększyły się o ponad 30%, osiągając średnio na sesję wartość 0,5 mln USD.

W Warszawie do pięciu notowanych spółek dołączyły Żywiec, Swarzędz i Wólczanka. Na rynku węgierskim w roku 1992 pojawiły się również trzy spółki. W 1993 roku, w Polsce na parkiecie zadebiutowały duże firmy, takie jak Okocim, BRE Bank, BIG, Elektrim, Mostostal Export. Z mniejszych emitentów debiutuje Irena. Na rynek trafiają obligacje. GPW po raz pierwszy przeprowadza operacje wypłaty dywidend. Sesje w Warszawie odbywają się dwa razy w tygodniu.

W tym roku giełdzie w Warszawie przybywa nowy konkurent - działalność rozpoczyna rynek w Pradze. Pierwszym jej przewodniczącym zostaje Robert Salzman, poprzednio prezes Komercni Banka. - Mamy stabilną gospodarkę, nie grozi nam bezrobocie - to dobrze rokuje rozwojowi rynku - stwierdził podczas pierwszych wystąpień. W Pradze rozpoczyna się masowa prywatyzacja, a na parkiecie ląduje ponad 1000 spółek. Rok później jest ich już ponad 1700. W następnych latach ich liczba się zmniejsza. Od 1995 roku wycofanych zostaje ponad 1600 emitentów. Na przeważającej części z nich nie był notowany obrót, emitenci zaś nie protestowali. - Z wycofaniem części spółek z giełdy nie było problemu, niektóre nawet nie wiedziały, że się na niej znajdują - powiedział kilka lat temu pragnący zachować anonimowość pracownik giełdy w Pradze.

Ciągły pościg

Reklama
Reklama

Tymczasem w Warszawie mają miejsce kolejne debiuty. Pojawia się też coraz więcej inwestorów. Powoli, ale jednak zaczynamy odrabiać straty w stosunku do rynku w Budapeszcie. Rok 1994 to czas największej hossy w dziejach GPW i najbardziej osławionego debiutu na parkiecie. - Publiczna sprzedaż akcji Banku Śląskiego przyczyniła się do największego w historii przyrostu rachunków inwestycyjnych - twierdzi Wiesław Rozłucki, prezes GPW. Zaraz po debiucie Banku Śląskiego zaczął się kryzys. - Spodziewałem się katastrofy. Muszę przyznać, że pobierałem wtedy w USA korepetycje, jak powinien działać prezes giełdy w warunkach krachu. Wiedza, jaką zdobyłem podczas tych wyjazdów, pomogła mi podczas kilku przełomowych dni w połowie 1994 roku - komentuje prezes GPW.W 1995 roku zajmujemy drugie miejsce w kategorii kapitalizacja i wartość obrotu - po giełdzie czeskiej. Wyprzedzamy Budapeszt - również pod względem liczby notowanych firm. W 1995 roku rusza też giełda moskiewska - początek skromny, wartość skumulowanego obrotu za pierwszy rok działalności to 216 mln USD. Rok 1996 to zdecydowana dominacja giełdy czeskiej. Wyprzedza ona pozostałe rynki w każdej ważnej kategorii (wartość obrotu, kapitalizacja i liczba notowanych spółek). W Polsce rusza na rynku obrót akcjami NFI oraz świadectwami udziałowymi. - Kiedy rozpoczynały się prace nad tym projektem, byliśmy jako giełda przeciwni emisji papierów wartościowych, które z założenia miały być początkowo dostępne i w kantorze, i w sklepie i na giełdzie. Kiedy program wystartował, wiązaliśmy z nim jednak duże nadzieje. Niestety, rozczarowaliśmy się. Program Powszechnej Prywatyzacji nie przyczynił się do zwiększenia liczby inwestorów giełdowych - stwierdza Wiesław Rozłucki, prezes GPW.

W tym czasie na giełdzie w Budapeszcie debiutują kontrakty futures na indeks BUX - tym samym zostaje ona pionierem, jeśli chodzi o notowania instrumentów pochodnych wśród środkowoeuropejskich gospodarkach rozwijających się. W następnym roku na warszawskim rynku pojawia się 60 nowych spółek. Mimo to nasza giełda nie stanowiła atrakcyjnego miejsca dla zagranicznych inwestorów. Wyższe obroty niż w Warszawie notują wszystkie omawiane rynki, łącznie z moskiewskim, dla którego jest to dopiero trzeci rok działalności. GPW ląduje też za rywalami pod względem kapitalizacji, mimo że na rynku pojawiają się takie tuzy, jak Bank Handlowy, PBK oraz KGHM. "Oczyszcza" się giełda praska. W ciągu 12 miesięcy 1997 roku parkiet opuszcza tam 1350 spółek. W Warszawie rynek traci tymczasem pierwszą firmę - Wedla. - O żadnego emitenta nie walczyłem tak jak o Wedla. Nie udało się. Do dzisiaj nie mogę pogodzić się ze stratą tej spółki. GPW przegrała wtedy z polityką światowego koncernu - dodaje prezes W. Rozłucki.

W następnym roku na GPW przybywa 55 emitentów. Właśnie od tego czasu wyprzedzamy pod względem kapitalizacji rynki z Wegier i Czech - głównie za sprawą Telekomunikacji Polskiej, której akcje zadebiutowały na parkiecie w listopadzie 1998 r. Wciąż jednak znacznie wyższe obroty realizowały mniejsze giełdy w Budapeszcie i Pradze. Skumulowana wartość obrotu na pierwszym z nich była prawie dwukrotnie wyższa niż na GPW, zaś w Pradze "przepłynęło" wtedy o 10 mld USD więcej niż w Warszawie (około 40 mln USD na sesję). W 1999 roku polska giełda wyprzedza konkurentów. Pomógł nam w tym proces eliminacji z rynku praskiego kolejnych spółek. Dwa lata temu mieliśmy więc już najwyższą liczbę emitentów na rynku, a nasza kapitalizacja wynosiła tyle, ile razem giełd czeskiej i węgierskiej. W 2000 roku zdecydowanie wyszliśmy na prowadzenie we wszystkich kategoriach - ten stan trwa do dziś. Po trzech kwartałach tego roku obroty na GPW są takie, jak na rynkach w Moskwie, Pradze i Budapeszcie razem wziętych. Ostatnie dwa nie stanowią już konkurencji dla GPW. Wiele wskazuje jednak na to, że rosyjski RTS w perspektywie kilku lat może wyprzedzić GPW.

Moskwa

poza zasięgiem

W Rosji główną giełdą jest Russian Trading System (RTS), znaczącym rynkiem jest ponadto Micex. Na RTS notowanych jest 239 spółek, ale znacznie więcej (378) rodzajów akcji. Wynika to z faktu, że transakcje mogą dotyczyć walorów różnych emisji jednego emitenta. Prawo dopuszcza też handel papierami uprzywilejowanymi. Na wszystkich rynkach rosyjskich handluje się aż 926 walorami. Zdaniem specjalistów, zasady handlu są niezrozumiałe dla zachodnich inwestorów - stąd na razie niska wartość obrotu (około 20 - 30 mln USD na sesję). Ilość pieniędzy, jaka przepływa dziennie przez rynek moskiewski jest niewielka, gdy porównamy ją z wielkością notowanych na niej firm. Kapitalizacja tylko trzech największych publicznych spółek rosyjskich jest większa niż wartość całej GPW. Powoli rośnie także liczba i wielkość dokonywanych na RTS transakcji. Dobra sytuacja gospodarcza Rosji oraz zaufanie, jakim Zachód darzy prezydenta Putina, na pewno jeszcze przyspieszą napływ kapitału z zagranicznych funduszy lokujących na emerging markets. Już teraz w ich aktywach dominują właśnie spółki z Rosji.

Reklama
Reklama

Specjalność regionu

Prawie każdy ze środkowoeuropejskich rynków ma w sobie coś wyjątkowego - element, który nie pojawia się na parkietach w innych krajach.

Kapitalizacja rynku rosyjskiego jest obliczana zupełnie inaczej niż w Polsce, Czechach czy na Węgrzech. RTS podaje tylko wartość akcji notowanych. Dlatego w statystykach na najbardziej wartościowy wygląda sektor telekomunikacyjny. Gdyby jednak zastosować miary, jakie używane są na GPW, wyjdzie na to, że największy jest sektor paliwowo-gazowy i energetyczny. Pierwszy obejmuje 7 firm o łącznej wartości rynkowej 32 mld USD oraz Gazprom o wartości 12 mld USD (największa spółka na wszystkich emerging markets według Bussines Week). Dlatego rynek rosyjski często przez analityków nazywany jest rynkiem quasi-towarowym - jego zachowanie można w dużej mierze tłumaczyć zmianami cen ropy i jej pochodnych. Występuje też na nim korelacja z cenami innych surowców naturalnych. Najliczniej reprezentowanym sektorem jest bowiem energetyka. Na giełdzie znajduje się 15 firm energetycznych o łącznej wartości przekraczającej 8 mld USD. Sektor metalowy ma tylko dwóch przedstawicieli, za to pierwszy z nich - Norilsk Mining - jest około 3,1 mld USD, drugi - Severostal - to "tylko" 822 mln USD.

Faktyczny obrót obligacjami to cecha wyróżniająca parkiet czeski. Wartość obrotu obligacjami przekracza obrót akcjami średnio o 20 razy. Transakcji dokonuje się realnie na rynku, a nie tylko się je rejestruje. Rynek węgierski to z kolei pionier we wprowadzaniu instrumentów pochodnych. Wśród omawianych giełd, te w Budapeszcie i Pradze charakteryzują się też największą koncentracją obrotu. W Pradze aż 99,7 wartości wszystkich transakcji to wynik handlu akcjami 8 spółek, natomiast w Budapeszcie dominują pod tym względem akcje Matavu - w październiku obroty nimi stanowiły 40% całego obrotu.

W Warszawie aż na 41 spółkach z GPW płynność akcji jest bliska zeru. Ponad 90% obrotu realizowane jest na papierach spółek z WIG20, co dowodzi większej siły inwestorów finansowych i malejącego znaczenia drobnych graczy. W naszym przypadku na osiem najbardziej płynnych firm przypada 66% wartości obrotu. To dobry wynik, świadczący, że koncentracja handlu nie jest tak wysoka, jak u konkurentów. Spośród giełd środkowoeuropejskich korzystnie się wyróżniamy. Na giełdzie w Moskwie z 392 firm tak naprawdę płynnych jest tylko kilka, jak Lukoil, Norilsk Mining czy Surgutnieftiegas. Podobnie jest na rynkach w Budapeszcie i Pradze. Na pierwszym - płynnych papierów jest około 5 (na 59 notowanych), z kolei na drugim - jest to nie więcej niż 10 (na 122). Tylko na giełdzie w Lublanie nie widać koncentracji obrotów na małej grupce akcji. Trzeba jednak zaznaczyć, że jest tam notowanych zaledwie 36 walorów.

Polski ewenement

Reklama
Reklama

Aktualnie wolumen kontraktów terminowych na WIG20 w ujęciu miesięcznym przekracza 300 tys. Warszawska giełda prześcignęła pod tym względem małe rynki z krajów rozwiniętych, jak np. Lizbonę. Zdystansowała też wszystkie konkurencyjne rynki z regionu. Na giełdzie węgierskiej miesięczny wolumen wszystkich dostępnych kontraktów terminowych wyniósł we wrześniu 74,1 tys. Warto przypomnieć, że na giełdzie budapeszteńskiej inwestorzy mają możliwość zawierania transakcji terminowych na indeks BUX, akcje (MOL, Matav, TVK, OTP, Richter, Borsodchem). Do obrotu dopuszczone są także derywaty na waluty (USD, DEM, GBP, CHF, euro, JPY), a także kontrakty terminowe na stopy procentowe (3- i 12-miesięczne bony skarbowe, 1- i 3-miesięczne stopy procentowe Bubor oraz na 3-letnie obligacje węgierskiego rządu). Dodatkowo można handlować opcjami na indeks BUX oraz akcje MOL, Matav i OTP. Giełda w Pradze kończy prace nad rozwiązaniami pozwalającymi zawierać transakcje instrumentami pochodnymi. Czy Czesi zagustują w tak ryzykownych instrumentach - pokaże czas.

W Rosji derywatami można handlować jedynie na giełdzie Micex - są to jednak instrumenty oparte na notowaniach dolara i euro. Nie ma kontraktów na akcje na najważniejszym rynku w Rosji - RTS. Instrumentów pochodnych nie ma także na rynkach łotewskim, słowackim, estońskim. Lublańska Borza, giełda słoweńska po uruchomieniu kontraktów terminowych, ostatecznie wycofała się z ich notowań. Instrument ten nie przyjął się wśród inwestorów.

Niewielkie obroty na PTX - kontraktach terminowych opartych na indeksie polskich akcji - notowane są na giełdzie austriackiej. Instrument ten wystartował w 1997 roku, razem z kontraktami na akcje z giełd budapeszteńskiej i praskiej. Początkowo cieszył się dużą popularnością - do czasu aż podobne instrumenty pojawiły się na GPW. Od 1998 roku wolumen obrotów futures PTX stopniowo zmniejszał się. - Kontrakty terminowe na koszyk polskich akcji były notowane w Wiedniu od połowy 1997 roku. Nasze od stycznia 1998. Po 12 miesiącach po raz pierwszy mieliśmy wyższy wolumen obrotów od Wiednia. Z czasem dystans się zwiększał na naszą korzyść - mówi wiceprezes GPW Piotr Szeliga. Ostatni raz Wiener Börse podała miesięczny wolumen obrotów na PTX za wrzesień - było to 2807 sztuk. Na GPW wyniósł on ponad 333 tys. - Nasza giełda to nie tylko lider, jeśli chodzi o rynek terminowy wśród europejskich krajów rozwijających się. Wolumen obrotu kontraktami na WIG20 plasuje GPW w czołówce rankingów nawet wśród krajów rozwiniętych gospodarczo. Wyprzedzamy np. Portugalię i Danię - twierdzi wiceprezes Szeliga. W miniony poniedziałek na parkiecie pojawiła się kolejna propozycja dla inwestorów, jednostki indeksowe oparte na WIG20. Podobny instrument notowany jest tylko na rynku w Belgii. W przypadku kupna jest on traktowany jak papier reprezentujący indeks WIG20, w przypadku zaś sprzedaży "na krótko", jest to instrument pochodny. Zdaniem Piotra Szeligi, można liczyć na popularność nowego papieru, jest on adresowany do tych samych inwestorów, co kontrakty terminowe na indeks blue chipów. W pierwszym tygodniu handlu wolumen obrotu dochodził do kilku tysięcy jednostek dziennie.

Zarząd GPW nie składa broni. - Stale monitorujemy naszą pozycję w gronie giełd środkowoeuropejskich, a jednym z punktów naszej strategii jest utrzymanie wiodącej roli naszego rynku - mówi Wiesław Rozłucki. Teraz głównym założeniem strategicznym jest prywatyzacja i alians z zagranicznym rynkiem. Sojusz z Euronextem (wspólne przedsięwzięcie giełd w Paryżu, Brukseli i Amsterdamie) to kwestia kilku lat. Otwartą sprawą jest, czy będzie to oznaczać nobilitację i dalszy rozwój, czy też marginalizację i przenoszenie obrotu na rynki zachodnie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama