Jak podała agencja Bloomberga, bezpośrednią przyczyną zamieszania jest decyzja rządu o ograniczeniu wypłat z rachunków bankowych, a także transferów pieniężnych poza granice kraju. Tygodniowy limit wypłat ustalono na 250 USD (waluta argentyńska jest wymienialna na amerykańską w stosunku 1 do 1).

Zdaniem ministra gospodarki Domingo Cavallo (na fot.), krok ten był niezbędny, aby uniknąć dewaluacji peso oraz uchronić przed załamaniem argentyński system bankowy. Innego zdania są obcy inwestorzy, a ich negatywna reakcja przyczyniła się do wyraźnego spadku notowań obligacji rządowych. W efekcie rentowność papierów o terminie wykupu w 2008 r. wzrosła do 41%, a walorów o zmiennej stopie procentowej i terminie zapadalności w 2005 r. - do 80%.

Zgodnie z nowymi zasadami, instytucje finansowe nie mogą udzielać nowych kredytów w peso ani zawierać transakcji na rynkach futures i opcji. Ograniczenie transferów nie obejmuje płatności związanych z handlem zagranicznym oraz spłat zaciągniętych pożyczek.

Wprowadzone limity mogą być zniesione, jeżeli poziom depozytów bankowych powróci do poziomu z 30 września. Jako warunek podano też zakończenie wymiany obligacji rządowych na nowe papiery o mniejszej wartości, co powinno zająć około trzech miesięcy.

Minister D. Cavallo twierdzi, że wprowadzone restrykcje poprawią zaufanie konsumentów do gospodarki i pozwolą obniżyć stopy procentowe. Z tą opinią nie zgadzają się ekonomiści. Ich zdaniem, konsumenci i przedsiębiorcy są zmęczeni kolejnymi decyzjami rządu, które nie poprawiają koniunktury. Dalsze ograniczenie podaży pieniądza, przy zredukowanych już płacach i emeryturach, może jeszcze bardziej pogorszyć nastroje, pogłębiając recesję oraz grożąc wybuchem niezadowolenia.