Reklama

Pośpieszna konsolidacja nadzorów

Po raz kolejny, w imię oszczędności budżetowych, sektor ubezpieczeniowy został zaskoczony nowymi rozwiązaniami prawnymi, które mogą mieć niebagatelny wpływ na jego funkcjonowanie. Zawetowanie w październiku przez prezydenta Kwaśniewskiego pakietu ustaw ubezpieczeniowych odsunęło w bliżej nieokreśloną przyszłość szansę na dostosowanie naszego rynku do szybko zmieniających się warunków.

Publikacja: 04.12.2001 09:25

Obecny pomysł rządu na konsolidację nadzoru ubezpieczeniowego i emerytalnego, jeśli nie zostanie poparty dobrymi rozwiązaniami prawnymi, może przynieść tylko pozorne oszczędności.

Obyś żył w ciekawszych czasach! To przekleństwo zaczyna chyba dotyczyć polskiego sektora ubezpieczeniowego. Jeszcze nie umilkły głosy ubolewania, choć były i radości, po "świętej pamięci" pakiecie ustaw ubezpieczeniowych, a nowy rząd przygotował środowisku ubezpieczeniowemu kolejną atrakcję. W ramach planowanych zmian w organizacji i funkcjonowaniu centralnych organów państwowych i jednostek im podporządkowanych połączony zostanie Państwowy Urząd Nadzoru Ubezpieczeń z Urzędem Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi. W ich miejsce powstanie Urząd Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych. Projekt ustawy o połączeniu urzędów nadzoru nie przewiduje zmian kompetencji dotychczasowych urzędów, a ma dać jedynie bliżej nie określone oszczędności w kosztach funkcjonowania obu organów.

Powrót do źródeł?

Co ciekawe, pomysł konsolidacji nadzorów nie jest nowy. Jego zwolennikiem był np. Rafał Zagórny, wiceminister finansów w poprzednim rządzie (obecnie poseł Platformy Obywatelskiej). - Każda konsolidacja jest sensowna. Moim zdaniem, w ostatnich latach namnożyło się zbyt wiele organów nadzoru nad sektorem finansowym. Połączenie PUNU i UNFE to krok w dobrą stronę, pod warunkiem jednak, że uniknie się mieszania materii obu nadzorów - powiedział PARKIETOWI Rafał Zagórny. Uważa jednak, że lepszym rozwiązaniem byłoby tworzenie nowego organu w oparciu o Komisję Nadzoru Ubezpieczeniowego, której powołanie przewidywała zawetowana przez prezydenta Kwaśniewskiego ustawa o działalności ubezpieczeniowej. Przypomnijmy, że uzasadnieniem dla weta (ówczesnym doradcą ekonomicznym prezydenta był obecny minister finansów Marek Belka) były zbyt duże koszty budżetowe wprowadzenia pakietu ustaw, w tym powołania KNU (miała być finansowana z pieniędzy podatników). - Podtrzymuję pogląd, że nadzór powinien być finansowany z budżetu. Taki zapis porządkował stosunki pomiędzy nadzorem a zakładami ubezpieczeń. Nie może być bowiem tak, że nadzorowani finansują działalność nadzoru. Budzi to wątpliwości o jakość sprawowanej kontroli - twierdzi Rafał Zagórny. Teraz jednak nic nie mówi się o sposobie finansowania połączonego nadzoru, a przecież PUNU jest finansowany ze składek zakładów ubezpieczeń (via budżet), a UNFE z budżetu państwa. I jeszcze jedno, o ile poprzednie pomysły na konsolidację jako wzór stawiały zintegrowane nadzory np. w Wielkiej Brytanii (lepsza kontrola przepływów środków w ramach konglomeratów finansowych), tak obecny, jak słychać, ma przynieść oszczędności, głównie po stronie administracji.

Nowy, czyli stary

Reklama
Reklama

Nowy nadzór będzie kierowany w sposób kolegialny na wzór np. Komisji Nadzoru Bankowego. Oprócz przewodniczącego, w ścisłym kierownictwie nowego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych znajdą się też podsekretarze stanu ministerstw Pracy i Finansów (jako jego wiceprzewodniczący), szef Komisji Papierów Wartościowych i Giełd oraz przedstawiciel Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. I tu kolejny zgrzyt. - Dziwi mnie obecność w składzie w komisji przewodniczącego KPWiG. Przecież na warszawskiej giełdzie notowane są zaledwie trzy spółki ubezpieczeniowe, i to nie wiadomo, jak długo jeszcze. Poza tym towarzystwa funduszy inwestycyjnych, które nadzoruje KPWIG, są konkurentem dla zakładów, które sprzedają ubezpieczenia na życie z funduszem inwestycyjnym. W trakcie prac nad ustawami ubezpieczeniowymi poprzedni rząd wycofał się z uczestniczenia w pracach KNU przedstawiciela KPWiG. Teraz ten pomysł wraca, po co? - powiedział PARKIETOWI Jerzy Wysocki, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. Ucieszy się zapewne Rzecznik Ubezpieczonych, do którego biura będzie można zgłaszać skargi nie tylko na towarzystwa ubezpieczeniowe (jak do tej pory), ale i na działanie I (ZUS) i II (OFE) filaru. Z tym, że już teraz z jego biura słychać głosy o nadmiarze obowiązków w sytuacji niedoborów kadrowych i mizeroty budżetowej.

Tylko bez pośpiechu

Projekt ustawy dotyczącej połączenia urzędów nadzoru został już przyjęty przez Radę Ministrów, teraz najpewniej w krótkim czasie trafi do parlamentu. Według planów przedstawionych przez ministra Jerzego Hausnera, nowy urząd ma zacząć funkcjonować od 1 lutego przyszłego roku. Jeśli tak się ma stać, to na uchwalenie stosownej ustawy zostało bardzo niewiele czasu. Wprawdzie obecni parlamentarzyści udowodnili, że są w stanie pracować nawet po nocach (np. ustawa o podatku dochodowym PIT), pojawia się jednak pytanie o jakość stanowionego prawa. Według Jerzego Wysockiego, źle by się stało, gdyby okazało się, że po jakimś czasie przyjęte rozwiązania należy poprawiać bądź wręcz się z nich wycofywać. - Moim zdaniem, w obecnej sytuacji optymalnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie tych przepisów przynajmniej od 1 lipca 2002 r. Taki termin pozwoliłby na przeprowadzenie stosownych uzgodnień międzyresortowych, a także dałby czas na dobre przygotowanie ustawy w komisjach sejmowych - twierdzi szef PIU. Należy się także zastanowić, jak nowe uregulowania wpłyną na wznowienie prac nad pakietem ustaw ubezpieczeniowych, tak niezbędnych dla sektora ubezpieczeniowego. Nasi rozmówcy są raczej pesymistami. Według nich, perspektywa uchwalenia nowego prawa ubezpieczeniowego odsuwa się na dłużej niż rok.

Długa lista

kandydatów

Źle się stało, że planowanym zmianom w funkcjonowaniu nadzoru towarzyszy atmosfera polowania na czarownice. Wraz z przedostaniem się do prasy pierwszych nieoficjalnych informacji na temat połączenia PUNU i UNFE, pojawiła się także lista osób, które jakoby miałyby być pewnymi kandydatami na stanowisko szefa połączonego nadzoru. Wśród ubiegających się o urząd wymieniano m.in.: prof. Jana Monkiewicza, obecnego prezesa TUnŻ Polisa Życie, a wcześniej także prezesa PZU, kolejnym pewnym kandydatem był Jan Bogutyn, prezes Cigna STU, a wcześniej podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów. Po kilku dniach minister J. Hausner, starając się uspokoić sytuację, poinformował dziennikarzy, że szefa połączonego urzędu nadzoru jeszcze nie wyłoniono, ale lista kandydatów rzeczywiście istnieje i liczy kilkanaście osób. Jak widać, była ona wystarczająco długa, gdyż dyskusje na jej temat nieco ucichły. Jedno jest pewne w połączonym urzędzie nie znajdzie się miejsce dla Cezarego Mecha, obecnego prezesa UNFE. Jego krytyczne publiczne wypowiedzi o pomyśle łączenia nadzorów wywołały równie ostre reakcje w Ministerstwie Pracy. Jerzy Hausner poprosił już premiera Leszka Millera o odwołanie prezesa UNFE.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama