Obecny pomysł rządu na konsolidację nadzoru ubezpieczeniowego i emerytalnego, jeśli nie zostanie poparty dobrymi rozwiązaniami prawnymi, może przynieść tylko pozorne oszczędności.
Obyś żył w ciekawszych czasach! To przekleństwo zaczyna chyba dotyczyć polskiego sektora ubezpieczeniowego. Jeszcze nie umilkły głosy ubolewania, choć były i radości, po "świętej pamięci" pakiecie ustaw ubezpieczeniowych, a nowy rząd przygotował środowisku ubezpieczeniowemu kolejną atrakcję. W ramach planowanych zmian w organizacji i funkcjonowaniu centralnych organów państwowych i jednostek im podporządkowanych połączony zostanie Państwowy Urząd Nadzoru Ubezpieczeń z Urzędem Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi. W ich miejsce powstanie Urząd Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych. Projekt ustawy o połączeniu urzędów nadzoru nie przewiduje zmian kompetencji dotychczasowych urzędów, a ma dać jedynie bliżej nie określone oszczędności w kosztach funkcjonowania obu organów.
Powrót do źródeł?
Co ciekawe, pomysł konsolidacji nadzorów nie jest nowy. Jego zwolennikiem był np. Rafał Zagórny, wiceminister finansów w poprzednim rządzie (obecnie poseł Platformy Obywatelskiej). - Każda konsolidacja jest sensowna. Moim zdaniem, w ostatnich latach namnożyło się zbyt wiele organów nadzoru nad sektorem finansowym. Połączenie PUNU i UNFE to krok w dobrą stronę, pod warunkiem jednak, że uniknie się mieszania materii obu nadzorów - powiedział PARKIETOWI Rafał Zagórny. Uważa jednak, że lepszym rozwiązaniem byłoby tworzenie nowego organu w oparciu o Komisję Nadzoru Ubezpieczeniowego, której powołanie przewidywała zawetowana przez prezydenta Kwaśniewskiego ustawa o działalności ubezpieczeniowej. Przypomnijmy, że uzasadnieniem dla weta (ówczesnym doradcą ekonomicznym prezydenta był obecny minister finansów Marek Belka) były zbyt duże koszty budżetowe wprowadzenia pakietu ustaw, w tym powołania KNU (miała być finansowana z pieniędzy podatników). - Podtrzymuję pogląd, że nadzór powinien być finansowany z budżetu. Taki zapis porządkował stosunki pomiędzy nadzorem a zakładami ubezpieczeń. Nie może być bowiem tak, że nadzorowani finansują działalność nadzoru. Budzi to wątpliwości o jakość sprawowanej kontroli - twierdzi Rafał Zagórny. Teraz jednak nic nie mówi się o sposobie finansowania połączonego nadzoru, a przecież PUNU jest finansowany ze składek zakładów ubezpieczeń (via budżet), a UNFE z budżetu państwa. I jeszcze jedno, o ile poprzednie pomysły na konsolidację jako wzór stawiały zintegrowane nadzory np. w Wielkiej Brytanii (lepsza kontrola przepływów środków w ramach konglomeratów finansowych), tak obecny, jak słychać, ma przynieść oszczędności, głównie po stronie administracji.
Nowy, czyli stary