Nie jest więc wykluczone, iż do otwarcia amerykańskich giełd będziemy mieli na rynku marazm. Ten brak silniejszych ruchów wpływa na aktywność inwestorów, która coraz bardziej słabnie. Obroty obecnie wynoszą niecałe 130 mln zł, więc mniej, niż w poniedziałek o tej samej porze. O ile tworząca się świeca wraz z dwoma poprzednimi składa się na optymistyczną w swojej wymowie formację, to niskie obroty nie pozwalają w pełni być z tego zadowolonym.
Bez wątpienia przebieg dzisiejszej sesji na amerykańskich giełdach będzie miało duże znaczenie dla ich dalszych perspektyw. Na skali logarytmicznej DJIA i S&P500 przełamały linie, rozpoczętych w połowie września wzrostów, co może sygnalizować trwalsze pogorszenie koniunktury. Nasdaq zatrzymał się na linii o takim samym znaczeniu, czym nie pozostawił sobie miejsca na kolejny spadek. Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na to, że RSI przełamał już swoją linię trendu. Taki sam sygnał poprzedził złamanie linii przez S&P500 i DJIA. Trzeba się liczyć z tym, że teraz będzie podobnie. Jednak zasadniczym pytaniem jest, czy ewentualne spadki w USA przełożą się na notowania na naszym rynku. Jeśli WIG20 zamknąłby się dziś powyżej 1266 pkt. to można przypuszczać, iż w znacznym stopniu uniezależniłoby to nas od tego, co stanie się w USA. Jeśli zamknięcie będzie poniżej oporu, to dalsze zniżki znajdą odzwierciedlenie w cenach naszych akcji zwłaszcza, jeśli obroty będą tak niewielkie, jak są teraz.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu