OPEC, zaniepokojona niskimi cenami ropy na świecie (w ciągu roku staniała ona o 30%, do najniższego poziomu od ponad 2,5 roku), spowodowanymi zmniejszającym się popytem w schłodzonej globalnej gospodarce, zadeklarowała przed miesiącem, iż obniży od początku przyszłego roku dzienny eksport o 1,5 mln baryłek (do 21,7 mln baryłek). Organizacja ta postawiła jednak warunek, że również inni światowi eksporterzy obniżą dostawy - łącznie przynajmniej o 500 tys. baryłek dziennie.
Naprzeciw tym żądaniom wyszły w listopadzie Norwegia (zadeklarowała zmniejszenie eksportu nawet o 200 tys. baryłek dziennie) oraz Meksyk (redukcja dostaw o 100 tys. baryłek). Sprzeciwiała się jednak temu Rosja, drugi co do wielkości (po Arabii Saudyjskiej) eksporter ropy na świecie. Godziła się na redukcję eksportu tylko o symboliczne 50 tys. baryłek dziennie.
Wczoraj doszło jednak do przełomu. Na spotkaniu premiera Michaiła Kasjanowa z przedstawicielami największych miejscowych koncernów naftowych, z których żaden nie znajduje się pod kontrolą skarbu państwa (m.in. Łukoil i Jukos, który sprzeciwiał się wcześniej zdecydowanie żądaniom OPEC), uzgodniono, że od 1 stycznia eksport ropy z Rosji spadnie o 150 tys. baryłek dziennie. Jeśli dodać, że również Oman skłonny jest do zmniejszenia eksportu o 50 tys. baryłek, to wymagania OPEC zostaną spełnione i nic nie będzie stało na przeszkodzie, by ten największy światowy eksporter wprowadził w życie swoje wcześniejsze deklaracje.
- Osiągnęliśmy już poziom redukcji dostaw z krajów spoza naszej organizacji o ok. 450 tys. baryłek dziennie. W zasadzie brakuje nam tylko jeszcze ostatecznego stanowiska Norwegii i Omanu, a także "dorzucenia" czegoś przez Angolę - powiedział wczoraj jeden z przedstawicieli OPEC, podkreślając jednak, że z pewnością bariera 500 tys. baryłek zostanie pokonana.
Rynek ropy naftowej zareagował w środę na decyzję OPEC wyraźną zwyżką cen. Za baryłkę tego surowca gatunku Brent płacono już w połowie sesji na międzynarodowej giełdzie petrochemicznej w Londynie ponad 20 USD, a więc prawie o 4% więcej niż we wtorek.