W reakcji na załamanie rynku przewozów pasażerskich po wydarzeniach z 11 września, Boeing będzie produkował zamiast 48 tylko 24 samoloty miesięcznie. Ograniczenie obowiązywać ma na razie do połowy 2002 r. - Nie mieliśmy innego wyjścia: musieliśmy zmniejszyć produkcję najszybciej, jak to możliwe - powiedział niemieckiemu "Handelsblattowi" przebywający z wizytą we Frankfurcie prezes cywilnego segmentu Boeinga Alan Mulally.
Z tych zapowiedzi wynika, że Boeing wyprodukuje w br. 522 samoloty, a w przyszłym 350-400 maszyn. W 2003 r. ma być ich jeszcze mniej, ale koncern odmówił podania szczegółów. Pierwotne plany przewidziały 538 samolotów w br. i 510-520 w przyszłym. Gdyby ograniczenia zostały utrzymane przez cały 2002 r., roczna produkcja osiągnęłaby poziom zaledwie 288 maszyn. Tym samym Amerykanie zostaliby pokonani przez głównego rywala - Airbusa, który w tym roku chce wyprodukować 320, a w 2002 r. - 300 samolotów.
- Boeing bardzo szybko zareagował na trudną sytuację na rynku. Byłoby samobójstwem produkowanie samolotów, których nikt nie chce kupić. Mam nadzieję, że także Airbus wykaże się odpowiedzialnością w tej sprawie - stwierdził A. Mulally (Airbus należy w 80% do paneuropejskiego koncernu EADS i w 20% do brytyjskiej spółki BAe Systems). Według Mulally`ego, z ożywieniem w branży należy liczyć się dopiero w 2004 r. Wtedy Boeing ma szansę na powrót do poziomu 500 maszyn rocznie.
Amerykanie już w pierwszym tygodniu po atakach terrorystycznych na USA zapowiedzieli zwolnienie 30 tys. pracowników, z czego 1/3 w segmencie samolotów cywilnych (dostarczającym koncernowi 60% przychodów ze sprzedaży). Airbus z kolei orzekł, że będzie szukał innych sposobów ograniczenia kosztów. Liczy na sukces swojego najnowszego modelu A318, którego inauguracyjny lot zaplanowano na styczeń 2002 r.