Mostostal Płock od dwóch i pół roku nie dostarcza posiadaczom swoich akcji powodów do zadowolenia. Od tak długiego czasu trwa bessa na rynku tego waloru i brak jest w tej chwili argumentów na poparcie tezy, iż ma się ona ku końcowi. Niedźwiedzie zniosły w tym czasie kurs z poziomu blisko 23 zł do prawie 8 zł, czyli o blisko dwie trzecie. Cechą charakterystyczną tych spadków było to, że poszczególne korekty wzrostowe były bardzo płytkie. Dość powiedzieć, iż największa z nich, rozpoczęta z końcem maja ubiegłego roku, powiększyła cenę o około 25%. To ważna informacja z tego względu, iż teraz kurs wzrósł od wrześniowego dołka w podobnej skali.
Nie widząc na razie sygnałów osłabnięcia dwumiesięcznego trendu wzrostowego, można przyjąć, iż kursowi uda się tym razem wzrosnąć w większej skali niż podczas wcześniejszych lokalnych korekt. A to będzie znakiem, że mamy do czynienia z trwalszą tendencją, która może być odreagowaniem całej fali spadkowej. To zaś oznaczałoby możliwość osiągnięcia przynajmniej wysokości 11,50-12 zł, gdzie zlokalizowane są ważne opory. Pierwsza z tych wartości wyznaczona jest w oparciu o przebieg głównej linii trendu, zaczepionej o historyczny szczyt i lokalne maksima z kwietnia i lipca 2000 r. Druga z nich to poziom 38,2-proc. zniesienia całej bessy.
Istotnym elementem analizy tego, co dzieje się na walorach Mostostalu przez ostatnie dwa miesiące, jest wzrost aktywności inwestorów. Wolumen, jaki towarzyszy stopniowej zwyżce kursu, jest największy od chwili rozpoczęcia bessy. Z jednej strony jest to potwierdzenie pozytywnych rokowań na przyszłość, z drugiej - zwiększa atrakcyjność papieru, tak silnie ograniczaną znikomą płynnością przez długie miesiące. Zastrzeżenia można mieć do regularności obrotów, więc trzeba uwzględnić czynnik ryzyka z tym związany.
Warto też zwrócić uwagę na systematyczność budowania jesiennej fali wzrostowej. Najpierw mieliśmy trzytygodniową konsolidację, która stała się podstawą do przełamania przyspieszonej linii trendu malejącego, zaczepionej o szczyt z lipca minionego roku. Potem nastąpił ruch powrotny, tak charakterystyczny dla spółek, gdzie celem jest akumulacja akcji, a nie tylko jak najszybsze podciągnięcie kursu w górę.
Z dwiema powyższymi kwestiami związany jest przebieg wskaźnika akumulacja-dystrybucja. Zmienił on kierunek na wzrostowy dużo wcześniej niż kurs, co sugeruje, że "zbieranie" akcji z rynku miało już miejsce w ostatniej fazie zniżek. W zachowaniu oscylatorów, głównie tygodniowych (wyraźne pozytywne dywergencje, widoczne w przypadku większości z nich), widać duże podobieństwo z kilkoma innymi spółkami średniej wielkości, na których trend spadkowy odwrócił się w tym roku (np. Jutrzenka, Orfe).