Jak przypomina agencja Bloomberga, przedmiotem sporu było niewłaściwe - zdaniem kierownictwa Unilevera - zarządzanie powierzonymi amerykańskiemu bankowi przez tę firmę aktywami. Wystąpiła ona na drogę sądową przeciwko Merrill Lynch w październiku 1999 r., domagając się 110 mln funtów odszkodowania, powiększonego o odsetki wynoszące 20 mln funtów. Łączna kwota 130 mln funtów (184 mln USD) miała zrekompensować straty wynikające z wadliwego zarządzania funduszem emerytalnym Unilever przez jednostkę nowojorskiego banku o nazwie Mercury Asset Management.
Zdaniem brytyjsko-holenderskiej firmy, objęte funduszem środki były inwestowane w akcje zbyt małej liczby spółek, co prowadziło do nadmiernej koncentracji lokat w kilku branżach. Sytuacja taka powodowała - według Unilevera - nadmierne ryzyko i prowadziła do niekorzystnych efektów finansowych. W pozwie sądowym wykazano, że były one o 8 pkt. gorsze od ustalonej stopy zwrotu z zainwestowanego kapitału. Merrill Lynch bronił się, traktując przyjętą w umowie stopę nie jako gwarancję, lecz wskaźnik, który może być osiągnięty w normalnych warunkach rynkowych. Unilever zrezygnował z usług Mercury w marcu 1998 r., po piętnastu miesiącach niezadowalających wyników.
Przypuszcza się, że nowojorski bank zaproponował odszkodowanie wynoszące ponad 70 mln USD, na które zgodził się Unilever. Eksperci tłumaczą dążenie Merrill Lynch do polubownego załatwienia sporu faktem, że z podobnymi roszczeniami mogą wkrótce wystąpić inne firmy, które wysuwają pod jego adresem podobne zarzuty. Złożenie pozwu rozważa m.in. brytyjska sieć supermarketów Sainsbury, której funduszem emerytalnym o wartości 500 mln USD do 1998 r. zarządzał Mercury. Z wypłatami odszkodowań muszą się też liczyć inne instytucje finansowe, wyspecjalizowane w zarządzaniu aktywami.