Premier Leszek Miller domaga się od RPP obniżki stóp procentowych jeszcze w grudniu o 150 pkt. bazowych. W piątek, w wywiadzie radiowym, powtórzył to żądanie. Jego zdaniem, jeśli nie dojdzie do obniżki stóp procentowych, będzie to oznaczało, iż między obiema Radami - Polityki Pieniężnej i Ministrów - istnieje spór, który powinien rozsądzić parlament. Tymczasem członkowie RPP w bardziej lub mniej zawoalowany sposób dają do zrozumienia, że w najbliższych miesiącach cięć nie będzie. Taka sugestia padła już na konferencji prasowej po ostatnim posiedzeniu Rady, a w opinii Rady o budżecie pojawiło się ostrzeżenie przed możliwością nie tylko zahamowania obniżek, ale nawet wzrostem stóp procentowych.
Jeśli decyzja w sprawie RPP zostanie złożona w ręce posłów, zapewne dojdzie do zmiany ustawy o NBP, która precyzuje zadania Rady, i ograniczenia niezależności tego gremium. Przedstawiciele większości ugrupowań parlamentarnych wielokrotnie twierdzili, iż należy ją zobowiązać do dbania nie tylko o niską inflację, ale także o wzrost gospodarczy czy poziom bezrobocia.
Innym sposobem uzyskania większej kontroli nad RPP byłoby powiększenie liczby jej członków. Nowi członkowie, powołani przez obecną koalicję rządzącą, byliby zapewne bardziej skłonni do współpracy z rządem i szybszego cięcia stóp.
Przeciw ograniczeniu niezależności RPP jest minister finansów Marek Belka. Jego zdaniem, możliwość zwiększenia liczby członków to zaledwie propozycja i tak należy ją traktować. Poza tym, minister finansów nie spodziewa się kolejnej redukcji stóp przed uchwaleniem ustaw okołobudżetowych, co nastąpi zapewne w styczniu.
Argumentem za szybką redukcją stóp może być zły stan gospodarki. Według ministra finansów, ani III kw., ani IV kwartał tego roku nie przyniosą ożywienia.