Indeks nieznacznie przekroczył także i ten poziom, co jest sygnałem, że byki są w tej chwili bezsilne wobec uaktywnienia się strony podażowej. Zdaje się spełniać scenariusz, który zakładał, że z chwilą pogorszenia klimatu inwestycyjnego na zagranicznych giełdach u nas dojdzie do silniejszego spadku. Ten spadek jest tym bardziej niepokojący, że może przesądzić o przebiegu koniunktury nie tylko w najbliższych dniach, ale nawet i tygodniach.
Te pesymistyczne perspektywy oparte są na tezie o utworzeniu się formacji głowy z ramionami, która odwracałaby dwumiesięczny trend wzrostowy. Dlatego trzeba się zastanowić, na ile taka figura jest wiarygodna. Na pewno można mieć zastrzeżenia co do długości jej kształtowania w odniesieniu do czasu trwania fali wzrostowej. Widzimy tu zachwianie proporcji. Ale jeśli wziąć pod uwagę skalę wzrostów i wysokość formacji, to takie wątpliwości rozwiewają się. W literaturze podkreśla się znaczenie dużego obrotu towarzyszącego przerwaniu linii, który jest jednym z najważniejszych elementów takiej formacji. I z tym może być problem. Pomimo tego, że zdecydowana większość walorów z WIG20 traci na wartości, to jednak poziomu obrotów nie można nazwać dużymi. Utrzymują się one na piątkowym poziomie, który nie był przecież duży. Do zakończenia sesji pozostało jeszcze ponad półtorej godziny, więc wstrzymajmy się z oceną tego elementu sesji. Jeśli aktywność inwestorów nie wzrośnie, to trudno będzie mówić o tym, by obroty potwierdzały wiarygodność formacji głowy z ramionami. Z drugiej strony od wielu tygodni obserwujemy, że znaczenie obrotów dla rozwoju wypadków na rynku jest mocno ograniczone i w takiej sytuacji skłoniłbym się do uznania tej formacji za wiarygodną, o ile tylko dzisiejsze obroty będą choć symbolicznie większe, niż te z piątku.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu