Reklama

Państwo pożycza coraz więcej ...

... ale do Argentyny na razie daleko W najbliższych latach Polsce nie grozi niewypłacalność - twierdzą zgodnie analitycy. Z jednej strony chroni nas stosunkowo niski dług publiczny i wysokie rezerwy walutowe, z drugiej pomaga nam perspektywa wejścia do Unii Europejskiej. Jednak niebezpieczeństwo bankructwa może stać się realne, jeśli nie uda się zreformować finansów publicznych, a deficyt budżetowy i dług publiczny będą rosnąć.

Publikacja: 13.12.2001 07:42

Analitycy są zgodni - na razie niebezpieczeństwa bankructwa nie ma. - Musiałby się zrealizować bardzo czarny scenariusz, w którym dochodzi do gwałtownych zmian politycznych, wskutek których wzrósłby ogromnie dług publiczny, co wymagałoby zmiany konstytucji, a rezerwy walutowe zostałyby roztrwonione - powiedział Jacek Wiśniewski, kierownik zespołu prognoz i analiz rynkowych w Pekao SA. - Jednak biorąc pod uwagę perspektywę wejścia Polski do Unii Europejskiej w ciągu 2-3 lat oraz późniejszego wstąpienia do unii monetarnej, nie sądzę, abyśmy mieli jakiekolwiek kłopoty.

Wstąpienie Polski do UE to jeden z czynników, który zwiększa zaufanie inwestorów zagranicznych do Polski, pomagając nam przy okazji obniżyć koszty obsługi długu publicznego.

- Biorąc pod uwagę dostępne dzisiaj informacje, nie ma ryzyka bankructwa - powiedział Maciej Reluga, ekonomista ING BSK. - Na bankructwo Argentyny złożyło się wiele czynników, m.in. wysoki dług zagraniczny, sztywny kurs waluty, których u nas nie ma. Zadłużenie zagraniczne ogółem Polski jest stosunkowo niewielkie, a rezerwy walutowe duże, na dodatek mamy też płynny kurs złotego.

Ekonomiści jednak zwracają uwagę na groźne zjawisko narastania długu publicznego, głównie poprzez gwałtowny wzrost długu Skarbu Państwa, wynikający z przyjmowanych co roku deficytów budżetowych. W 1994 r. dług Skarbu Państwa wynosił niewiele ponad 152 mld zł, z czego dług krajowy wynosił ok. 56 mld zł, a reszta to dług zagraniczny, z czego większość stanowiły kredyty z czasów PRL. Jednak dług krajowy błyskawicznie przyrastał, co najmniej o kilkanaście procent rocznie. Rekordowy pod tym względem był rok 1997, gdy zadłużenie krajowe wzrosło aż o ponad 30%.

Na koniec roku 2000 dług Skarbu Państwa wyniósł 266,8 mld zł, z czego większość to dług krajowy - wyniósł on 146 mld zł. W tym roku znowu nastąpił duży przyrost długu Skarbu Państwa, który - według szacunków Ministerstwa Finansów - ma wynieść na koniec grudnia 291,8 mld zł (wzrost o ponad 9%). Zadłużenie Skarbu Państwa ma, wg szacunków resortu finansów, szybko narastać także w latach kolejnych i w 2004 r. ma sięgnąć 402-424 mld zł.

Reklama
Reklama

Nie wiadomo, czy prognozy resortu finansów uwzględniały to, co minister Marek Belka nazywa nową filozofią tworzenia budżetu. Według niego, przy konstrukcji budżetu od tej pory za wielkość stałą będzie się brało wysokość wydatków budżetowych (co roku mają one rosnąć o stopę inflacji plus 1 pkt. proc.), a deficyt budżetowy będzie wynikał z różnicy między wydatkami a dochodami budżetu państwa. Jego zdaniem, jeśli sytuacja gospodarcza się poprawi, taka filozofia pozwoli na zmniejszenie deficytu, a być może - nawet likwidację niedoboru budżetowego. Jednak nie ukrywa, iż - jeśli w gospodarce się nie polepszy - deficyt może być większy. A to, zdaniem analityków, już jest prosta droga do niewypłacalności państwa.

- Mogłoby do tego dojść, gdyby załamała się reforma finansów publicznych i nie udało się utrzymać deficytu budżetowego na poziomie 4-5% PKB, jak się to obecnie zakłada - powiedział Krzysztof Rybiński, główny ekonomista BZ WBK. - W takim przypadku deficyt mógłby sięgać nawet 7-10% PKB, a gdyby taka sytuacja utrzymała się przez kilka lat, dług publiczny wzrósłby do 60% PKB. W takiej sytuacji mogłyby się pojawić poważne problemy w finansowaniu deficytu budżetowego, co oznaczałoby brak płynności budżetu, a więc niewypłacalność państwa.

Wzrost długu publicznego oznacza także wyższe koszty jego obsługi, co w przypadku niskich wpływów do budżetu powoduje, iż mniej pieniędzy pozostaje na inne wydatki. W 1998 r. na obsługę długu budżet wydał 17,9 mld zł, co stanowiło 3,2% PKB. W roku 2000 było to niewiele ponad 18 mld zł, a więc 2,6% PKB. W roku bieżącym ma to być już 21,4 mld zł (2,93% PKB), a w roku przyszłym 25,8 mld zł, czyli już 3,37% PKB. Na koniec 2004 r. ma to być już 29,5-30,5 mld zł, czyli ok. 3,34-3,44% PKB.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama