Kiedy Carly Fiorina dwa lata temu porzuciła Lucent dla HPw zamian za pakiet akcji firmy o wartości 80 milionów dolarów (dzisiaj nie są warte nawet połowy tej kwoty), stanęła przed garażem w Palo Alto, gdzie kiedyś William Hewlett i David Packard wymyślili jedną z największych amerykańskich firm. W propagandowym filmie, nagranym specjalnie dla pracowników i udziałowców, przyrzekła przywrócić firmie pełnię blasku. Podobnie postąpił Lee Iacocca, kiedy przejmował stojącego na krawędzi bankructwa Chryslera.
Unowocześnianie zaczęła Fiorina od usunięcia z logo firmy nazwisk jej założycieli. Skomplikowane nazwiska Hewletta i Packarda miały zastąpić literki HP (wymawiaj: "ejcz-pi"), bardziej dźwięczne i łatwiej wpadające w ucho niż IBM.
4 września Fiorina poinformowała zaskoczonych akcjonariuszy, że dla przetrwania HP niezbędne będzie przejęcie Compaqa. Zgodnie z jej wizją, popartą przez zarządy zarówno HP, jak i Compaqa, tylko wtedy powstałoby przedsiębiorstwo, które mogłoby konkurować na rynku z innymi parającymi się technologią firmami, a nawet z samym IBM. Nowe przedsiębiorstwo miało zachować nazwę HP, nie wycofywać się wprawdzie z przynoszącej małe dochody produkcji komputerów, lecz traktować je wyłącznie jako "access devices", urządzenia umożliwiające dostęp do głównego produktu - gotowych rozwiązań biznesowych opartych na twórczym wykorzystaniu informatyki. Już dzisiaj usługi tego rodzaju mają 15-procentowy udział w obrotach HP. Po doprowadzeniu do fuzji obu przedsiębiorstw na czele nowego HP miała stanąć Carly.
Decyzję o połączeniu się Hewlett-Packarda i Compaq Computer Wall Street przyjęło bardziej jako dowód słabości, niźli mocy obu firm. Łącząc dwóch przegranych nie stworzy się jednego zwycięzcy - argumentowali przeciwnicy. Z ujawnienia planów o łączeniu się obu firm najbardziej cieszył się Michael Dell, założyciel Dell Computer, oraz Scott McNealy, dyrektor generalny Sun Microsystems - właśnie ku nim zwracali swe portfele zdezorientowani klienci HP i Compaqa.
Na początku listopada fuzji HP z Compaqiem sprzeciwił się Walter Hewlett, syn i głowa rodziny legendarnego założyciela HP, oraz zarząd fundacji Williama i Flory Hewlettów. Głównym powodem sprzeciwu było przekonanie, że powstająca firma zostałaby obciążona nisko opłacalną produkcją komputerów osobistych i serwerów małej mocy, co osłabiłoby jej pozycję na lukratywnym rynku drukarek, skanerów, aparatów cyfrowych. "Wierzę, że Hewlett-Packard przyniesie więcej korzyści swoim inwestorom jako samodzielna firma, niż połączona z Compaqiem. To zła transakcja. Im szybciej HP od niej odstąpi, tym lepiej" - powiedział Walter Hewlett. Pod kontrolą rodziny Hewletów i fundacji znajduje się ponad 100 milionów, a więc około 5% akcji HP.