Tydzień nie pozostawił w uczestnikach rynku zbyt wielu nadziei, że sytuacja rychło ulegnie poprawie. Sytuacja wyklarowała się, jednakże raczej nie w tym kierunku, którego oczekiwała większość inwestorów. Powrót indeksu WIG20 poniżej poziomu 1200 pkt. wskazuje, że nadzieje na płytką korektę po poprzednich wzrostach zostały praktycznie pogrzebane. Kluczowe staje się więc w tej chwili pytanie o poziom, przy którym rynek przestanie się obsuwać. Nawet w obecnym stanie nastrojów należy jednak optymistycznie założyć, że bez dodatkowych negatywnych impulsów nie powinien spaść do tak niskiego poziomu, jaki obserwowaliśmy po 11 września. Przyczyny gorszego zachowania się indeksów nie determinują bowiem trwałości tego zjawiska. Główny motor spadków na naszym rynku w postaci Elektrimu po raz kolejny wykazał, że polityka informacyjna nie jest mocną stroną spółki. Trudności sprawia wyliczenie, co właściwie spółka zrobiła z częścią środków, a kolejne komunikaty wskazują na to, że "spektakl" nie dobiega końca. W takiej sytuacji cierpi cały rynek, bo gdy trudno jest zaufać tak dużej spółce, w której najwyraźniej zarząd nie posiada orientacji w bieżącej sytuacji, to inwestorzy tracą zapał do innych papierów.
Rynek amerykański z kolei powrócił dość szybko z wycieczki ponad 10 000 punktów na DJ, a ostatnie doniesienia o spadku sprzedaży detalicznej w listopadzie umocniły prymat niedźwiedzi. Warto jednak zauważyć, że spadek ten był dużo mniejszy niż październikowy wzrost, a przyczynił się do niego w dużej mierze przemysł motoryzacyjny, odpowiedzialny za sporą część poprzedniego wzrostu.