Pamiętacie Państwo ten dowcip o Mosze, który w synagodze modli się o wygraną w lotto. "Mosze, daj mi szansę. Wyślij kupon!" - krzyczy w końcu zdenerwowany Jahwe. Jakoś dziwnie ta pouczająca historyjka kojarzy mi się z zachowaniem wielu faktycznych i potencjalnych inwestorów w Polsce. Dużo gadają, mało robią. I bardzo często nie wysyłają owego kuponu, czyli nie decydują się na żadne inwestycje. Potem zaś złorzeczą losowi, regulacjom i tym, którzy naprawdę inwestują.
Czasem można odnieść wrażenie, że największą pasją niektórych domniemanych uczestników rynku jest wyszukiwanie powodów, dla których w tym rynku nie uczestniczą. Na paranoję zakrawają argumenty, iż nie sposób grać, bo praktycznie nie ma krótkiej sprzedaży, opcji i kontraktów na wszystkie możliwe papiery. Sam chciałbym, żeby owe instrumenty były dostępne, choć nie wierzę - przy obecnym potencjale rynku - w szersze nimi zainteresowanie. Odnoszę więc wrażenie, że takie stawianie sprawy jest często tylko zasłoną dymną. Nie grają, nie inwestują. I nikt przecież nie ma do nich o to pretensji. Oprócz nich samych.
Niemniej, zamiast kwękać, proponuję jednak spróbować samodzielnych inwestycji. Zwłaszcza, że dostępne na rynku instrumenty pochodne - kontrakty terminowe i jednostki indeksowe - pozwalają na budowanie ciekawych portfeli, umożliwiających konkurowanie z wynikami zawodowych menedżerów funduszy inwestycyjnych i firm asset management. Użyteczność warrantów, ze względu na niską płynność rynku, jest ograniczona, choć niewykluczona.
Rozśmieszyła mnie, choć i zaniepokoiła, zasłyszana w radiu opinia o stosunkowo nowym instrumencie - jednostkach indeksowych MiniWIG20. Oto jeden z dziennikarzy (prezenterów?) stwierdził, iż jednostki są zbyt ryzykowne dla mniejszych inwestorów, a mogą się nimi zainteresować tylko spekulanci. Szkoda że takie historyjki opowiadane są w mediach o dużym zasięgu. Bo właśnie jednostki indeksowe to instrumenty bardzo przydatne w konstrukcji własnych portfeli.
Jesteście zainteresowani portfelem zrównoważonym, takim, z którego spodziewany zysk będzie niższy niż ewentualny wzrost indeksu, ale i zabezpieczonym przed nadmiernymi stratami? Proszę bardzo - połowę kapitału można ulokować w papierach dłużnych, pozostałe 50% zaś - w jednostkach indeksowych na WIG20. Odważniejsi mogą wykorzystać kontrakty, przy czym - z racji konstrukcji - należy zabezpieczyć (na oprocentowanym rachunku) część kwoty na ewentualne uzupełnianie depozytów. Inwestorzy tolerujący niższy poziom ryzyka mogą dobierać proporcje wedle własnego widzimisię. Można sobie wyobrazić praktycznie dowolną liczbę portfeli o dowolnych proporcjach składu. Dzięki rynkowi instrumentów pochodnych staje się to nadzwyczaj proste.