Już od pięciu miesięcy dolar znajduje się w trendzie spadkowym względem złotego. W tym czasie wartość amerykańskiej waluty spadła z 4,41 zł poniżej 4 zł na sesji wczorajszej. To najniższa wartość kursu od początku lipca, co wskazuje na przewagę niedźwiedzi na rynku (przez niedźwiedzie rozumiem zawsze tych inwestorów, którzy liczą na ruch kursu na południe wykresu). Dokąd trend może potrwać? Najbliższe wsparcie wyznacza dolne ograniczenie ostatniej konsolidacji na 3,94 zł. Gdyby tutaj zatrzymały się spadki, wtedy na rynku utrzyma się długoterminowy trend boczny, który można datować od szczytu z początku maja 2000 roku na 4,62 zł. Zakończenie spadków na tym poziomie oznaczałoby też, że w niedługim czasie dolar odrobiłby część strat, zwyżkując przynajmniej do 4,28 zł, a w dalszej perspektywie do historycznego maksimum z października tego roku, które znajduje się na 4,7 zł.
Jednak żeby taki scenariusz stał się prawdopodobny, na wykresie powinna ukształtować się formacja kończąca dotychczasowy trend. Na razie nic takiego nie ma miejsca. Byki podjęły już jedną próbę przejęcie kontroli nad rynkiem, kiedy w październiku i listopadzie ukształtowały na wykresie odwróconą głowę z ramionami. Do pełni szczęście zabrakło jednak najważniejszej rzeczy - wybicia ponad linię szyi.
Wobec braku sygnałów odwrócenia można zatem oczekiwać kontynuacji trendu, przynajmniej do 3,94 zł. Tendencja wyznaczana jest przez linię pociągniętą po szczytach z lipca, października, listopada i grudnia, która obecnie znajduje się na wysokości 4,065 zł.
Jeśli 3,94 zł okaże się niewystarczające dla niedźwiedzi to co dalej? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, sięgnąć można po techniki nieco bardziej mistyczne, jak na przykład liczby Fibbonaciego. Patrząc na wykres w nieco dłuższej perspektywie, w oczy rzuca się fakt, że w grudniu zeszłego roku przełamana została główna linia trendu wzrostowego. Można zatem twierdzić, że teraz mamy do czynienia z jakąś większą korektą tych wzrostów.
A korekta ta może wyglądać na przykład tak: pierwsza jej część to spadek z 4,7 w październiku 2000 r. do 3,94 zł w maju 2001 r., druga to wzrost z 3,94 zł do 4,37 zł w lipcu tego roku. Właśnie tutaj wypada odwołać się do Fibbonaciego - zwyżka zakończona w lipcu stanowiła niemal dokładnie 62% wcześniejszego spadku, co sugeruje, że stanowiła jedynie jego korektę. Lipcowym szczytem rozpoczynalibyśmy zniżkę tego samego rzędu, co fala otwierająca bessę, która zniosła kurs dolara z 4,7 do 3,94 zł. Skoro spadek ma być tego samego rzędu, to można postawić tezę, że będzie również podobnych rozmiarów.