EFL wyemituje 38,3 mln akcji z prawem poboru do sześciu nowych walorów emisji po cenie 1 zł. Na ostatniej sesji, na której papiery EFL były notowane z prawem poboru, kurs wyniósł 240 zł. Oznacza to, że następnego dnia (w zeszły czwartek) akcje spółki teoretycznie powinny spaść do ok. 35 zł.
Tak się jednak nie stało. Choć na zamknięciu walory spółki straciły tylko 55% (do 106,5 zł), to i tak były na poziomie kilkakrotnie wyższym od kursu, jakiego należałoby się teoretycznie spodziewać. Doprowadziło to do zafałszowania liczenia indeksów MIDWIG i WIG. W efekcie giełda wstrzymała podawanie ich wartości. Usunęła też EFL, ze składu obu giełdowych wskaźników.
Joanna Gransort, odpowiedzialna za relacje inwestorskie w EFL, wyjaśniła, że już w połowie listopada spółka przedstawiła treść uchwał dotyczących nowej emisji akcji. Dodała, że informacje te były publikowane przez wiele serwisów informacyjnych i giełdowych, więc zainteresowani inwestorzy nie powinni mieć żadnych kłopotów z dotarciem do nich.
Przypomnijmy, że w zeszły czwartek GPW wyraziła zaniepokojenie brakiem informacji co do faktycznych zamiarów spółki i sposobów informowania inwestorów o kluczowych posunięciach związanych z operacjami korporacyjnymi. W komunikacie stwierdziła też, że zachowanie akcji EFL było również wywołane niskim free float i spadkiem płynności.
"Naszym zdaniem GPW powinna informować inwestorów giełdowych o takich wydarzeniach, jak ustalenie prawa poboru oraz związane z tym zmiany kursu odniesienia, poszerzenie widełek cenowych itp. Do Giełdy należy też bieżące monitorowanie składu i konstrukcji indeksów giełdowych" - stwierdził EFL w odpowiedzi na komunikat GPW. J. Gransort dodała, że obecnie free float spółki wynosi ok. 12 tys. akcji, a więc zaledwie 0,2%. Sprawia to, że akcje o tak małej płynności są narażone zarówno na przypadkowe wahania kursu, jak i na świadome manipulacje.