Rano za USD płacono 3,955 zł, za euro zaś 3,56 zł, odpowiadało to 13% powyżej starego parytetu (to najwyższy kurs USD i największe odchylenie od parytetu od czerwca 2001 roku). Pierwsze minuty notowań to stabilizacja, potem złoty zaczął tracić. Przed publikacją danych byliśmy na 12,4%. Dolar podrożał o 2,3 grosza, wspólna waluta o 2,5 grosza. Po publikacji nie doszło do jakichś spektakularnych zmian. Kończyliśmy jednak nieco wyżej, na 12,6%, przy kursach 3,9670 i 3,578.
Spadek inflacji do poziomu 3,6% rok/rok wprowadził optymizm na rynku. Realne stopy procentowe wciąż są bardzo wysokie, co zachęca do kupowania papierów skarbowych. W dodatku PKB w III kwartale okazał się słaby. Poziom inflacji i dane o aktywności gospodarczej umacniają w przekonaniu, że stopy muszą spaść jeszcze bardziej, choć mało kto wierzy, że stanie się to już w środę. Te właśnie czynniki były głównymi powodami wzrostu wartości złotego i cen obligacji we wtorek rano.
Złoty szybko zaczął tracić, nikt nie chciał go kupować po tak wygórowanych cenach. Wręcz przeciwnie, zaczęto go sprzedawać. Wszystko działo się jednak w niewielkich obrotach (ani ilość, ani wielkość transakcji nie były zbyt duże). Polskiej walucie nie pomogły tez informacje z Sejmu. Przyjęto bowiem przepis, na mocy którego reprezentant NBP nie będzie mógł brać udziału w obradach Rady Ministrów. Zostało to odebrane jako ograniczenie kompetencji banku centralnego i wstęp do ograniczenie kompetencji Rady Polityki Pieniężnej.
Dane o produkcji przemysłowej i o PPI potwierdziły, że wciąż mamy do czynienia z wyraźnym spowolnieniem gospodarki. Produkcja jest mniejsza niż przed rokiem (spadek o 0,8%), a ceny produkcji są niższe (0,8%), co świadczy o tym, że popyt wewnętrzny jest słaby. Wszystko wskazuje na to, że nie ma co liczyć na poprawę tempa wzrostu PKB w IV kwartale.
W środę swoje dwudniowe obrady kończy Rada Polityki Pieniężnej. Szanse na to, że zostanie podjęta decyzja o obniżeniu stóp procentowych, są niewielkie. Członkowie Rady wielokrotnie podkreślali, że ostatnie obniżki w znacznej mierze dyskontują już zarówno wyraźny spadek inflacji, jak i spowolnienie gospodarcze, a dalsze ruchy uzależnione są przede wszystkim od prac nad budżetem. Od listopada niewiele się w tym względzie zmieniło, nie ma przecież ani samego budżetu, ani nawet ustaw okołobudżetowych.