Giełda szwajcarska zamierza zaproponować swoim członkom, głównie bankom, zamiany w statucie firmy podczas dorocznego walnego zgromadzenia, które odbędzie się w kwietniu przyszłego roku. Dzięki temu posunięciu, jako spółka akcyjna będzie mogła podnieść kapitał potrzebny do sfinansowania zakładanych fuzji bądź przejęć. Według prezesa tej instytucji Jörga Fischera, nie będzie już przeszkód, by emitować obligacje bądź też nawet przeprowadzić pierwotną ofertę sprzedaży akcji i wprowadzić je do publicznego obrotu, choć - jak podkreślił - drugi z tych scenariuszy nie jest na razie rozważany.
Szwajcarzy kończąc z członkowską strukturą własnościową, czyli przeprowadzając tzw. proces demutualizacji, pójdą w ślady największych konkurentów europejskich, takich jak London Stock Exchange, Deutsche Börse i Euronext, którzy już w ubiegłym roku bądź w pierwszej połowie tego roku wprowadzili swoje akcje do publicznego obrotu.
"Giełdy uświadomiły sobie, że nie działają, jak jakieś kluby, tylko są normalnymi firmami, podlegającymi zasadom rynkowym" - podkreśla cytowany przez Bloomberga Brian Moretta z funduszu Scottish Value Management, który w swoim portfelu ma m.in. walory giełdy londyńskiej.
- Jestem przekonany, że w niedalekiej perspektywie powstanie w jednoczącej się Europie jeden rynek, na którym obracać się będzie walorami największych spółek. Jedynym pytaniem jest, jak dojdzie do jego stworzenia, w jakiej będzie on formie funkcjonował i która z giełd będzie odgrywać w nim największą rolę - twierdzi J. Fischer, dodając, że giełda szwajcarska szykuje się do udziału w takim projekcie i jest to jeden z głównych powodów planów demutualizacji.
Giełda w Zurychu, która jest też m.in. właścicielem, wraz z Deutsche Börse, największego na świecie rynku derywatów - Eurex, w ubiegłym roku wypracowała zysk w wysokości 6,3 mln franków szwajcarskich (3,9 mln USD), jej przychody zaś sięgnęły 251 mln franków