"Z naszych analiz wynika, że koszty wprowadzenia akcyzy na energię w całej energetyce sięgnęłyby w przyszłym roku 2,3 mld zł, z czego 400 mln zł w samym PKE" - powiedział w czwartek prezes podczas spotkania z dziennikarzami. Dodał, że koszty utrzymania siedmiu elektrowni tworzących PKE ok. 170 mln zł, a więc przeszło dwukrotnie mniej niż koszty proponowanej akcyzy. "Gdyby wprowadzić akcyzę w takiej formie, około maja przyszłego roku wytwórcy energii straciliby płynność finansową, co uderzyłoby przede wszystkim w dostawcę węgla - górnictwo. Dlatego potrzebne są mechanizmy, przerzucające część kosztów akcyzy na spółki dystrybucji energii" - mówił prezes. W jego opinii, gdyby całe koszty wprowadzenia akcyzy przenieść na odbiorców finalnych, wówczas wzrost cen energii dla nich wyniósłby ok. 8-10 proc. "Jeżeli założyć dodatkowo wzrost cen węgla o 7 proc. oraz innych składników średnio o 5 proc., energia dla odbiorcy finalnego musiałaby zdrożeć realnie o 16-18 proc. To nie do przyjęcia dla odbiorców" - powiedział prezes. Jego zdaniem odbiorcy nie będą w stanie zaaprobować podwyżki wyższej niż 8-10 proc. Prezes dodał, że energetycy rozumieją potrzebę uczestniczenia w rozwiązywaniu problemu dziury budżetowej, wprowadzenie akcyzy musi jednak odbyć się na racjonalnych zasadach, biorących pod uwagę interesy wszystkich stron - odbiorców energii, Skarbu Państwa, wytwórców i dystrybutorów energii. W projekcie budżetu na 2002 rok przewidziano opodatkowanie energii elektrycznej akcyzą w wysokości dwóch groszy za kilowatogodzinę. (PAP)