Po szybkiej, dziesięcioprocentowej fali spadkowej w pierwszej połowie grudnia rynek zatrzymał się na dwie sesje, by potem równie gwałtownie wzrosnąć. Niestety, wzrost załamał się na poziomie potencjalnej linii szyi formacji głowy i ramion (co ciekawe, o wiele lepiej jest to widoczne na rynku kontraktów terminowych, niż na rynku kasowym). Zasięg spadku wynikający z tej formacji to ok. 1100 punktów dla WIG20, a więc ok. 10% poniżej obecnego poziomu. Na razie możliwe (i prawdopodobne) są jeszcze spekulacyjne zagrywki związane z procesem "window dressing" i zamknięciem roku - w br. zostały jeszcze tylko cztery sesje.
Pierwsze tygodnie przyszłego roku nie zapowiadają się chyba najlepiej. Nie przypuszczam, by znaleźli się inwestorzy zagraniczni zainteresowani zmasowanymi zakupami na całym rynku. Popyt może się pojawiać selektywnie, ale nawet temu nie sprzyja mocny złoty. W dalszej części roku można liczyć na aktywizację funduszy inwestycyjnych i emerytalnych, ale nie ma powodu, dla którego miałoby się to odbyć już w styczniu.
Rynek zmierza więc w stronę testu październikowego dołka przy tysiącu punktów. Ostatnie dno kształtowane było przy założeniu ożywienia gospodarczego w II kwartale przyszłego roku. Teraz widać, że jest to mało realne, a w gospodarce poprawi się dopiero w III, a może nawet w IV kwartale 2002 r. Z tego powodu początek roku może nie napawać optymizmem, jednak kolejne kwartały - w miarę zmiany oczekiwań - powinny być coraz lepsze. Czego sobie i Państwu życzę.
Zwróć uwagę na:
BPH, PBK - po fuzji powstanie drugi pod względem kapitalizacji bank na giełdzie, w dodatku nie tak drogi, jak Pekao.