Według ekspertów, na których powołuje się agencja Reutera, Kongres, zdominowany przez będących w opozycji peronistów, może powierzyć obowiązki szefa państwa jednemu z gubernatorów prowincji lub senatorów, względnie rozpisać nowe wybory. Przewodniczący senatu Ramon Puerta, konstytucyjny następca prezydenta, zgodził się bowiem na pełnienie tej funkcji tylko przez dwie doby. Wśród najbardziej prawdopodobnych kandydatów na szefa państwa wymienia się czołowych polityków z partii peronistów.
Jednak ktokolwiek przejmie władzę, stanie przed niesłychanie trudnymi do rozwiązania problemami. Najpoważniejszym pozostaje coraz bardziej realna groźba bankructwa państwa, które nie jest w stanie spłacić olbrzymiego długu publicznego, sięgającego 132 mld USD. Efektem może być dewaluacja i zerwanie ścisłego powiązania peso z dolarem. Wobec ostrego kryzysu finansowego oraz trwającej od czterech lat recesji argentyńskie obligacje skarbowe straciły już większą część swej pierwotnej wartości.
Przed nowymi władzami stanie też niezwykle trudne zadanie opanowania niepokoju społecznego. W kraju zapanowała anarchia, której nie są w stanie przeciwstawić się siły porządkowe. Gdy policja walczyła z demonstrantami przed pałacem prezydenckim, już nie na ubogich przedmieściach, ale w eleganckim centrum handlowym Buenos Aires plądrowano sklepy oraz podpalono dwa banki. Związki zawodowe ogłosiły strajk generalny, który ma trwać do czasu, gdy zostanie zniesiony stan wyjątkowy. Tymczasem w piątek decyzję taką podjął ustępujący prezydent.
Rządy i instytucje międzynarodowe wzywają Argentynę do rozwiązania w demokratyczny sposób obecnego kryzysu. Jednak ani USA, ani MFW czy inni potencjalni kredytodawcy nie wyrazili na razie najmniejszej gotowości do udzielenia temu krajowi pomocy finansowej.
W piątek notowania na giełdzie w Buenos Aires nie odbyły. Decyzję w tej sprawie podjął bank centralny.