Końcówka roku nie przyniosła na razie ożywienia na rynku. Za to na arenie politycznej obfituje ona w wydarzenia rozbudzające emocje. Konflikt wokół poziomu podatności RPP na "sugestie" rządu ma wszelkie szanse, by zantagonizować nawet tak przyjaźnie nastawione ośrodki władzy, jakimi są rząd i prezydent. Rozgrywanie interesów politycznych przez posłów, którzy częstokroć kompromitują się wypowiedziami wskazującymi, że tak naprawdę nie mają pojęcia, o czym mówa, stanowi zagrożenie dla wizerunku naszego państwa. Szczególnie w sytuacji, gdy głosy im podobnych przesądzić mogą o mało delikatnym rozprawieniu się z niezależnością RPP. Taka postawa posłów przypomina trochę lekarza z CK armii, serwującego żołnierzom lewatywę na każde schorzenie. Jeżeli przyjmiemy założenie, że dobro kraju jest celem nadrzędnym, to z pewnością udałoby się wypracować pomiędzy różnymi organami władzy, których decyzje tworzą układ sprzężeń zwrotnych, taki consensus, który umożliwi osiąganie tego celu. Gdy jednak któraś ze stron konfliktu zawłaszcza sobie monopol na rację, to trudno o takie rozwiązania. Ostatnie wydarzenia w Argentynie pokazują, że lekceważenie praw ekonomii daje żałosne skutki. Tam zastosowano wcześniej "receptę" posła L., aby państwo zaciągnęło jak najwięcej długu. Teraz mają tam katastrofę gospodarczą i brak szans na poprawę sytuacji w dającej się przewidzieć perspektywie. A powodem jest to, że w przeciwieństwie do pojedynczych osób państwo nie może po prostu ukraść pożyczonych pieniędzy, odmawiając ich spłaty, a jeśli nie jest w stanie ich oddać, to obywatele płacą cenę po wielokroć wyższą niż pożytki z tego co kiedyś politycy pożyczyli.