Na dwóch sesjach w tym tygodniu nie było szeroko oczekiwanego wzrostu notowań, a dokładniej "podciągania" kursów akcji wybranych spółek. Szczególnie piątkowa sesja była pod tym względem słaba (pomimo ponownie doskonałego zachowania rynków zachodnich, w tym i amerykańskiego), czego wyrazem jest czarna świeca na wykresie. Jednak jej rozmiar nie ma praktycznie większej wagi, za to istotne jest wciąż skuteczne bronienie poziomu połowy świecy z 18 grudnia.

Tak czy inaczej, nic nie zmienia posępnego obrazu indeksu na przestrzeni tego roku. Zaczęliśmy go na poziomie 1426 pkt., by kończyć prawie 60% niżej. Co gorsza, główny trend spadkowy nie został przełamany i w zasadzie nic nie zwiastuje, by miało to w najbliższym czasie nastąpić. Nadzieje związane z efektem stycznia zostały na dobre rozwiane już w połowie listopada. Trzeba przyznać, że od tego czasu rynek niemal co tydzień bombardowany jest zaskakującymi informacjami z samych spółek, a bez potrzebnego uspokojenia, konsolidacji cen, narodziny nowego trendu nie będą możliwe, czego dobrym przykładem jest właśnie październikowa minihossa, która jak szybko się zaczęła, tak równie szybko się skończyła.