Analitycy prognozują, że w 2002 r. liczba nowych publicznych ofert sprzedaży akcji zwiększy się o 10%. Przemawia za tym - ich zdaniem - perspektywa poprawy koniunktury na całym rynku akcji. - Te spółki, które działają w perspektywicznych branżach, są dobrze zarządzane, a cena ich akcji będzie wyważona, mogą liczyć na powodzenie swoich ofert - twierdzi, cytowany przez Reutera, Ward Morgantheu, wiceprezes firmy Laidlaw Global Securities. - Ogółem koniunktura na rynku IPO odzwierciedla koniunkturę na rynku akcji. Możemy więc być umiarkowanymi optymistami - dodaje.

Według firmy zajmującej się badaniem rynku, Thomson Financial, w 2001 r. w Stanach Zjednoczonych tylko 97 spółek zdecydowało się na upublicznienie, a łączna wartość tych ofert sięgnęła 35,8 mld USD. Był to więc najgorszy rok od 1972 r., kiedy to na giełdach zadebiutowały zaledwie 62 spółki, pod względem zaś wartości ofert gorzej było po raz ostatni w 1995 r., kiedy sięgnęła ona 32,6 mld USD. Co ciekawe, w 2001 r. nie odbył się żaden debiut we wrześniu, co związane było z atakiem terrorystów na budynki World Trade Center z 11 września. Ostatni kwartał ub.r. był jednak już dość dobry. Wówczas to bowiem odbyło się aż 31 spośród 97 debiutów. - Warto zauważyć, że oferty, które zostały przeprowadzone w ostatnim kwartale, były już znacznie lepszej jakości niż w pierwszej połowie roku. Potwierdza to tezę, że również w 2002 r. najważniejsza będzie właśnie jakość IPO - zauważa W. Morgenthau.

Jednym z najlepszych w historii amerykańskiego rynku IPO był natomiast 2000 r. Wybuch tzw. gorączki internetowej spowodował, że wówczas na giełdach zadebiutowało aż 384 spółek, a łączna wartość ofert wyniosła 58,9 mld USD. Także średni wzrost kursu akcji podczas pierwszego dnia notowań był imponujący, bo wyniósł aż 54%. Tymczasem w 2001 r. wyniósł on już tylko 13%.

- Nie sądzę, żeby kiedykolwiek powtórzył się taki run na akcje spółek, jak ten, który miał miejsce w trakcie internetmanii - uważa Jay Ritter, profesor finansów na florydzkim uniwersytecie.