Według dealerów walutowych, rynek zaczyna się budzić po świątecznym wyhamowaniu. Aktywne są banki zagraniczne, które w znacznej mierze dokonują transakcji spekulacyjnych. Chociaż dochodzi również do znacznych transakcji klientowskich. - Uważam, że utrzyma się trend na umocnienie złotego. Myślę, że złoty osiągnie poziom 15% powyżej starego parytetu. Wczoraj było to około 14,2% - powiedział PARKIETOWI jeden z dealerów. Uważa on, że na razie nie ma powodów do gwałtownego osłabienia się polskiej waluty.
Wczoraj kurs dolara do złotego w ciągu dnia wahał się w przedziale 3,90-3,92. Najniższy poziom 3,90 zł zanotowano na otwarciu rynku przy niskiej płynności.
- Podstawową przyczyną umocnienia się złotego jest luźna polityka fiskalna, do której rząd chce dopasować politykę pieniężną. Jednak bezpośrednim powodem jest olbrzymia podaż papierów skarbowych w ostatnich dniach - powiedział PARKIETOWI Krzysztof Rybiński, główny ekonomista BZ WBK. Inwestorzy, aby nabyć polskie papiery, najpierw muszą kupić złote. To umacnia polską walutę. Zdaniem ekonomisty, do tych elementów dochodzi jeszcze efekt stycznia. - Na początku roku fundusze rozglądają się za nowymi inwestycjami. Po bankructwie Argentyny na rynku jest więcej pieniędzy do ulokowania - wyjaśnił. Na rynkach wschodzących polskie papiery są oceniane jako bezpieczne. Magnesem jest również ich wysoka rentowność. Potwierdzeniem tego może być wczorajszy przetarg bonów skarbowych, na który inwestorzy złożyli oferty o najwyższej wartości nominalnej w historii (6,5 mld zł).
Według Krzysztofa Rybińskiego, rynek jest przekonany, że złoty powinien pozostać mocny. Politycy robią jednak wszystko, aby spowodować jego osłabienie. Chcą w ten sposób spowodować wzrost opłacalności polskiego eksportu, co w krótkim terminie może przyczynić się do pobudzenia wzrostu gospodarczego.
W obecnej sytuacji trudno przewidywać, co zrobi rząd. - Na razie chce on wymusić na RPP dużą obniżkę stóp procentowych, która wpłynęłaby na osłabienie złotego. Żeby osiągnąć ten cel, redukcja musiałaby wynieść 3-4 pkt. proc. Myślę, że jeśli rząd nie zdoła przekonać Rady do swoich propozycji, wówczas będzie chciał skłonić NBP do przeprowadzenia interwencji na rynku walutowym. Wreszcie ostatnim pomysłem, który może wdrożyć rząd, będzie zmiana ustawy o NBP, która w konsekwencji doprowadzi do utraty jego niezależności. Użycie którejkolwiek z tych możliwości będzie psuciem gospodarki - stwierdził Rybiński.